6 rzeczy, na które inaczej spojrzysz po powrocie z długiej podróży

Długie podróże. Wywracają życie do góry nogami, mieszają w głowie i przestawiają hierarchię wartości. Jadąc na taką wycieczkę jak nasza, warto pamiętać, że po powrocie pewne rzeczy nie będą już takie same.

1. Wolność

Z wolności rezygnujemy dziś lekką ręką i nawet się specjalnie nad tym nie zastanawiamy. Bo praca, kasa, bo przecież trzeba iść na jakieś kompromisy, bo wszyscy tak robią, bo takie czasy. Nie inaczej potoczyło się to wszystko u nas. Zmiana miasta za pracą, złapanie względnej życiowej stabilizacji i rozważanie, wtedy jeszcze super-atrakcyjnego kredytu hipotecznego we frankach. I nagle bum! Podejmujemy decyzję. Czujemy, że trochę skomplikujemy sobie tym życie, ale zbieramy się na odwagę i decydujemy się pójść pod prąd. Mając 28 lat na karku robimy wielki w tył zwrot, jedziemy!

W jednej chwili dostajemy naszą wolność z powrotem. I to taką stuprocentową, bez żadnych kompromisów, na początku aż przytłaczającą. Na dłuższą metę jednak wciągającą i uzależniającą, bo to było naprawdę świetne i nieznane nam wcześniej uczucie: wstawać, gdy ma się na to ochotę, przez cały dzień robić to, na co ma się ochotę, a w nocy mieć pewność, że nikt nie obudzi nas telefonem. Jechać dalej, a może zatrzymać się na chwilę? Kilka godzin, dzień, dwa, tydzień, trzy tygodnie? A proszę bardzo, zero ograniczeń.

No i ciach! 16 miesięcy minęło jak z bicza strzelił. Wracamy do punktu wyjścia i pytanie: czy warto było się tak szarpać i walczyć o tę wolność, której w całości, na dłużej, i tak nie będziemy mogli zatrzymać? Z perspektywy już prawie roku po powrocie – wydaje mi się, że tak. Teraz tym bardziej jesteśmy już pewni, że nie chcemy pakować się w sytuacje bez wyjścia, które na zawsze zabiorą nam tę dużą życiową wolność. A trochę tej małej, codziennej podróżniczej wolności też w naszym życiu jeszcze zostało. U mnie z pewnością jest lepiej niż przed wyjazdem, a najważniejsza zmiana wydarzyła się w głowie. Może czasem potrzeba szarpnąć się właśnie na długą podróż, aby uświadomić sobie, jak ważna jest wolność.

Za zdjęcie (hit profilu na FB Mordor na Domaniewskiej) dziękuję starej znajomej z radia.
Za zdjęcie (hit profilu na FB Mordor na Domaniewskiej) dziękuję starej znajomej z radia.

Po powrocie długo zastanawiałem się, czy uda mi się znaleźć pracę, która nie zabierze mi mojej małej podróżniczej wolności. Na szczęście jakoś się udało. Cieszę się, że mogę nie lecieć punktualnie na 9:00 na akord, a zamiast tego móc pograć sobie akordy na klawiszach, gdy akurat mam na to wenę, a może coś napisać na bloga, albo już w drodze do swoich codziennych obowiązków, po prostu zatrzymać się, posiedzieć, popatrzeć sobie na staw w parku.

2. Czas

Gdy dzień po dniu rytmicznie przebieramy nogami na skraju jakiejś pustyni, a krajobraz wokół nas nie zmienia się ani trochę, czas zaczyna płynąć zupełnie innym rytmem. Bez internetu, smartfonów i powiadomień, głowa jest wolna. Możemy rozmyślać godzinami, a gdy już mamy dość własnych myśli, łatwo dać się wciągnąć w jakąś historię. Podczas kilkuset kilometrowych długich australijskich prostych, książki wciągałem jedna po drugiej. Od wschodu do zachodu słońca, a czasem i w nocy – w świetle czołówki. Niby nic szczególnego się nie działo, a jednak wspominam to jako świetnie spędzony czas.

Równie dobrze wspominamy te wszystkie mało atrakcyjne miejsca, w których zostaliśmy uziemieni zupełnym przypadkiem i kiblowaliśmy w nich nawet kilka tygodni. Ludzie słysząc to łapią się za głowę, jak można było zmarnować tyle czasu, siedząc pod namiotem w jakieś „dziurze”.

Po powrocie śmieszne było też to, że czas dalej dalej płynął sobie jakby w zwolnionym tempie. Gdy jechałem pierwszy raz w trasę autem, wyprzedzał mnie dosłownie każdy.

Fajne to były chwile. Trzeba było się nimi szybko nacieszyć, bo minęło kilka miesięcy i tempo życia wróciło do dawnego rytmu. W tyle głowy zostało mi jednak, że nie zawsze trzeba tak pędzić. Teraz częściej udaje mi się zatrzymać, wyluzować się, dać sobie trochę podróżniczego lenistwa i spokoju.

3. Małe radości

„Nie mam na to czasu, strata czasu” – za każdym razem, gdy słyszę to zdanie, uśmiecham się sam do siebie. Pędzimy, gonimy, codziennie musimy być uśmiechnięci i efektywni, zajmować się konkretnymi, Bardzo Ważnymi Sprawami. Reszta to pierdoły. A może właśnie jest odwrotnie?

Po powrocie nie żałuję sobie czasu właśnie na takie pierdoły: leżenie w trawie i czytanie książek, gapienie się w niebo, włóczęgi po lesie. I na akcję ratunkową jeża w parku przed blokiem też. A potem na wpatrywanie się w tego jeża przez pół godziny i dywagacje: „co dzisiaj będzie robił, gdzie się schowa, dokąd tak spaceruje, jeśli to samiczka – to gdzie ma gniazdo z młodymi? I czy jutro nie wpadnie pod samochód? A w ogóle to jak fajnie byłoby być takim jeżem”.

Nieźle uśmiałem się ostatnio na prezentacji Piotra Strzeżysza, gdy opowiadał, jak jadąć rowerem przez Ziemię Ognistą podglądał pancernika. Sądząc po tym, jak barwne były to zdjęcia, filmy i opisy – pewnie „stracił” na niego sporo czasu. Przypomniały mi się moje ukochane błotne bawoły z Azji. Majestatyczne tłuściochy, których główną życiową rozrywką jest chłodzenie się w błotnym bajorze. „O, ten jaki słodziak malutki, a temu to chyba właśnie wymsknęło się coś do sadzawki. O, a ten jest albinosem! Jak śmiesznie przeżuwa i odgania się od much ogonem!” Na takich głębokich przemyśleniach mogłem spokojnie spędzić bitą godzinę i miałem z tego niesamowitą radochę. To jest właśnie niesamowite w podróżach, że wzmacniają wrażliwość na takie małe, ale ważne rzeczy w życiu.

4. Przestrzeń

Po powrocie z długiej podróży świat się kurczy. Po Łodzi poruszam się głównie pieszo. Mieszkamy w okolicach centrum, wszędzie mamy co najwyżej kilka kilometrów marszu. Po co stać w samochodowych korkach, gdy na własnych nogach czasem jest niewiele wolniej, a na pewno zdrowiej? Wszędzie jest przecież tak blisko, aż za blisko. Mając z biura do domu 3 kilometry, zdarza mi się w drodze powrotnej spacerować przez kilometrów kilkanaście, robiąc pętelki po parkach i gubiąc się gdzieś po drodze w zaroślach nad rzeką.

I niestety to właśnie tej przestrzeni po powrocie z podróży najbardziej mi brakuje. Polska jest tak gęsto zaludniona, że nawet gdy wyskoczymy w weekend w jakieś „dzikie” miejsce, na każdym kroku trafiamy na miejscowość, drogę, czy ludzi. Strasznie ciągnie mnie w miejsca, gdzie moglibyśmy znów poczuć to niesamowite poczucie odosobnienia. Do Północnej Kanady, Syberii, Mongolii, albo po raz kolejny na Antypody.

Jednak mając w perspektywie „zaledwie” miesiąc wolnego, łatwo wpaść w jeszcze jedną pułapkę. Wydamy mnóstwo pieniędzy, do naszej wymarzonej głuszy będziemy lecieć kilkanaście godzin, a na miejscu pobędziemy „tylko” te 30 dni. Dlatego szukamy tej przestrzeni na co dzień, blisko nas, a na urlop zdecydowaliśmy się lecieć znacznie bliżej.

Wyobraź sobie, że ktoś Ci składa taką ofertę: opłacenie dowolnej liczby lotów w dowolne miejsca świata, i tylko jeden warunek: masz na to dwa tygodnie. Co wtedy wybrać? Ekspresową podróż dookoła świata z kilkoma dniami/godzinami w jednym miejscu, czy może jeden krótszy lot i więcej czasu na odkrycie jednego małego kawałka przestrzeni? Po tej podróży dla nas odpowiedź jest oczywista.

5. Pieniądze

Nie będziemy wam tu mydlić oczu, że możliwe jest podróżowanie zupełnie bez pieniędzy, albo że po powrocie marzyliśmy tylko o tym, aby zamieszkać w parku i wyjadać resztki z wietnamskiego baru. Chcieliśmy oczywiście jak najszybciej zacząć zarabiać kasę – większą, niż koszty naszego utrzymania, ogarnąć jakieś przyzwoite mieszkanie, czasem lepiej się najeść, posłuchać muzyki na dobrych słuchawkach, no i wreszcie odłożyć parę groszy na kolejne podróże, czy na nowy namiot z nieprzeciekającą podłogą.

Gdy po powrocie to wszystko już jako tako udało nam się ogarnąć, pojawiło się pytanie: czy cały czas potrzeba nam więcej i więcej? Zadaję sobie to pytanie zawsze, gdy zaglądam do ofert pracy. Branża IT ma to do siebie, że roboty ciągle jest więcej niż specjalistów, więc działy HR spamują dziesiątkami maili, szczególnie do ludzi, którzy potencjalnie zarabiają niezbyt dużo. Czasem są „nowe wyzwania”, albo „szansa na pracę z najlepszymi”, ale najczęściej, już w pierwszym zdaniu, kuszą jakieś wystrzelone w kosmos widełki płacowe.

Pierwsze wrażenie to wielkie wow. Człowiek przelicza sobie te pieniądze na wszystkie wspaniałe rzeczy, które będzie mógł za nie kupić. Zaraz potem, pewnie trochę dzięki tej podróży, do głowy wpada jednak druga myśl. A w sumie to na cholerę mi to wszystko? Czy tak naprawdę czegoś bardzo mi w tym momencie brakuje? A co z wolnością i czasem dla siebie? Już raz przecież pochowaliśmy te wszystkie gadżety do pudełek, część posprzedawaliśmy, a do rowerowych sakw wpakowaliśmy tylko kilka najpotrzebniejszych rzeczy. I co, źle było przez te 16 miesięcy? Było najlepiej na świecie!

6. Problemy

Jak każdy szanujący się odludek, uwielbiam włóczyć się samemu po mieście. Trochę bez celu, a trochę z celem, bo słuch mam niezły i uwielbiam podsłuchiwać. No więc tak sobie chodzę, wyrabiam moją codzienną dawkę kilometrów, i słucham. Co słyszę najczęściej w Polsce? Problemy!

Gdy idzie się przez łódzkie śródmieście, od tych ludzkich problemów włosy mogą zjeżyć się na głowie. Jakaś matka wrzeszczy na kilkuletnie dziecko. Komuś znowu zabrakło na wódę i pyta czy nie mam chociaż „pisiont” groszy. Dresy chwalą się, komu obiły ostatnio mordę.

Kilkaset metrów dalej, jak to w Łodzi, ni stąd ni zowąd wyrasta gigantyczne, odpicowane w najmniejszych detalach centrum handlowe. No i co słyszę? Oczywiście dalej problemy, utyskiwanie i narzekanie na wszystko. Że buty nie takie, że piwo niedobre, kiełbasa za tłusta, dietetyk za drogi, rezydent w hotelu taki niepomocny, koczowanie na lotnisku takie straszne, a samochód za stary i w ogóle to za dużo pali. Kłótnie, fochy i naburmuszone miny.

A ja przestaję już to wszystko rozumieć, bo po tej naszej podróży, naprawdę jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zniknęło nam w życiu większość problemów. Nie pamiętam kiedy ostatnio się kłóciliśmy. Przynajmniej o rzeczy materialne. Bo na co tu niby narzekać, gdy zdrowie dopisuje, nic nie boli, jest co zjeść, można wyspać się w ciepłym i deszcz nie leje się na głowę. Problemy? Jakie problemy?! Nie ma żadnych problemów!


Chcesz być na bieżąco z blogiem? Zapisz się do naszego newslettera.
Nie spamujemy, nie zanudzamy. Publikujemy od czasu do czasu tylko duże, dopracowane artykuły.


33 odpowiedzi do “6 rzeczy, na które inaczej spojrzysz po powrocie z długiej podróży”

    1. Super! Fajnie mieć czytelników, którzy najpierw czytają, potem w nieskończoność pytają… aż w końcu jadą rowerem z Polski do Nowej Zelandii, a już jednego takiego mamy 🙂

  1. to prawda. dodałabym jeszcze lekkie oderwanie od „rzeczywistości” – [rozumianej, jako zestaw zasad, które są powszechnie postrzegane w danej społeczności, jako dominujące i niezbędne do zachowania grzecznego, bezpiecznego status quo] – oderwanie jako kontrę do przyziemności. Ludzie są tak fascynująco przyziemni: „nie da się”, „tak musi być, bo tak było zawsze”… czy też z trudem tłumione wybuchy śmiechu kiedy mówisz, że rzeczy mogą i dzieją się inaczej, a potem wstydliwe milczenie, kiedy swoim zachowaniem i życiem to udowadniasz…. tak, po powrocie z wielu średnio długich podróży, składających się w jedną długą podróż poza Łódź, jestem zdecydowanie człowiekiem oderwanym od rzeczywistości i dobrze mi z tym. Przyziemność budzi we mnie ubolewanie nad smutnym losem ludzi przyziemnych….

  2. Chyba nic więcej nie da się dodać 🙂 Mi najbardziej brakuje tej przestrzeni o której piszesz…na szczęście mieszkamy teraz blisko lasu i morza więc zawsze można się wyrwać i pooddychać. Nam podróż też nieźle namieszała pod beretem 😀 Zachciało nam się nowych wyzwań w postaci dziecka! teraz to będzie jazda! Jakbym coś dodała to uwielbienie dla minimalizmu. Przed wyjazdem sprzedaliśmy mnóstwo rzeczy i myśleliśmy, że to były te najmniej potrzebne. Po powrocie sprzedaliśmy drugie tyle – jak się okazuje do szczęścia nie potrzeba nam wiele. Ahhh ten czas świeżo po powrocie…był bezcenny! Powodzenia i by ta podróż „żyła” w Was jak najdłużej!

    1. A dziecko+podróże to się dopiero robi wyzwanie. Nie pozostaje nam nic innego jak podglądać Kajtostany i TheFamilyWithoutBorders i liczyć, że jakoś to będzie… 😉

      PS. Gratulujemy decyzji!

  3. heh…znamy to uczucie…po 1,5 roku w podróży rowerowej jest mi niedobrze gdy oglądam reklamy w TV…krem na to, krem na tamto, tabletki na nogę, rękę, głowę, prostatę, mózg… Ale najbardziej rozwala mnie reklama w której dzieci brzydzą się jeść dżem, ponieważ są w nim grudki owoców… Dzieci w Laosie, albo Boliwii wylizałyby nawet słoik gdyby dać im taki smakołyk. A naszym dzieciakom się w du…pach poprzewracało :/

    1. O, to jest dobre. Gdy co rano w naszej ulubionej radiowej Trójce słyszymy kolejną reklamę suplementu diety („srakolin turbo forte”), mamy ochotę wyrzucić to radio przez balkon.

      1. Dwa lata temu wyrzuciliśmy TV, słuchamy tylko Trójki teraz…od kilku tygodni nasiliły się reklamy, w czasie jednej godziny zarejestrowałem ich ponad 20 minut!!! A od jakiej reklamy się zaczynają? Zawsze suplementy diety, zawsze, always. Zastanawiam się czy ludzie są tak głupi, żeby to łykać czy już wszyscy są jak zombie i widzą tak jak piszesz same problemy, co raz gorzej z tym społeczeństwem… I też niedługo zrezygnuję również z radia…Pozdrawiam, super piszesz.

  4. cieszę się, że udało mi się wypracować podobne podejście do życia odwiedzając w zasadzie tylko kilka miejsc w Europie 🙂 dobrze, że Polska ma w taki sposób wyluzowanych obywateli 🙂

  5. Świetny tekst Janek! Najszczęśliwsza jestem, kiedy cały mój dobytek mieści się w jednej walizce. Człowiek nagle nie musi się o nic martwić, byle znaleźć czasem dach nad głową, a gorący prysznic urasta do rangi najlepszego spa w życiu 😉
    Jedno mnie tylko zastanawia – gdzie Ty w tej Łodzi masz rzekę?! Mieszkałam tam 5 lat i rzeki ni cholery tam nie ma! 🙂

  6. Świetnie napisane, choć po długiej podróży z dziećmi wygląda to nieco inaczej, szczególnie z czasem;) Po dwóch tygodniach nadal nie ogarniamy tzw. „rzeczywistości” i chyba szukamy swojej. A w głowie mam wpis o powrocie i daliście mi dobrego motywacyjnego kopa. Dzięki.

    1. Na pocieszenie, u nas po dwóch tygodniach też nie było najlepiej z ogarnianiem. Ja np. za nic w świecie nie mogłem bez codziennej jazdy zasnąć. Zajmowałem się więc w ciągu dnia głównie jeżdżeniem i bieganiem (powroty latem są dobre!), aby nie siedzieć potem do 3-4 rano przy necie. Ot, taki problem 😉

  7. Piekny i bardzo prawdziwy tekst. Oczywiście to wszystko jest kwestia priorytetów – potrafię sobie wyobrazić ludzi, dla których ważne i dające szczęście są zupełnie inne rzeczy. Ja akurat też jestem wolnościowcem i nic mnie tak nie demotywuje jak ograniczenie swobody, wyboru itp. Pozdrawiam gorąco!

  8. Często to co się posiada nie jest doceniane, dlatego dobrze od czasu do czasu zrezygnować z czterech gwiazdek na rzecz biliona gwiazd. Ludzie często działają jak maszyny od 9 do 17. Dom, praca, dom, hotel, zapominają o swojej naturze oraz o tym co kiedyś sprawiało im wiele radości. Cieszę się, że niektórzy potrafią odnajdywać ją na nowo i cieszyć się z tego co daje nam życie.

  9. Przez chwile znow w drodze i gdy jakies dwa dni temu trafilem na ten tekst, to juz kilka zdan wystarczylo, by chciec go przeczytac. Wtedy musialem przerwac, ale dzisiaj wracam… Bardzo dobrze napisane! Tyle podobnych mysli siedzi w mojej glowie 🙂 POZDRAWIAM!

  10. Jesteśmy niewolnikami w białych koszulkach. Reklamy zmuszają nas do pogoni za samochodami i ciuchami. Wykonujemy prace, których nienawidzimy, aby kupić niepotrzebne nam gówno. Jesteśmy średnimi dziećmi historii. Nie mamy celu ani miejsca. Nie ma Wielkiej Wojny. Wielkiej Depresji. Naszą Wielką Wojną jest wojna duchowa. Naszą Wielką Depresją jest życie. Zostaliśmy wychowani w duchu telewizji, wierząc, że pewnego dnia będziemy milionerami, bogami ekranu. Ale tak się nie stanie.

    Obejrzyjcie koniecznie te dwa filmy”Podziemny krąg” i „Wszystko za życie”.

  11. Czytam ten tekst po raz nie wiem ktory. I tak dobrze mi w glowie robi.
    Bede czytal jeszcze wiele razy 🙂

    Pozdro z Sydney!

  12. Witam.
    Ten tekst udowodnił mi,że jednak nie jestem nienormalna,że są ludzie,którzy myślą podobnie.Moje małe podróże po Polsce zamierzam zamieniać na coraz większe i większe.Tak naprawdę nic oprócz zdrowia nie jest ważne.Kiedy ono dopisuje z wszystkim można sobie poradzić.Pochodzicie z „mojego” miasta,może kiedyś wpadniemy na siebie przejazdem. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *