Białe kształty na asfalcie

Na początku nie zwracaliśmy na te dziwne bazgroły uwagi. Ale potem zaczęłam się im dokładniej przyglądać.

Po co ktoś tutaj nasprejował na poboczu rower? Czyżby w Laosie też mieli ścieżki rowerowe? O, a tutaj są jakieś strzałki!

Niebezpieczne drogi Azji - białe kształty na asfalcie

Wreszcie zrozumiałam… Aż ciarki przeszły po plecach. Poruszona moim odkryciem, pokonywałam kolejne kilometry wypatrując białych kształtów, które tym razem nie pozostawiały już żadnych wątpliwości. Biały spray służy laotańskim policjantom do oznaczania wypadków drogowych. Z początkowo chaotycznych bazgrołów wyłaniały się teraz wyraźnie: tutaj samochód osobowy, tutaj rower, skuter, a tam ciało. Za pomocą strzałek rozrysowywano kierunki przemieszczania się poszczególnych uczestników zdarzenia.

#1: Strzałki rozdzielają się – na prawo, w kierunku środka jezdni, gdzie wskazują na narysowany kształt roweru, i na lewo, gdzie na skraju asfaltu i pobocza zaznaczono ułożenie ciała.

#2: Trudne do rozszyfrowania zdarzenie. Widzę kontur samochodu osobowego i „coś” pod przednim kołem.

#3: Tym razem już nie ma wątpliwości. Osobówka najechała na jadący rower, który ostatecznie znalazł się pomiędzy przednim a tylnym kołem.

biale_slady_strzalki2

Odkrycia dokonałam na skądinąd malowniczym Płaskowyżu Bolaven. Dlaczego tu? Gdy trzy tygodnie wcześniej wjeżdżaliśmy z szalonego Wietnamu do Laosu, wrażenie było niesamowite: droga nagle zrobiła się pusta i cicha, ciężarówki niemal zniknęły. Pod naszymi kołami – piękny, nowy asfalt ufundowany „przez Rząd i Obywateli Japonii”, szerokie pobocze. Jechało się wspaniale. Ale wystarczyło tylko zjechać w mniejszą drogę prowadzącą na Płaskowyż, i od razu wróciły nasze najgorsze drogowe wspomnienia z poprzednich krajów. Szybko okazało się, że laotańscy kierowcy wcale nie są tak spokojni i rozsądni, jak z początku myśleliśmy. Wystarczy tylko zabrać im pobocze, na ich drodze postawić trzy razy więcej innych aut, skuterów, rowerów, i od razu wyłazi z nich totalny brak rozsądku. Jedyne, co tutejsi kierowcy potrafią zrobić dla poprawy bezpieczeństwa, to żadne tam naciśnięcie hamulca czy zdjęcie nogi z gazu – to po prostu wycie klaksonem „spieprzać! jadę!” i prucie przez środek wsi jak po autostradzie. W tych okolicznościach białe kształty w ogóle nie dziwią.

biale_slady_skrzyzowanie

Kolejne dni mijały mi na rozwiązywaniu tajemnic poszczególnych wypadków. Niektóre rozgrywały się na kilku metrach kwadratowych. Inne rozpisane były na trzy akty, a ich akcja toczyła się przez kilkanaście metrów. Część śladów była już wytarta, ledwo widoczna. Na innych widać było jeszcze świeże, ciemne plamy. Olej? A może krew?

#4: Widać walkę. Samochód najwyraźniej próbował uciekać na prawo i przednią osią wylądował w rowie. Niestety, wcześniej zdążył kogoś potrącić. Strzałki prowadzą na drugą stronę jezdni.

#5: Na wysokości stacji benzynowej widnieją dwa kształty samochodów. Stacja, wiadomo, ktoś próbuje włączyć się do ruchu, ktoś inny w ostatniej chwili przypomina sobie, że musi zatankować.

#6: Droga przebiegająca przez ruchliwe centrum miasteczka jest okropnie dziurawa. Stoimy przed sklepem i obserwujemy. Kierowcy aut i skuterów zamiast zwolnić, jadą slalomem. Ci z lepszym zawieszeniem pędzą przez środek, nie bacząc na stan nawierzchni. Jedna ciężarówka wyłamuje się, trochę zwalnia, w tym momencie druga gwałtownie wyprzedza poboczem wzniecając tumany kurzu, podskakuje na dziurach i prawie kładzie się na bok. Na asfalcie pomiędzy dziurami widzimy biały kształt.

To nie jest tak, że laotańscy kierowcy są gorsi od tych z Wietnamu czy Kirgistanu. Wręcz przeciwnie – tutaj wcale nie jest tak źle. W każdym kraju to drogowe szaleństwo ma swój specyficzny „styl”. W Laosie nawet na ulicach czuć ten buddyjski spokój. Ale jednocześnie można zaobserwować w przyspieszonym tempie zmiany, jakie zachodzą w momencie, gdy w kraju z dnia na dzień przybywa pojazdów, ale nie idzie za tym wzrost umiejętności czy zmiana mentalna. Ci których stać na samochody (a w Laosie, gdy ktoś kupuje auto, to od razu jest to wielki pick up), czują się władcami asfaltu. Nie po to człowiek wsiada w samochód, by co chwilę zwalniać – przecież samochód to prędkość! Skuterzyści zresztą także mają dość swobodne podejście do spraw bezpieczeństwa. Też prują środkiem wsi, też nieostrożnie wyprzedzają. Częstym obrazkiem jest kobieta siedząca za kierowcą na skuterze, z nogami przerzuconymi na jedną stronę (niczym w dawnych czasach dama dosiadająca dostojnie konia) trzymająca jedną ręką zawiniątko z niemowlęciem. Łatwo sobie wyobrazić, co dzieje się z kobietą i dzieckiem w przypadku najdrobniejszej nawet stłuczki.

#7: Obok drogi znajduje się malowniczy resort. Mniej więcej na wysokości strzałki „VIP drop off” widzimy kontur samochodu i obok chyba skutera.

#8: Skrzyżowanie w środku miasteczka. Z białych znaków można wyczytać, że kierowca osobówki wyjeżdżając z drogi podporządkowanej wymusił pierwszeństwo na skuterzyście, który wbił się w lewy bok auta.

#9: Prosty odcinek drogi. Na środku obrysowane ciało. Brak śladu pojazdów.

#10: Inne skrzyżowanie. Dwa skutery zaliczają zderzenie.

Niebezpieczne drogi - tutaj miało miejsce zderzenie dwóch skuterów

To tylko część scenek, jakie udało mi się odczytać na raptem stu kilkudziesięciu kilometrach. Wiele innych pozostało dla mnie tajemnicą. Gdy podzieliłam się moją obserwacją z Holendrem mieszkającym w Laosie na stałe, ten odpowiedział, że jestem pierwszą osobą, która zwróciła na te ślady uwagę. Turyści, którzy przejeżdżają Laos na motocyklach czy w autobusach, nie zauważają ich, natomiast gdy jedzie się rowerem, łatwiej jest wyłapać takie „szczegóły”. Holender dodał, że wiele tych kształtów to niestety dzieci.

Jadąc przez Turcję, Gruzję, Azję Centralną, wreszcie Chiny i Azję Południowo-Wschodnią, mieliśmy mnóstwo czasu by obserwować, do czego zdolni są kierowcy. Żeby zupełnie nie zwariować, trzeba w pewnym sensie okiełznać lęk, przyzwyczaić się. Ot, przecież niebezpieczne drogi są wszędzie na świecie. Czasem dla spokoju sumienia można popokazywać w stronę niektórych kierowców „faka”, czasem można pobawić się w grę nerwów pt. „kto pierwszy odpuści”, ale gdy nie ma innej możliwości – pozostaje po prostu uciec przed jakimś idiotą w krzaki. To jedna z największych wad podróżowania po Azji, zwłaszcza rowerem. O tym, że droga może być śmiertelnie niebezpieczna, jak dotąd co jakiś czas przypominały nam rozlokowane przy poboczu mogiły. Były obok chińskich autostrad, były także w Pamirze, zaznaczając miejsca, w których ciężarówki staczały się w przepaść wprost do rzeki. Zresztą, w Polsce też mamy stojące przy drogach krzyże i znicze. Ale te laotańskie białe ślady jakoś bardziej ryją psychikę. I co kilka kilometrów przypominają, że z powodu jakiegoś idioty w ułamek sekundy możemy do nich dołączyć.

13 odpowiedzi do “Białe kształty na asfalcie”

  1. Tym bardziej jak się trafi kilka dni „nicnierobienia” to ciężko już wysiedzieć w tych internetach i trzeba się trochę ruszyć 😉 Ale jutro już wszystko wraca do normy. Biorę mój podręczny bicz na Marzena Badziak i jadymy do Kambodży.

  2. Do Birmy można od niedawna wjechać lądem i jest to zacna opcja, ale nie mam pomysłu jak tam zrobić jakąś pętlę, a dalej do Indii lądem nie da rady. Więc pewnie Singapur, może Sumatra i na koniec lot z Kuala Lumpur do Amsterdamu. A na koniec końców Amsterdam – Łódź jeszcze na rowerkach.

  3. Iran chcielibyśmy bardzo, ale teraz to by trzeba lecieć, co równie dobrze można zrobić kiedyś z Polski. Miał swoją szansę, nie chciał nas 😉 Lot z Kuala Lumpur do Grundigów jest mega tanią opcją jak za taki duży dystans, ale to jeszcze nie tak „już”. Z miesiąc pewnie w Kambodży, może z półtora w Tajlandii, Malezja, może Sumatra.

  4. Pojęcia nie mam, ale aż tak bardzo nas tam teraz nie ciągnie. W Azji Południowo-Wschodniej wszędzie możemy dojechać sobie rowerkiem, wizy długie, bezproblemowe, tanio. Jakieś większe manewry statkowo-samolotowe zawsze oznaczają koszty i kombinowanie, a tutaj można się rozleniwić. A tak w ogóle, jakbym bardzo jeszcze chciał coś z tej Azji wycisnąć to Syberia, Bajkał, Mongolia bardziej niż Indie. A szerzej, tak zupełnie na maksa: Altiplano, Canning Stock Route, o!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *