Buchara, czyli jak uciec z pułapki na turystów

Jechałam do Uzbekistanu napędzana wizją ujrzenia wreszcie tej wyidealizowanej, egzotycznej scenerii miast Jedwabnego Szlaku. Buchara faktycznie, zrobiła na mnie duże wrażenie. Rzeczywistość okazała się jednak nieco inna, niż bajkowe obrazki podsuwane mi wcześniej przez wyobraźnię, i to wcale nie dlatego, że na ulicach nie było średniowiecznych kupców z karawanami wielbłądów.

Bez dwóch zdań – meczety, medresy, kryte bazary i karawanseraje zachwycają i dostarczają niesamowitych estetycznych wrażeń. Godzinami mogłam chodzić z zadartą głową i dokumentować fotograficznie wszystkie te piękne mozaiki, odpędzając się od zdesperowanych sprzedawców pamiątek.kopulaoknoceramika

Wyjątkowy dla sztuki islamskiej przykład przedstawienia na mozaice żywych istot
Wyjątkowy dla sztuki islamskiej przykład przedstawienia na mozaice żywych istot
Hodża Nasreddin
Hodża Nasreddin – legendarny mędrzec wschodu. Według Uzbeków był Uzbekiem, według Afgańczyków Afgańczykiem, a według Turków Turkiem (http://en.wikipedia.org/wiki/Nasreddin).

Ale nie to stanowi o klimacie tego miasta. Buchara żyje, i nie jest to jedynie życie podtrzymywane kroplówkami dolarów od turystów. O ile w Chiwie panuje klimat muzeum (w obrębie murów miasta mieszka jedynie garstka ludzi), o tyle stara Buchara przerośnięta jest gęstą, chaotyczną tkanką domów i plątaniną krętych uliczek, na których toczy się normalne życie. W weekendy na tle błękitnych mozaik młode pary urządzają sobie ślubne sesje, a wieczorem kawiarnie zapełniają się uzbeckimi rodzinami. Przemykający z aparatami turyści witani są życzliwie przez panie zamiatające swoje domostwa, czy panów sączących herbatę. Zza glinianych murów słuchać czasem beczenie baranów. W cieniu przepięknego meczetu turyści mogą wydać majątek na wspaniałe ręcznie tkane dywany z jedwabiu, a kilkanaście metrów dalej powiewają tandetne, produkowane maszynowo dywany kupowane przez Uzbeków. Majątek można zostawić także w drogich knajpach kuszących wi-fi i pięknymi wnętrzami, ale gdy dobrze się poszuka, da się znaleźć sympatyczny sklepik z normalnymi cenami. Dobrze wydeptane turystyczne ścieżki prowadzą równymi chodnikami od jednego pięknie wyremontowanego zabytku do drugiego, ale wystarczy „zgubić się” w gąszczu uliczek, by znaleźć rozlatującą się, choć równie piękną medresę, w której na parterze mieści się mały zakład fryzjerski. Gdzieniegdzie bajkową scenerię zakłóca wątpliwej jakości sowiecki klocek lub wszędobylski Matiz.

Labi-hauz, centralne miejsce Buchary - w nocy wokół sarego, sztucznego jeziorka gromadzi się mnóstwo ludzi
Labi-hauz, centralne miejsce Buchary – w nocy wokół sarego, sztucznego jeziorka gromadzi się mnóstwo ludzi

zamek-dla-dzieci

Buchara, piłka w cieniu medresy

Tak, świat – nazwijmy go „lokalny”, i świat turystów niesamowicie się tutaj przeplatają, choć czasami bardziej pasowałoby określenie „światy równoległe” – dwie odmienne rzeczywistości funkcjonujące w tej samej zabytkowej scenerii. Gdy jesteś turystą, przybyszem z zewnątrz, czy tego chcesz, czy nie, wpadasz w „turystyczny kanał”, z którego ciężko się wydostać. Z jednej strony – nic dziwnego, tak jest na całym świecie, w tak wielu miejscach grupy turystów pędzone są jak stadko owieczek od jednego zabytku do drugiego, a potem do autokaru czy hotelu. Nieszczególnie dziwi, że w turystycznych miejscach – czy to jest Paryż, czy deptak w Sopocie, ceny są wywindowane i drenują portfele. W końcu – biznes jak każdy inny.

Ale Buchara najbardziej wkurzała nas z innego powodu. To, że nie można było stracić czujności nawet na moment, że nie można było zaufać uprzejmemu człowiekowi, bo ten chwilę później bez mrugnięcia okiem oszuka cię albo co najmniej potraktuje nie fair. Że w momentami po prostu nie dało się uciec z tej swoistej pułapki na turystów.

Nie chcę pisać tutaj o sprzedawcach dywanów i innych pamiątek – do targowania się trzeba mieć naprawdę talent i tupet, którego mi brakuje. Nie chcę pisać także o ordynarnych cwaniakach źle wydających pieniądze czy żerujących na chwilowej nieuwadze.Chodzi o takie nieco bardziej subtelne sprawy, które wkurzają szczególnie mocno, gdy wcześniej miało się okazję poznać naprawdę przyjazną, uczciwą, gościnną stronę Uzbekistanu.

Dla przykładu – dd kilku dni kusiła nas sympatyczna restauracja w centralnym miejscu starego miasta – mnóstwo uzbeckich rodzin ucztujących przy suto zastawionych stołach. Chcemy usiąść przy jednym z wolnych stolików, ale okazuje się to niemożliwe – momentalnie przechwytuje nas kelner, i prowadzi do części ukrytej za parawanem (!), a tam nie ma już „lokalnych”, są tylko turyści. Ceny? Hmmm – na bank wyczuwamy tu tzw. „tourist price”, ale chcemy wierzyć, że być może płacimy za wyższą jakość. Niestety, szaszłyk okazuje się twardy jak podeszwa, nie do porównania z tym, który jedliśmy kilkakrotnie na bazarze za ułamek tej ceny. Na koniec dostajemy rachunek podwyższony o 12% (serwis) – nasz błąd, nie doczytaliśmy informacji drobnym druczkiem na ostatniej stronie menu. Zdarza się.

Okazuje się, że ofiarą drobnego cwaniactwa można paść nawet u drzwi największych zabytków. Krążą legendy o sprzątaczkach, czy zupełnie przypadkowych osobach, które kręcą przy wejściu i samozwańczo pobierają opłaty. W Chiwie spotkaliśmy podobne zjawisko – uparcie namawiano nas na zakup drogiego biletu uprawniającego do wejścia do wszystkich budynków, chociaż wiele z nich było nieczynnych, lub wręcz wejście było darmowe – innymi słowy, kiepska promocja. W innych miejscach kasjerzy za drobną „opłatą” wpuszczali nas do środka, po czym okazywało się, że nie ma tam absolutnie nic ciekawego. W Bucharze zdarzyło mi się zapłacić za wejście do medresy, w której, poza trzema smutnymi eksponatami schowanymi za szybą, znajdowały się… stoiska z pamiątkami. Nasza wizyta w cytadeli skończyła się interwencją policjanta, zaś baba stojąca przy wejściu stosowała bardzo zróżnicowane cenniki w zależności od narodowości i umiejętności negocjacyjnych poszczególnych turystów (Hiszpanie i Japończycy zapłacili ponad dwa razy więcej niż my). W efekcie, turyści, zamiast dzielić się pozytywnymi wrażeniami, porównują między sobą kwoty, jakie musieli zapłacić za poszczególne usługi. I niejednokrotnie czują się, ogólnie rzecz ujmując, oszukani.

Ale czarę goryczy przelała właścicielka małego guesthouse’u, w którym zatrzymaliśmy się, i z którego byliśmy naprawdę bardzo zadowoleni – aż do ostatniego dnia, gdy przyszło do regulowania rachunku. Na samym początku ustaliliśmy z nią, że płacimy niższą stawkę za trzyosobowy pokój pod warunkiem, że zgadzamy się na ewentualne dokwaterowanie trzeciego gościa. Jednak w czasie naszego pobytu nikt się nie zjawił – pokój był de facto tylko dla nas. Kobieta uznała zatem, że powinniśmy zapłacić więcej, i nie chciała wydać reszty. Bardzo nas to zdenerwowało, Z jednej strony – to raptem pięć dolarów, ale jak bardzo takie historie psują opinię o kraju i o ludziach.

W pewnym momencie odechciało nam się Samarkandy – mieliśmy poczucie, że czeka tam na nas powtórka z rozrywki, choc oczywiście żal odpuszczać piękne miejsce. Postanowiliśmy jednak kierować się prosto w stronę tadżyckiej granicy.

Aby uciec od tego wszystkiego, wystarczyło wyjechać dwa kilometry poza zabytkowe centrum Buchary. Dopiero tam, na wielkim bazarze znaleźliśmy lokalną tanią garkuchnię, w której z własnej woli człowiek chętnie zostawił napiwek. To tam można było kupić szaszłyki jednocześnie tanie, miękkie i smaczne, a potem przez godzinę siedzieć w gronie bazarowych sprzedawczyń, prezentować im, jak wyglądają i do czego służą kolarskie spodenki, dyskutować o tym, jakie mamy w Polsce owoce, i konsumować otrzymanego od nich melona. Wszystko nagle stało się normalne, a ludzie znów zamienili się w szczerych, przyjaznych i uczciwych, tak po prostu. Znów Uzbekistan zrobił się ekstra.

Buchara, bazarek. "Koktail dla tego pana!"
„Koktail dla tego pana!”

9 odpowiedzi do “Buchara, czyli jak uciec z pułapki na turystów”

  1. dopiero wczoraj trafiłam na Waszego bloga i nie mogłam się od niego oderwać dopóki nie przeczytałam go od początku do końca, rewelacja! super przygoda! podziwiam Was za podjęcie decyzji o wyjeździe. Życzę Wam wielu kolejnych życzliwych i ciepłych ludzi, przepięknych widoków i dużo zjazdów z górki:) i oczywiście czekam na kolejne wpisy, są równie ciekawe jak książka ‚Shantaram’, którą właśnie czytam:)

  2. Byłam w Uzbekistanie dwa razy, za drugim zwiedziłam sporą jego część od spodu, z uzbeckimi znajomymi. Mam inne doswiadczenia: starają się podwyższyć kwotę potencjalnego zakupu, ale nigdy mnie nie oszukano, gdy dałam im za dużo ( więcej niż się umówiliśmy), bo czasem źle odliczyłam sumy.Zawsze oddawali mi różnice.

    1. Hej!
      My zwiedzaliśmy Bucharę zarówno sami, jak i w towarzystwie poznanych Uzbeków, i różnica była zauważalna, jak to zresztą wszędzie na świecie 🙂 Ale tak jak napisałam – wystarczy wyjść z zabytkowego centrum i nagle wszystko działa inaczej 🙂

  3. Witam, jesteem tu juz od jakiegos czasu z rodzina I tesknie juz do polskich korzeni, moze ktos tu jest tez w bucharze z polski?? 998934558209

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *