Znikające Jezioro Aralskie

– Jak dojechać do Moynak? – pytamy starszą panią, pokazując naszą mapę. Kobieta ze zdziwieniem przygląda się.

– Nie wiem, co wy macie za mapę, tutaj na tym zielonym powinno być Aralskie Morze
– Jakie Morze? Tam już nie ma Morza, woda dawno wyschła, tam jest teraz step i zardzewiałe statki – próbowaliśmy tłumaczyć. Pani jednak nie przyjmowała tego do wiadomości.
– W Moynak woda JEST! – odpowiedziała uparcie, akcentując ostatnie słowo. Na tym zakończyliśmy rozmowę. Czytaj dalej Znikające Jezioro Aralskie

Jak się żyje w Japonii, czyli kasa to nie wszystko

Kanapa cz. III: Japonia
Ja to mam, panie, szczęśliwe życie. Wstaję o świcie, pakuję ryżyk z plastikowego pojemniczka do mikrofali i nastawiam wodę. Po zagotowaniu zalewam wodorostowo-łososiowym sosem. W międzyczasie szybki prysznic, toaleta, akurat moje instant danie zdąży dojść, konsumuję pałeczkami, w mgnieniu oka. Raz, dwa wciskam się w markowe ciuchy, poprawiam fryz, iPhone w dłoń i do roboty! Muszę być punktualnie na ósmą. Po południu może jakiś szybki wypad na obiad do knajpy z europejskim jedzeniem i z powrotem za biurko. Wychodzę koło północy, wsiadam w metro, kilka chwil i jestem w swoim apartamencie, bach na łóżko, spać! I tak kółko się zamyka, często także w weekendy. Urlop? Jaki urlop! Przeciętny pracownik niższego szczebla nie ma co liczyć na taki przywilej. Im wyżej na drabince stanowisk, tym więcej dni urlopu. Zmiana pracy? Nie, nie – ze swoją firmą Japończyk wiąże się na zawsze.

Czytaj dalej Jak się żyje w Japonii, czyli kasa to nie wszystko

Historii z kanapy cz. II: Australia

Marc KanapaKulturowego stereotypu młodego podróżującego Australijczyka, jak mam być szczery, trochę się obawialiśmy. Zapraszając Marka na Couchsurfing, myśleliśmy – pewnie przyjechał na drugi koniec świata tylko pić, imprezować i nawet nie będzie mu się chciało z nami pogadać. Oczywiście okazało się, że nasze obawy były mocno na wyrost i Mark okazał się być całkiem fajnym gościem, choć rzeczywiście jak na Australijczyka przystało, był bardzo wyluzowany. Łatwo jednak nie sfrustrować się zbytnio życiem, rzucić studia w wieku dwudziestu czterech lat, podróżować sobie po świecie i marzyć o zostaniu znanym fotografem, gdy matka ojczyzna daje nam takie możliwości zarobku, jak Australia.

Czytaj dalej Historii z kanapy cz. II: Australia

Tysiąc szklanek herbaty – recenzja książki

DSC02618sPamiętacie takie książki, dzięki którym można było przeżywać przygody na drugim końcu świata, nie ruszając się z fotela? Pewnie uzbierało by się tego trochę. Seria Alfreda Szklarskiego o dzielnym Tomku w krainie kangurów, na czarnym lądzie, na tropach Yeti, potem Juliusz Verne – ach, to były historie, wciągały bez reszty. Czytając te książki w dzieciństwie, myślałem sobie – kurcze to musi być strasznie fajne tak włóczyć się po świecie. Teraz jesteśmy o krok od spełnienia tych dziecięcych marzeń, zdecydowaliśmy się, aby postawić wszystko na jedną kartę, a pomogła nam w tym też jedna szczególna książka.

Czytaj dalej Tysiąc szklanek herbaty – recenzja książki

Rzucić wszystko: jak to właściwie się robi?

DSC02468s
To jest wyjątkowo osobisty wpis. Dotyka on spraw, które wyjaśniają, jakie były początki mojego dojrzewania do decyzji pt. „rzucam wszystko”. Mam pełną świadomość, że sformułowanie „rzucić wszystko” jest w moim przypadku bałamutne, ale ładnie ono brzmi, jest zuchwałe, po prostu podoba mi się. Nie chodzi o desperacką próbę ucieczki. W rzeczywistości tę decyzję przychodzi mi podejmować z dość wygodnej, bezpiecznej pozycji. Czytaj dalej Rzucić wszystko: jak to właściwie się robi?

Ludzie, z którymi jest nam po drodze

Erik„Podróże to świetna okazja do nawiązywania nowych przyjaźni.” Ta mądrość wydawała mi się zawsze mocno naciągana. Zawierane przez nas drogowe znajomości najczęściej kończyły się na nudnych rozmowach o banałach, a złych doświadczeń dopełniały pełne rozbawionych przedstawicieli zachodnich nacji „backpackerskie” hostele. „Fajnie przyjacielu, cieszę się, że cię poznałem, ale mógłbyś nie wchodzić do pokoju w środku nocy w stanie krańcowej alkoholowej agonii i nie jęczeć potem do rana, że główka i brzuszek bolą” – tak myślałem o nowo poznanym brytyjskim punku, podczas nieprzespanej nocy w jednym z hostelowych przybytków w Paryżu. Jak uniknąć takich doświadczeń? Znaleźć dziką drogę!

Czytaj dalej Ludzie, z którymi jest nam po drodze

Nie taki couchsurfing straszny

couchsurfingCouchsurfing – niby wszyscy, którzy spróbowali, potwierdzają, że to fajna sprawa, ale ja i Janek zawsze podchodziliśmy do niego z nieufnością i dystansem. Jednak planując kilkumiesięczną podróż, w czasie której chcemy lepiej poznać odwiedzane kraje i mieszkających w nich ludzi, oraz – bądźmy szczerzy –  nie mając na tę podróż worków pieniędzy, przyszedł czas na bliższe zapoznanie się z tym portalem. Pod koniec tego roku, mamy nadzieję mieć ogromny dług wdzięczności wobec osób, które przyjmą nas w swoje progi. Tak ogromny, że postanowiliśmy zacząć spłacać go z góry i zaprosić parę osób na naszą kanapę na warszawskiej Pradze. Po dwóch tygodniach, mamy za sobą miks chińsko-rosyjsko-portugalskich gości.  Czy było się czego obawiać? O tym poniżej.

Czytaj dalej Nie taki couchsurfing straszny

To co? Nagniatamy!

To hasło było z nami w podróżach od zawsze. Jeszcze jeden kraj, jeszcze kawałek, zdążymy, damy radę… A jak już taki kawał ujechaliśmy, to przecież musimy zobaczyć jeszcze to, i jeszcze tamto… Aż w końcu: „Aaaa, zaraz koniec urlopu, zarządzamy odwrót!”, więc gnaliśmy dzień i noc autem, albo pędziliśmy na samolot, by punktualnie zameldować się przy biurku. Najbardziej bolało ostatnio, w Indonezji. Poznaliśmy tam ludzi, dla których miesiąc podróżowania to tylko jeden mały epizod wielkiej przygody.

Zafascynowani słuchaliśmy ich historii, a w naszych głowach coraz odważniej zaczęły rozpychać się myśli, które od dawna leżały gdzieś na dnie, przygniecione atrakcyjną perspektywą ustatkowanego i wygodnego życia…

Czytaj dalej To co? Nagniatamy!