Chiny grają, tańczą i śpiewają

tanczyKiedy kilka lat temu jedna z japońskich fabryk w Kutnie wprowadziła, co poniedziałek, obowiązkową godzinę gimnastyki wywołało to w kraju małą sensację. Tematem zainteresowały się media, oficjalnie nikt nie narzekał. Nieoficjalnie pracownicy śmiali się z dalekowschodnich pomysłów, poranne ćwiczenia mieli gdzieś, a zamiast niepotrzebnie się męczyć woleli sobie pogadać. W Chinach coś takiego by nie przeszło, poranna gimnastyka to rytuał.

Wyginające śmiało ciała panie – niestety głównie w zaawansowanym wieku emerytalnym – widywaliśmy już od początku naszego pobytu w Chinach, ale na prawdziwe gimnastyczne szaleństwo trafiliśmy dopiero w Lanzhou, w prowincji Gansu. Dotarliśmy tam nad ranem, oszukując nieco nocnym autobusem. Przecieramy zaspane oczy, zakładamy sakwy na nasze jednoślady i w miasto. Miasto, które tańczy dla nas. Punktualnie o siódmej rano, przed co drugą knajpką, czy sklepem ktoś wciska guzik play i z głośników zaczynają płynąć chińskie hity, a cały personel zaczyna tańczyć. Chiny to dla Europejczyków naprawdę bardzo, bardzo osobliwy kraj.

Po dwóch miesiącach nie robi to już na nas większego wrażenia, bo śpiewających, tańczących lub ćwiczących Tai Chi Chińczyków spotykamy prawie na każdym kroku. Robią to wcale nie dlatego, że ktoś im każe. Oni to po prostu uwielbiają, czasem ćwiczą dla zdrowia, czasem po prostu dla zabawy.

Z resztą nie ma co dłużej gadać, to trzeba zobaczyć. Zapraszam na małe „The Best Of” wyprodukowane z przepastnych śpiewająco-tanecznych archiwów Mażny.

Jedna odpowiedź do “Chiny grają, tańczą i śpiewają”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *