Co łączy Łódź i Chengdu?

ulica_chengdu
Pytanie absurdalne, ale tylko z pozoru.

Łódź – nasze rodzinne miasto, powoli podnoszące się z gospodarczego upadku, trapione problemami społecznymi i demograficznymi, mimo braku wsparcia „z Warszawy” ambitnie szukające nowego pomysłu na siebie i śniące sny o potędze. Chengdu – pompowane milionami juanów jedno z największych chińskich miast, któremu ciągle mało, dlatego rośnie w górę i wszerz; mimo niedoboru słońca i wiecznej chmury smogu – całkiem przyjemne miejsce do życia. Od kilku miesięcy te dwa zupełnie różne miasta łączy pociąg.

Polska firma logistyczna uruchomiła bezpośrednie połączenie kolejowe cargo na trasie Łódź – Chengdu, dzięki któremu chińskie towary mogą do nas trafić szybciej, niż drogą morską, i taniej, niż drogą lotniczą. To pierwsze tego typu połączenie pomiędzy Europą a Chinami. Sukces, choć nie dla dyżurnych narzekaczy („cieszyć się z zalewu chińskiej tandety?”). Ale kilkanaście dni temu sytuacja się rozwinęła – w drogę z Łodzi do Chin po raz pierwszy wyruszył pociąg z ładunkiem polskich produktów. Ciężko jest zmienić bilans handlowy z największą fabryką świata, jednak nie jest to wcale takie nierealne.

Zanim jednak zalejemy Chiny naszą rodzimą produkcją, najpierw zapraszamy na wycieczkę do Chengdu, a na jego przykładzie przyjrzyjmy się bliżej miastom w Państwie Środka (mając oczywiście świadomość, że Chengdu jest pod wieloma względami „naj”).

Wjeżdżamy do Chengdu, stolicy czternastomilionowej metropolii chińskiej prowincji Syczuan. Północne przedmieścia – zdążyliśmy się już przyzwyczaić – paskudne i zasnute spalinami, choć tym razem mniej jest śmierdzących kominów, a więcej blaszanych hal skrywających montownie elektroniki, silników, AGD i… ogromną fabrykę paczkowanego jedzenia, które można potem kupić w każdym zakątku Chin. Jedziemy ogromną arterią, nie jesteśmy w stanie zliczyć pasów, co całkiem nas cieszy, bo ciężarówki mają miejsce, by bezpiecznie nas wyprzedzić. Co zaskakujące – nie ma korków! Widać, że planiści myślą „przyszłościowo”, świadomi tego, że Chińczycy masowo przesiadają się z rowerów na samochody. Ale wystarczy minąć dwa z trzech ringów, by zobaczyć, że jednoślady są tu wciąż traktowane poważnie i w centrach miast nieprędko ustąpią miejsca blachosmrodom. Wzdłuż każdej większej ulicy, w obu kierunkach, wyznaczone są pasy dla rowerów (i coraz liczniejszych skuterów). W pewnym momencie pochłania nas gigantyczny potok jednośladów. W chińskim mieście nie trzeba co miesiąc organizować Masy Krytycznej. Ona odbywa się codziennie.

miejska_dzungla
Prawdziwa miejska dżungla

rowery_w_centrum

Chińskie centra miast są sukcesywnie „czyszczone” ze starej, gęstej i niskiej zabudowy. W jej miejscu błyskawicznie pojawia się nowa tkanka: szerokie ulice krzyżujące się pod kątem prostym, wielkie kwartały, na których wzrastają hotele, biurowce, apartamentowce i galerie handlowe. Im większe miasto, tym bardziej luksusowe marki. W Chengdu jest gdzie wydawać pieniądze. Na kilku ulicach w sercu miasta wyznaczono strefę pieszą, przez którą przelewają się tłumy ludzi robiących zakupy w niezliczonych sklepach z ciuchami i telefonami. Zakazu wjazdu dla pojazdów wszelakich, w tym rowerów, pilnuje ochrona.

strefa_piesza

YMCA, jeden z niewielu tego typu budynków w nowym centrum
YMCA, jeden z niewielu tego typu budynków w nowym centrum

Obowiązkowo, w centralnym miejscu miasta widzimy ogromny, nowy plac i pomnik Mao. Kwiaty, przystrzyżona trawa, widowiskowe latarnie, mnóstwo dziwacznych form i kształtów. W nocy można podziwiać tańcząco-grającą fontannę i kolorową iluminację. Jest sterylnie czysto i estetycznie, choć momentami trąci tandetą.

swiatla_w_nocy

pomnik_mao

Ścisłe centrum otacza nieco starsza zabudowa. Robi się mniej sterylnie. Tutaj się mieszka, tutaj jest lokalny sklep, warsztat i knajpka. Siatka ulic jest gęściejsza. Uliczki mają swoje „specjalizacje”: gastronomiczna, odzieżowa, telefoniczna, motoryzacyjna, budowlana… Chodniki skryte są w cieniu drzew, które, dosłownie i w przenośni, poprawiają atmosferę. Z takiej ulicy można skręcić w jeszcze mniejszą uliczkę, przez którą samochód przeciska się z trudem, lawirując między przenośną garkuchnią a zaparkowanymi wszędzie skuterami. Można też zgubić się w labiryncie podwórek, zaskakująco cichych i spokojnych. Ściany budynków mieszkalnych upstrzone są kratami, klimatyzatorami i rozwieszonym praniem. Przy wejściu na podwórko stoi stróż, który późną nocą zamyka bramę i od „spóźnialskich” pobiera bezwzględnie jednego juana za jej otwarcie.

Nieco starsza dzielnica mieszkalna na tle nieco nowszej zabudowy
Nieco starsza dzielnica mieszkalna na tle nieco nowszej zabudowy

uliczna_garkuchnia

W chińskich miastach jest dużo przestrzeni publicznej. Półokrągłe place zlokalizowane w poszczególnych dzielnicach są miejscem grupowej gimnastyki, tańca, praktyki tai chi i gry w karty. To wszystko, a nawet jeszcze więcej, można zobaczyć w Parku Ludowym w Chengdu. Chińczycy w każdym wieku tańczą w rytm głośnej muzyki, wygłupiają się. Starszy pan wygina śmiało ciało niczym młodzieniec na dyskotece. Kobiety w średnim wieku przechadzają się z gracją do przodu i w tył niczym modelki na wybiegu. Wokół zgromadzona jest grupka widzów, którzy podziwiają wyczyny. Z muzyką emitowaną z „tanecznej sceny” mieszają się dźwięki pobliskiego karaoke – jakiś chłopak śpiewa właśnie chińską popową balladę, z uczuciem przeciąga ostatnie wersy, a podekscytowana publika bije brawo. W innej części parku można napić się herbaty. Gdzieś indziej mężczyźni „wyprowadzają na spacer” ptaki w klatkach (nam niestety nie udało się ich spotkać). Wszyscy zrelaksowani, wyluzowani, życzliwi. Można spędzić godziny na takich parkowych obserwacjach (nasz filmik dostępny jest tutaj), można też włączyć się do zabawy.

tanczy

park

Ulice Chengdu pełne są kolorów – głównie za sprawą pstrokato ubranych dziewczyn.  Chinki uwielbiają fikuśne ciuchy, krótkie spódniczki, wysokie obcasy, i obowiązkowo – smartfony w  kolorowych obudowach czy pooblepiane kryształkami. Młodzi mężczyźni też stawiają na modę i styl, choć to już nie jest moja estetyka…

dziewczyny

Jest piątek wieczór. W wielkiej hali z ubraniami tłoczą się dziewczyny. Szykując się na imprezy, robią zakupy, fryzury i makijaże.
Jest piątek wieczór. W wielkiej hali z ubraniami tłoczą się dziewczyny. Szykując się na imprezy, robią zakupy, fryzury i makijaże.
Pieski też chcą być trendy
Pieski też chcą być trendy

Jeszcze więcej kolorów pojawia się w miejscach „turystycznych” – na przykład na tutejszej „starówce”, która w rzeczywistości jest rekonstrukcją. Gdzieś w plątaninie uliczek znajduje się świątynia, ale w zalewie knajpek i sklepów z pamiątkami ciężko ją znaleźć. Pomiędzy turystami przeciskają się mnisi.

ulica_jinli

W Chengdu pandy są wszędzie
W Chengdu pandy są wszędzie
Lampiony i syrena
Lampiony i syrena

Chengdu samo w sobie jest interesujące i warto spędzić w nim kilka dni, by wczuć się w klimat chińskich metropolii. Ale miasto jest przede wszystkim bazą wypadową do kilkunastu najważniejszych atrakcji turystycznych tej części Chin, m.in. do Centrum Badań i Rozmnażania Pandy Wielkiej (w którym można zrobić sobie zdjęcie z misiem za jedyne 2000 juanów, czyli 1000 zł!), czy do ogromnego, wykutego w skale posągu siedzącego Buddy.

Wyjeżdżamy z miasta. Pogoda ponura, co w Chengdu nie jest niczym nadzwyczajnym. Jedziemy przez południowe przedmieścia, w których rozbudowuje się Chengdu Hi-Tech Zone. W górę rosną kolejne biurowce, centra naukowe, sale konferencyjne, nierzadko o bardzo dziwnych formach. A wszędzie wokół – ogromne apartamentowce, w większości (jeszcze?) niezamieszkałe, które przy takiej pogodzie robią upiorne wrażenie. Na samych rogatkach miasta znajdują się luksusowe osiedla domów jakby żywcem przeniesionych z Europy. Z ich okien rozpościera się widok na pola, co oznacza, że właśnie opuszczamy Chengdu.

biurowce_na_przedmiesciach

Zamek Gargamela zlokalizowany!
Zamek Gargamela zlokalizowany!
A może dom niczym w słonecznej Hiszpanii?
A może dom niczym w słonecznej Hiszpanii?

Po skończonej wycieczce wróćmy więc do spraw gospodarczych i do tematu naszego pociągu. Otóż, jestem przekonana, że rozwój eksportu z Polski do Chin to żadne science-fiction. Zaś ja, jako osoba będąca od ośmiu miesięcy w podróży, życzyłabym sobie, by pociąg przyjechał wypełniony pyszną, polską żywnością, i to nie tylko kurzymi łapkami. Chińczycy znani są z fascynacji Zachodem, rosnąca klasa średnia uwielbia snobować się chodzeniem do włoskich knajp czy kupowaniem europejskiego jedzenia, na przykład bagietek z „francuskich” piekarni (którym z reguły daleko do ideału). Bywa, że ekspaci są zaczepiani w sklepach przez Chińczyków, którzy dopytują, jaki rodzaj sera jest odpowiedni do pizzy. Jestem przekonana, że uda się wypromować podobny snobizm na porządną polską kiełbasę.

New Century Global Center - pod tą megalomańską nazwą kryje się centrum handlowe będące największym budynkiem na świecie. W środku - poza sztuczną plażą i hotelem - mnóstwo luksusowych sklepów i delikatesy pełne produktów z importu.
New Century Global Center – pod tą megalomańską nazwą kryje się centrum handlowe będące największym budynkiem na świecie. W środku – poza sztuczną plażą i hotelem – mnóstwo luksusowych sklepów i delikatesy pełne produktów z importu.
Wewnątrz centrum handlowego znajdują się "europejskie uliczki". Można zrobić sobie zdjęcie na tle krzywej wieży w Pizie, kanałów weneckich czy Wieży Eiffla.
Wewnątrz centrum handlowego znajdują się „europejskie uliczki”. Można zrobić sobie zdjęcie na tle krzywej wieży w Pizie, kanałów weneckich czy Wieży Eiffla.

A tak sami Chińczycy opisują znaczenie uruchomionego połączenia kolejowego dla rozwoju Chengdu:

9 odpowiedzi do “Co łączy Łódź i Chengdu?”

    1. Pisali w łódzkiej GW, na tym bazuję swoją wiedzę: http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,14859447,Lodzkie_eksportuje__Nasze_towary_pojada_do_Chin.html
      Próbowałam skontaktować się z tą firmą i zapytać o parę spraw, ale nie dostałam odpowiedzi, smuteczek. Historię tego pociągu śledziłam od dosyć dawna, pierwsze informacje dotyczyły ledwie planów uruchomienia połączenia. Nie wiedziałam, że będę miała okazję znaleźć się dokładnie w mieście, do którego pociąg dojeżdża.

  1. średnia pociągu to 30 km/h jadąc 24h/7 dojeżdża w 14 dni. jakby jechać rowerkiem 23 km/h przez 8 godzin dziennie to jest 48 dni. wiadomo góry, żwir, błotne drogi, ale serio 7 miesięcy? 😛 oczywiście to pozytywna wersja z moją średnią na rowerze, ale 7 miesięcy na rowerze to mniej więcej średnia 6km/h! :O czemu tak wyszło? (nie mam doświadczenia w długich dystansach przez długi okres czasu) jeździcie wolno, czy szybko ale krótko ?

    1. Cóż, nie jedziemy bezpośrednio z Łodzi, a ze Stambułu, niemniej w kilometrach dystans podobny. Jeśli chodzi o wyliczenia to pewnie Janek coś może napisać, bo to on ma licznik. Ale średnia 23km/h i 8h dziennie to przy tego typu wyjeździe wartości teoretyczne i w rzeczywistości niemożliwe do zrealizowania, zwłaszcza na trasie, którą obraliśmy (takie tam pustynie, góry 4600 m npm 🙂 plus oczywiście po 20km bagażu na każdym rowerze). Są takie dni i okoliczności, w których faktycznie jedziemy ze średnią 6km/h, w dodatku z powodu pogody jechać można tylko przez 3-4 godziny w ciągu dnia. No i nie jedziemy dzień w dzień, czasem zatrzymujemy się na zwiedzanie, czasem po prostu chcemy/musimy odpocząć dzień czy dwa. Poza tym trzy tygodnie kiblowaliśmy w Biszkeku załatwiając chińską wizę, a ponad tydzień – czekając w Duszanbe na paczkę z częściami rowerowymi. Myślę, że te 7 miesięcy to dobry czas zakładając jakiś rozsądny i akceptowalny dla nas stosunek nagniatania do odpoczynku. Choć oczywiście są więksi hardkorowcy, spotkaliśmy takich i nawet próbowaliśmy czasem dotrzymać im tempa… 🙂

    2. i teraz rozumiem 😉 najważniejsza fakt pogoda. też w mimo szaleńczej chęci szybkiego dotarcia do celu, ciężko byłoby mi się oprzeć zwiedzania każdej mieściny po drodze.. zresztą, jak nikt nie pogadania w życiu to po co się spieszyć 😉 ale po takim zwiedzaniu przejechać jeszcze raz trasę z dobrym wynikiem średniej km/h byłoby super.

    3. Tomasz, weź nic już nie mów o dobrym średnim wyniku, bo to jest jeden z większych powodów naszych kłótni i fochów w trasie 🙂 No ale przecież zdjęcia same się nie zrobią (a trzaskam ich duuużo)..

    4. Gwoli sprawiedliwości Marzena Badziak zamienia się we Włoszczowską na płaskim i zjazdach. A w górę. No cóż… Kindle i od Anny Kareniny po programowanie funkcyjne w Javascript… Dzięki Mażnie będę bardzo oczytany po powrocie. A w ogóle to wypraszamy sobie te z 6km/h. Z jazdy netto mamy 10423km i 705h, czyli 14.75km/h, no i już ponad 80km przewyższeń 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *