Droga na Zonguldak – niezbędne uzupełnienie

Ile to się nie naczytaliśmy i nie nasłuchaliśmy o tym, jaka to trasa na Zonguldak jest ekstra na rower! Wymagająca, ale super. Owszem, pierwszy odcinek, dzięki mojej „pomysłowości”, był naprawdę w porządku. Jednak ostatnie 20 kilometrów przed miastem można opisać jako jeden z gorszych koszmarów rowerzysty.

Zapowiadało się dobrze – typowa, turecka szeroka droga umożliwiająca kulturalne wyprzedzanie, ładne widoki i umiarkowane podjazdy. I całe pobocze dla nas!

ladny-zonguldak

Jednak kilka kilometrów dalej wjechaliśmy na niekończący się plac budowy. Co to oznacza? Nagle z czterech pasów robi się półtora, brak pobocza, straszliwe dziury, piach, żwir. W dodatku w pewnym momencie pojawiła się wielka chmura znad morza, która znacząco ograniczyła widoczność.  Tymczasem samochody i ciężarówki jakby w ogóle nie zwracały uwagi na powyższe utrudnienia. Pełna prędkość, wyprzedzanie na wariata, plus zwyczajowe nieustanne użycie klaksonu. I my gdzieśtam z boku próbujący nie dać się zepchnąć do rowu i uniknąć co większych dziur. Turecki styl jazdy może i jest fajny, ale tylko wtedy, gdy pasów jezdni jest więcej niż chętnych.

brzydki-zonguldak-2

Czarę goryczy przelała seria trzech tuneli, przed którymi nie było dla nas ucieczki. Z duszą na ramieniu, z powłączanymi wszelkimi posiadanymi lampkami, wyczekiwaliśmy spokojnego momentu, i pędem do tunelu! Bo co z tego, że nasze sakwy rowerowe miały olbrzymie odblaski, jeśli nikt z szacownych tureckich kierowców nie używa świateł jadąc w tunelu?! Niestety, nawet tam nie uniknęliśmy pędzących ciężarówek i wariackiego wyprzedzania. Wyjechaliśmy na zewnątrz klnąc we wszystkich znanych językach. Nastroju wcale nie poprawił nam ogryzek drogi rowerowej, który niespodziewanie pojawił się (i po chwili zniknął!) w samym Zonguldaku.


 sciezka-zonguldak

Zonguldak żegnaliśmy długo i z bólem – górzyste przedmieścia nie chciały się skończyć, a tymczasem zachód słońca już za moment. Znów musieliśmy pchać rowery. Ostatnim aktem tego dramatu było bliskie spotkanie z pewną ciężarówką, ale o tym w kolejnym wpisie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *