Ekologiczne dylematy

plaza-turcjaŁatwo jest mówić o ekologii, gdy mieszka się w wygodnej, bogatej Europie, która po wiekach bezrefleksyjnego korzystania z dobrodziejstw przyrody teraz wspaniałomyślnie zmienia podejście do środowiska naturalnego.  Ale opuśćmy na chwilę ten rozwinięty, uporządkowany, eco-friendly świat.

Przenieśmy się w miejsca, w których nawet podstawowa ekologiczna wrażliwość wystawiana jest co chwilę na ciężkie próby. Im dalej jedziemy na wschód, tym w mojej głowie rodzi się więcej pytań bez odpowiedzi, pojawiają się kolejne dylematy niebędące prostym wyborem między dobrem, a złem – czasem pozostaje bowiem jedynie próba poszukiwania mniejszego zła. W wielu momentach niezwykle trudno jest pokonać tę pokusę popadania w moralizatorstwo. Zresztą, po dłuższym zastanowieniu okazuje się, że to poczucie moralnej wyższości jest zupełnie fałszywe.

Ale zanim będzie o moralizatorstwie, najpierw ośmielę się wyartykułować kilka takich pytań i dylematów na przykładzie butelki:

Z punktu widzenia całościowego wpływu na środowisko naturalne, czy lepiej jest, gdy plastikowa butelka:
1. przez następnych kilkaset lat będzie rozkładać się w trawie, ogrzewana promieniami słońca,
2.  zostanie zakopana w rowie, poza zasięgiem naszych oczu,
3.  trafi do rzeki, a następnie rzeką spłynie do oceanu,
4. wyląduje w metalowej puszce ustawionej na środku miasteczka, a następnie zostanie spalona wraz z innymi śmieciami,
5. będzie pływać w fekaliach na dnie wychodka,
6. trafi do domowego pieca, a ogień z jej spalania pozwoli na ugotowanie obiadu i ogrzanie izby?

Śmieci to temat-rzeka. Tak, rzeka.

uzbekistan-kanal
Uzbekistan, kanał w okolicy Chiwy

Śmieci, nie tylko plastikowych butelek, jest pełno. W rowie, za domem, w krzakach, na stepie. Nigdzie nie ma śmietników, bo i po co? Butelki, papierki, opakowania, zużyte pampersy – bez zbędnych ceregieli rzuca się, gdzie popadnie, a gdy akurat jedzie się samochodem, wystarczy otworzyć okno, i siup!

Jedyny rodzaj recyclingu, jakim poddawane są butelki, to ponowne wykorzystanie ich jako pojemniki na benzynę, „świeże mleko”, czy kompot, które następnie sprzedaje się na poboczach dróg.

Każde szanujące się miasteczko ma coś w rodzaju rowu czy kanału, a w nim zalegają, bądź płyną tony śmieci. W większych miastach istnieje z reguły jakiś zorganizowany sposób „radzenia sobie” z odpadami: mogą to być śmieciarki wywożące śmieci na wysypisko, lub prościej – metalowe kontenery, które po zapełnieniu po prostu się podpala.

Kazachstan, "spalarnia śmieci" w niewielkim miasteczku.
Kazachstan, „spalarnia śmieci” w niewielkim miasteczku.

Gryzący smród palonego plastiku, obok słodkawego odoru rozkładającej się padliny i smrodu spalin samochodowych, to jedno z silniejszych doznań zmysłowych, jakiego można się spodziewać odwiedzając miasteczka Centralnej Azji. Nie licząc zniesmaczonych turystów zatykających nosy i próbujących wytrzymać jak najdłużej na bezdechu, nikomu to specjalnie nie przeszkadza.

Wysypiska? Cóż, zawsze będą paskudne i śmierdzące. I właśnie dlatego – a może powinnam napisać „mimo tego”, lokowane są w takich miejscach, jak urokliwy kanion, nadmorski klif czy skarpa nad turkusową rzeką. A dzikie wysypiska? Tutaj mamy już totalną wolną amerykankę – na ogół wystarczy, by znajdowały się poza murem otaczającym gospodarstwa czy apartamentowce. Tymczasem smród nie uznaje granic wyznaczonych przez płoty i zasieki…

Jak piękne jest tureckie wybrzeże Morza Czarnego! Tylko co tu tak śmierdzi...?
Skaliste wybrzeże to idealne, ustronne miejsce na oficjalne wysypisko. Śmieciarka podjeżdża i zrzuca ładunek z dwustumetrowego klifu wprost do turkusowej wody.
Baku.

Także kwestia wodno-toaletowa, o której szerzej pisałam już wcześniej, stanowi źródło wielu szokujących obserwacji. Widzieliśmy kible ulokowane nad kanałami czy na skraju jezior i rzek. „Sprytni” gospodarze dbali o to, by ujęcie wody dla ich domostwa znajdowało się powyżej toalet, ale co z tego, skoro jadąc w górę rzeki mija się dziesiątki kibli takich spryciarzy?

Wzdłuż małego pamirskiego miasteczka, w przekopanym kanale płynie niespiesznie niewielki strumyk. Na różnych wysokościach strumienia ktoś płucze warzywa na obiad, ktoś inny myje naczynia, pierze ubrania, czerpie wodę na potrzeby budowlane lub myje ręce. Ze strumienia piją także zwierzęta gospodarskie: psy, krowy, owce.
Pytanie brzmi:
W jakiej kolejności ustawić poszczególne osoby (i zwierzęta), a także jak optymalnie zaplanować harmonogram wykonywania powyższych czynności, aby zminimalizować ewentualne ryzyko zakażenia?

Gdy nie ma w zasięgu wzroku ani jednego kosza na śmieci, można wpaść w popłoch. Posiadanie jakiejkolwiek ekologicznej świadomości zamiast pomagać, powoduje w takiej sytuacji niebywały dyskomfort. I tutaj ujawnia się nasza wielka hipokryzja.

Z dezaprobatą patrzysz na gospodynię uprawiającą warzywa na grządce polewanej ściekiem zanieczyszczonym śmieciami i fekaliami. Współczujesz dzieciakom jedzącym potem te warzywa, dorastających w oparach toksycznego dymu z palonych butelek i opon. W sklepie bezskutecznie odmawiasz zapakowania twoich niewielkich zakupów do foliówki. Robisz oburzoną minę na widok faceta wywalającego przez okno opakowanie po fajkach. „W Europie to byłoby nie do pomyślenia”. „Jak oni mogą podtruwać własne dzieci?!” „Że też nie przeszkadza im ten smród i syf!” „Brudasy!” Tak, dokładnie tak wtedy myślisz.

Ty nie jesteś taki/taka. Miejscowy człowiek, zapytany o to, gdzie wyrzucić trzymany w ręku śmieć, najpierw popatrzy na ciebie wzrokiem pełnym niezrozumienia, a następnie wskaże na jakiś kąt lub dziurę w ziemi… Nigdy tego nie robiłeś/aś? Ręce drżą. Trapiony wyrzutami sumienia umysł zaczyna naprędce produkować dziesiątki wymówek.

Chcesz uniknąć tej przykrej, niewygodnej sytuacji? Możesz zbierać pieczołowicie wszystkie produkowane przez siebie odpadki, pakować do foliówki, i wieźć ze sobą przez kilkadziesiąt kilometrów do najbliższego miasteczka, w którym zatrzymujesz się na nocleg. Ze śmieciowym pakunkiem w ręku, z wymalowanym na twarzy znakiem zapytania stajesz przed właścicielką pensjonatu. Kobieta zabiera worek, a ty momentalnie uwalniasz się od problemu oraz ciężaru wyrzutów sumienia. Po chwili widzisz, jak kobieta bez zastanowienia wyrzuca worek gdzieś do rowu. „Uuu, jak paskudnie! Jaki syf!”

A przecież Polska do najczystszych krajów nie należy. Lasy zawalone są resztkami materiałów budowlanych. Ogromna część śmieci zamiast iść do przetworzenia, ląduje na wysypiskach. Owszem, najnowsza ustawa śmieciowa, którą przez kilka tygodni żyła cała Polska, próbuje wreszcie coś z tym zrobić. Nie mamy prawa do moralnej wyższości. Cały czas mamy przed sobą mnóstwo pracy we własnym ogródku.

A jeszcze nie tak dawno temu, w samym centrum Europy, ogromna większość warszawskich ścieków leciała wprost do Wisły. To był dopiero wstyd! Czy komukolwiek przyszłoby do głowy, by przeciętnego Warszawiaka wpędzać z tego powodu w poczucie winy każdorazowo po skorzystaniu z toalety lub zrobieniu prania?

4 odpowiedzi do “Ekologiczne dylematy”

  1. Pozdrawiam z gdańska, jak będziecie gdańsku wstąpcie do kawiarni Południk18 (ul.Garncarska)gdzie spotykają się globtroterzy z calego świata i pokazują co widzieli. Krótko mówiąc zapraszam was (w imieniu własciciela i alpinisty) na tzw.prelekcję.
    Kiedy oglądałem waszego fotobloga bałem się że pojedziecie do Afganistanu, ale niepotrzebnie.
    Niestety jeśli chodzi o tzw.ekologię lub szerzej o podstawową kulturę to niestety w mojej ocenie Polska nie znajduje się dużo wyżej niż Kirgistan.
    Lasy okolicę turystycznych jezior zaśmiecone tragicznie -oczywiście odnosząc to do poziomu np. Finlandii którą odwiedziłem 3 lata temu i pływałem trimaranem po Paijanne Lake (130 km dł)Krótko mówiąc w Finladnii aby znaleźć puszkę po piwie trzeba się sporo nachodzić i chodząc boso po trawie nie ma obawy ,że wdepnie się w guano.
    A jak traficie do Assikola do restauracji Tomasa Vasara przy kanale pozdrówcie go ode mnie i jego córki Sarę i Tarę (wówczas 5 i 3 lata)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *