Góry Sowie rowerem w weekend

Malownicze szutrowe trawersy, strome kamieniste ścianki i wijące się asfalty. Góry Sowie rowerem to strzał w dziesiątkę. Potrafią dać w kość, ale są na tyle łagodne, że można po nich śmigać nawet z sakwami. Jeśli zastanawiacie się nad miejscem, w którym moglibyście zacząć przygodę z jazdą na rowerze górskim, to nie szukajcie dalej.


Na te okolice ostrzyliśmy sobie zęby od dawna. Weekendy w Centralnej Polsce mogą być świetne, ale nie ukrywajmy, płaskie jak stół okolice Łodzi muszą się w końcu znudzić. Apetyt zaostrzyły mi świetne trasy rowerowe w Czeskim Beskidzie, na które udało nam się wyrwać dwa weekendy wcześniej. Śniegu było jeszcze na pół łydki, ślisko, dużo pchania i tym większa radocha z wgramolenia się z rowerem na ponad 900 metrów. Niestety samemu, bez fotograficznego oka Mażny, więc dokumentacji fotograficznej brak. Jadąc w Góry Sowie trzeba było to nadrobić.

 

Wreszcie z Łodzi mamy dobry dojazd w góry!

Na początek uwaga techniczna. Pod naszą nieobecność w Polsce dostaliśmy świetny prezent. Z Łodzi do Wrocławia otwarto w końcu ekspresówkę S-8. Podróż z Łodzi do pierwszych konkretniejszych wzniesień Sudeckiego Przedgórza trwa teraz około 3 godzin. Marzenie wszystkich górołazów z Centralnej Polski chyba właśnie się spełniło. PKP z dobrym wiatrem tylko do Wrocławia toczy się 4h 18min. Wstyd! I wielka szkoda, bo jednak wpakowanie dwóch rowerów i sakw w auto segmentu B wymaga nieco czasu i ekwilibrystyki. Szybkim pociągiem byłoby o niebo wygodniej i przyjemniej. Ale nie ma co marudzić. Odrobina frustracji przy składaniu tego całego majdanu do kupy i już za chwilę, już za moment, nagniatamy na Przełęcz Walimską takim oto uroczym kawałkiem asfaltu:gory-sowie-rowerem-na-weekend-01Jadąc pod górkę moim objuczonym 12-letnim góralem chyba trochę drażnię chłopaków szosowców-karbonowców. Komentarz jednej pary ścigantów: „no, to już trzeba być pier*olniętym” odbieram jako komplement. Na końcu asfaltowej wspinaczki jesteśmy na ponad 700 metrach, skąd pakujemy się już w prawdziwie górskie ścieżki.gory-sowie-rowerem-na-weekend-02Jakby to powiedzieli Australijczycy: „push your pushbike” (taki żart z cyklu #zagranico). Na szczęście szybko odkrywamy, że najwyższy szczyt Sowich, czyli Wielką Sowę (1015 metrów) da się też zaatakować od drugiej strony szybkim, szerokim szuterkiem.góry sowie roweremSobota. Długi weekend majowy, więc na wierchu rowerzystów nie brakuje, ale tylko jeden wjechał na Sowę z sakwami wypełnionymi namiotem, matami i śpiworami.gory-sowie-rowerem-na-weekend-04Podczas pierwszych metrów w dół – masakra. Slalom pomiędzy dziesiątkami piechurów i dużych kamieni.gory-sowie-rowerem-na-weekend-05góry sowie roweremIm niżej w las tym szlak „rowerowy” robi się bardziej rowerowy, a zjazd szybki i emocjonujący.gory-sowie-rowerem-na-weekend-08Gdy pruję w dół z Wielkiej Sowy, drogę przebiega mi symbol Gór Sowich – Pan Muflon, czyli taka koza z fantazyjnymi rogami. Niestety skutecznie go wystraszyłem, więc Mażna nie miała już okazji ustrzelić go aparatem. Z pomocą przychodzi rosyjska Wikipedia, licencja Creative Commons i zdjęcie autorstwa SMichael21.Cyprus_wild_mouflon_AgrinoZjeżdżamy na chwilę w doliny. Mijamy kilka miejscowości tętniących życiem, dziesiątkami pensjonatów i setkami turystów, ale nie brakuje też bardziej przygnębiających klimatów w okolicach nieczynnych już sztolni i kopani.gory-sowie-rowerem-na-weekend-09Mażna tradycyjnie zamiast cisnąć dalej poluje też na bardziej pozytywne przykłady lokalnej architektury.gory-sowie-rowerem-na-weekend-10 gory-sowie-rowerem-na-weekend-11Na koniec dnia znów uciekamy w góry i trawersujemy wschodni skraj pasma Gór Sowich naszymi ulubionymi rowerowym szutrówkami.gory-sowie-rowerem-na-weekend-13 góry sowie roweremZ dala od Parku Krajobrazowego i bardziej uczęszczanych szlaków robimy użytek z balastu, który uparcie targałem na kolejne przełęcze.gory-sowie-rowerem-na-weekend-16 gory-sowie-rowerem-na-weekend-18gory-sowie-rowerem-na-weekend-15 gory-sowie-rowerem-na-weekend-17

Ostatnio chyba zaczynamy się powtarzać, ale

polska przyroda jest naprawdę super!

Przytulnie, zielono, ciepło. W świetle zachodzącego słońca leżę sobie na ziemi i patrzę w niebo. Czuć, że wiosna już w pełni. Pod koniec marca nad Wartą o tej porze dnia musieliśmy szybko chować się pod namiotem przed chłodem.W nocy dwie wizyty. Najpierw budzą nas przebiegające w pobliżu muflony (no dobra, to mogły być sarny), a kilka godzin później tradycyjne odwiedza nas stadko dzików (chrum, chrum). Pobudka ok. 4-5 rano, gdy włącza się ptasie radio. Zresztą sami posłuchajcie.

Następnego dnia razem z zaciętym lokalnym rowerzystą znów nagniatamy pod górę, Srebrną Górę. „Noo chopie, jak na łodzianina to masz tempo!” – i znowu te komplementy.

gory-sowie-rowerem-na-weekend-19

Na szczycie Srebrnej Góry odwiedzamy twierdzę. Fort z murami o grubości kilkunastu metrów był praktycznie nie do zdobycia. A już z pewnością koszty jego wielomiesięcznego oblężenia przewyższały wartość dobór zgromadzonych w kazamatach. Tylko jeden raz porwały się na nią wojska Napoleona. Dały sobie spokój po sześciu dniach. Ale o tym wszystkim opowie Wam już na miejscu przemiły przewodnik w stroju osiemnastowiecznego żołnierza. Oj, ma facet pasję i dar do tej roboty. Nie ukrywam, zawsze wolę nagniatać na przełęcze zamiast chodzić na wycieczki „do muzeum”. Ta jednak warta była każdej z siedemnastu wydanych na nią złotówek. Twierdza Srebrnogórska to obowiązkowy punkt podróży po Górach Sowich!Jest niedzielne popołudnie. To już ostatnie godziny „długiego” weekendu, a my oczywiście chcemy wycisnąć z niego jak najwięcej, więc ciśniemy dalej na wschód w góry. Trasy rowerowe trzymają poziom.gory-sowie-rowerem-na-weekend-26 gory-sowie-rowerem-na-weekend-21 gory-sowie-rowerem-na-weekend-20

Wymęczeni przedzieraniem się przez góry wierchami, w okolicach miejscowości Bardo na wschodnim krańcu pasma, zjeżdżamy w dół i decydujemy się wrócić do miejsca, w którym porzuciliśmy auto, łagodniejszymi już trasami na północnym skraju Gór Sowich. Na koniec spodziewamy się już tylko nudnego tranzytu, ale końcówka znów pozytywnie zaskakuje nas widokami!

gory-sowie-rowerem-na-weekend-24 gory-sowie-rowerem-na-weekend-25

Ciekawostka: za unijną kasę ktoś postawił sobie na środku pola latarnię zasilaną wiatrakiem i solarem…

A tutaj kolejny przykład użytkowej sztuki przystankowej. Ha, nie jesteśmy gorsi od krajów Azji Środkowej.

gory-sowie-rowerem-na-weekend-23

Ostatnie kilometry przed samochodem głowię się nad mapą, aby prawie do samego końca nie jechać żadnym nudnym tranzytowym asfaltem i bez trudu nam się to udaje! Ostatni pagórek, ostatni malowniczy zjazd i tuż przed zachodem słońca docieramy na metę. Jak było? Mina Mażny na tym zdjęciu mówi wszytko. Góry Sowie to mały rowerowy raj, gorąco polecamy.

gory-sowie-rowerem-na-weekend-22

Gdzie to jest i jak tam dojechać?

Acha, a gdyby ktoś dalej nie wiedział o jaki dokładnie kawałek Polski chodzi, to już wyjaśniamy. Z Wrocławia podjechaliśmy kawałek na południe drogą nr 8 na Ząbkowice Śląskie. Auto porzuciliśmy w Dzierżoniowie i  przez dwa dni wzdłuż i wszerz zjechaliśmy ten kawałek przestrzeni:

gory-sowie-mapa

24 odpowiedzi do “Góry Sowie rowerem w weekend”

    1. Michał, miejska jazda, czy rekreacyjno-turystyczna w naszym wydaniu serio nie jest jakimś igraniem z własnym życiem i będziemy obstawiać na stanowisku, że nie wymaga kasku. Ja rozumiem enduro, downhill i akcje z filmików redbulla. Jest też taki myk, że kask zwiększa Ci pewność siebie do robienia w górach dziwnych rzeczy. Zjeżdżając bez i z osakwionym rowerem zawsze zjeżdżasz delikatniej, hamujesz więcej, a każdą większą techniczną trudność pokonujesz na nogach, a nie na kołach. Jest jeszcze pytanie co w przypadku kolizji z autem. My wychodzimy z założenia, że przy takiej kulturze jazdy samochodem jaką mamy w PL, stety-niestety po prostu po większości „czerwonych” dróg po prostu nie da się jeździć. W kasku czy bez omijamy je szerokim łukiem.

    2. Jest w tym sporo racji, ale nie przemawia do mnie kontrargument w postaci: „Jak masz kask, jeździsz mniej ostrożnie”, a nie widzę kontrargumentu do zwiększenia bezpieczeństwa głowy, nawet w przypadku potknięcia się, czy zblokowania koła pomiędzy kamieniami.

    3. A wiesz, że urazy głowy to jedne z najczęstszych urazów w… wypadkach samochodowych? Więc może oprócz pasów kierowcy i pasażerowie powinni jeździć także w kaskach? 🙂

    4. A nie wiem, ale rozmawialiśmy o rowerach 😉 Po prostu zdziwiłem się i nie do końca jestem w stanie zaakceptować taką argumentację (nie to, żebym musiał, ale na potrzeby tej fejsowej dyskusji). Gdyby jeszcze kaski powodowały jakieś większe problemy, tudzież drastycznie zwiększały dyskomfort jazdy, a tak nie szkodzą, a pomóc mogą (nawet jeśli w bardzo sporadycznych sytuacjach). Bo przecież po drugiej stronie jest tylko Wasza wiara w to, że nie upadniecie w sposób, który skończy się urazem głowy ;-).

    1. Nowe google maps doprowadza mnie do szału, a stare wyłączyli. Może Mażna będzie miała więcej cierpliwości, albo konto na bikestats, czy coś w tym stylu. Niemniej prawie każdy szlak i asfalt w środku tego pomarańczowego pola będzie fajny. Można zjeżdżać, wjeżdżać i trawersować, aż nogi odmówią posłuszeństwa 😉

  1. Fajna wycieczka, cudny opis! Jeszcze bardzej (o ile można) was cenie za te „polskie” wypady i relacje z nich! Mało który podróżnik „dalekiego zasięgu” docenia rodzime strony;-) Polecam też Góry Izerskie, podobnie piękne trasy rowerowe!!

  2. A może dacie znać jak będziecie następnym razem jeździć mi po podwórku? 😉 Akurat byliśmy całkiem niedaleko, w Kotlinie Kłodzkiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *