Highway z piekła rodem

Australia, droga numer 95. Brzmi dobrze, ale o widokach niczym z Route 66 tym razem zapomnijcie. Dziewięćdziesiątkapiątka to prawdziwy Highway to Hell. Chyba najbardziej koszmarny odcinek drogi jakim jechaliśmy podczas całej naszej podróży i pomnik głupoty zachodniego człowieka.

Z drogą numer 95 na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku. Do czasu, gdy minie was na niej pierwszy pociąg. Nie będziecie musieli czekać długo. Każdy roadtrain ma cztery monstrualne wagony, wypełnione po brzegi węglem, rudą żelaza albo innym dolary-robiącym, rozchwytywanym przez Chińczyków, kruszcem.

Droga 95 łączy wszystkie południowe kopalnie z portem w Hedland. Przy okazji pozwala też wydostać się zbłąkanym turystom z Parku Narodowego Karijini. Ci jednak są w zdecydowanej mniejszości. Pociągów za to jeżdżą tutaj tysiące.

Gdy wcześniej mijały nas podobne potwory nie narzekaliśmy. Zastanawiałem się wręcz, dlaczego ludzie w necie tak marudzą. Przecież ci kierowcy są całkiem mili – zatrąbią, pomachają, wyprzedzają bezpiecznie zjeżdżając na drugi pas.

Do czasu, gdy wjechaliśmy na drogę 95. Ruch na niej dalej jest niewielki jak na europejskie standardy. Jest jednak na tyle duży, aby od czasu do czasu dwa jadące z przeciwnych stron pociągi musiały się minąć. I tutaj wielka anglosaska uprzejmość na drodze się kończy. Na marginesie ona zawsze się kończy, gdy zachodni człowiek musi coś namacalnego stracić, podjąć jakiekolwiek wyrzeczenie na rzecz drugiego człowieka. Kierowca roadtraina nie może przecież zmarnować ani sekundy swojego cennego czasu. Muśnięcie pedału hamulca, albo chociaż zdjęcie nogi z gazu nie wchodzi w grę.

Ale przecież na drodze 95 nic nie ma nam się prawa stać, bo na głowach mamy kaski. Wymagane australijskim prawem atrybuty rowerzysty. Hełmy, które uchronią nas przed wszystkim co złe i naszą podróż przez Australię uczynią radosną i bezpieczną. Za jedyne 70 dolców sztuka. Tak, kaski są najważniejsze. Rowerzystów w kaskach można wyprzedzać na zapałkę. Albo nawet zjechać sobie jedną przyczepą na pobocze i zepchnąć ich do rowu.

20091218-helmet-strip
Z komiksu Wulffmorgenthaler

A może kierowca roadtraina nie rozmyśla w ogóle nad tą sytuacją? On po prostu jedzie. Z przepisową prędkością chyba tylko pod górę, albo gdy wyjeżdża z parkingu. Gdy takie dwa – rozpędzone do granic możliwości silników – behemoty spotkają się na drodze, wrażenie jest piorunujące.

Oczywiście, to naszym obowiązkiem jest zjechać na pobocze. Albo raczej zwinąć się w kulkę w rowie. Podmuch powietrza zwala z nóg. A kierowcy pociągów dumnie mkną drogą 95 dalej w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. W poczuciu, że to oni są siłą napędową gospodarki tego kraju. Kraju, który na kopalnianym biznesie zarabia miliardy. Nie stać go jednak na utrzymanie tak zaawansowanego technologicznie – dziewiętnastowiecznego – wynalazku jakim jest kolej.

Cierpi na tym nie tylko garstka szalonych europejczyków, która kocha poznawać świat na rowerach, czy dziadki w kamperach na swoich objazdowych emeryturach. Cierpią przede wszystkim tysiące zwierząt, które są – dzień w dzień – dosłownie wprasowywane w asfalt przez drogowe pociągi. Droga 95 wyznacza i pod tym względem zupełnie nowe granice. Zmasakrowane głowy krów na poboczu mija się tutaj dosłownie co chwilę. Co jedno zwierzę to bardziej fantazyjna poza. Rozbebeszone jelita, wnętrzności, muchy i obrzydliwy smród. Nawet na remontowanym odcinku drogi z ograniczeniem do 60, jakiś pomysłowy kierowca drogowego pociągu ustrzelił już jedną krowę i cielaka. Skala tej głupoty i marnotrawstwa jest wręcz niewyobrażalna.

australia-highway-95-2

Leżąc sobie tak pod trzęsącym się od wibracji drogi 95 namiotem (dalej się nie ruszymy, bo boczną ścieżkę blokuje płot) wspominamy sobie Azję. I jesteśmy uprzejmi mieć wątpliwość co do wyższości tej naszej „zachodniej” cywilizacji. Jak to się dzieje, że przy dalej względnie małym ruchu, jest tutaj aż tak niebezpiecznie? Jak to się dzieje, że ginie aż tyle zwierząt? Jak to się dzieje, że w Wietnamie, czy Kambodży na drodze pomieszczą się i zwierzęta i ludzie i rowerzyści bez kasków na głowach, i skutery z kierowcą i czterema pasażerami, motocykle, tuk-tuki, ryksze, samochody i ciężarówki? Jak to się dzieje, że wszyscy jakoś tam jadą dalej, nie rozjeżdżają się wzajemnie i traktują się z szacunkiem?

Jednego jesteśmy pewni. Gdy w Europie ktoś wpadnie na pomysł likwidacji kolei i wpuszczenia pociągów na drogi będziemy pierwszymi, którzy podłożą się pod koła.

15 odpowiedzi do “Highway z piekła rodem”

  1. 1. Wniosek: Nie jeździ sie rowerem po centralnej magistrali przemyslowej 😀
    2. Pytanie: czy kierowcy jadąc słuchają ACDC ?

    Zróbcie galerię zdjęć z tymi krowami itp, a najlepiej jak kulicie sie w rowie leżąc na zwłokach jakichś zwierzaków. Poczytnosc bloga skoczy o kilkaset procent

  2. Galeria zwłok będzie przy innej okazji 🙂 Jak dotąd nie musieliśmy się ratować skokiem w krowę, więc obyło się bez hardkorów. Ale czego to ludzie nie robią, by zyskać na popularności…
    A czego słuchają kierowcy? gdybyśmy mieli CB radio, posłuchaliby trochę polskich przekleństw, ech…

    1. Uważamy, uważamy i jeździmy w razie czego tam gdzie krowy 😉 Ot taka napisana pod wpływem emocji ciekawostka jakby ktoś myślał, że Australia to tylko kraina mlekiem i miodem płynąca.

    1. To samo chciałem napisać. Polska od ćwierć wieku robi, co może by przesunąć jak największą część przewozu towarów na drogi. Co do Australii, może jej losy potoczyło się nieco inaczej, gdyby nie zaczynała jako kolonia karna a zwykła kolonia mająca przynosić zyski…

  3. Jednym z najbardziej mnie nękających (to bardzo, BARDZO delikatne określenie) podczas jazdy w Australii było znane prawo Murphy’ego. Przez kilometry i godziny prawie mogło na szosie nie być nikogo, prócz mnie, by raptem, w kilka minut pojawiło się kilka pojazdów i do tego z różnych kierunków, wszystkie wymijając się oczywiście, a jakże… obok mnie !!! Uffff… !
    Road trains… Tak, życie niekoniecznie jest takie, jakim byśmy chcieli by było.
    P.S. Jakim cudem znaleźliście się na Hwy 95? Rozumiałem, że jedziecie #1. Widać coś misię. 😉

    1. 95 jechalismy wracajac z Karijini National Park, inaczej sie nie da i to jest caly bol tej sytuacji – zmieszali jakis kosmiczny ruch z kopalni 24/7 ladujacy milionami ton chinskie statki z turystami z parku – ludzie sie tam boja jezdzic samochodem. Na szczescie 50km na Port Hedland wszystkie pociagi zjechaly do kopalni w Marble Bar. Niezly widok: jak stalismy za tym rozjazdem caly niekonczacy sie sznur 4 naczepowych potworow skrecal, jeden za drugim, jeden za drugim… Uff, nigdy przenigdy czegos takiego wiecej! Okazjonalne road trainy, ktore czasem jezdza po „jedynce” to nie jest zaden problem.

  4. Przykro, żal mi tych zwierzaków, jak na razie nie zazdroszczę widoków. Uważajcie na siebie i szczęśliwej dalszej podróży 🙂

  5. To ja wtrącę swoje „3 grosze”:). W Europie dopuszczalna prawnie masa calkowita zestawu („tira”) to 40 ton, w niektórych krajach (Finlandia, Szwecja i chyba Holandia) do 60 ton. W takim australijskim pociągu drogowym jedna naczepa/przyczepa może ważyć 40 ton (poczytałem kiedyś broszurę wydziału komunikacji stanu Queensland), a cały zestaw spokojnie osiąga 100-140 ton, najcięższe zazwyczaj są AB-quady z paliwem lub rudą, dochodzące do 170 ton (ten Western Star z 3 naczepami na tytułowym zdjęciu ma prawdopodobnie ok. 120 ton, patrząc po ilości osi). Spróbujcie zahamować takim zestawem, uważając przy tym, aby nie poskładał się na drodze jak scyzoryk (ok. 5-6 punktów łamania, zamiast jednego)- nie wspominając już o tym, że do pełnego zatrzymania się od „setki” potrzebuje z kilometra… Wtedy to naprawdę duży problem, a na ucieczkę na sąsiedni pas nie ma miejsca, kiedy z przeciwka nadjeżdża taki sam zestaw. Moim zdaniem Wasz artykuł dowodzi głupoty białego człowieka, ale – wybaczcie – bardziej w tym wypadku chyba Waszej, niż tych kierowców. Niektóre drogi łączące kopalnie w Interiorze z portami na wybrzeżach są budowane wręcz konkretnie dla pociągów drogowych i zapuszczanie się tam na rowerze jest po prostu szalone – a przynajmniej nieodpowiedzialne. Jak napisano powyżej: nie jeździ się rowerem po centralnej magistrali przemysłowej. Z przymrużeniem oka, ale tak całkiem na serio…
    Nie zmienia to faktu, że artykuły są ciekawe, a zdjęcia rewelacyjne. No i przeżycia… super!

    P.S. W Australii linie kolejowe są nieliczne i zazwyczaj jednotorowe – budowa gęściejszej sieci była nieopłacalna. Podstawą krwiobiegu gospodarki są właśnie pociągi drogowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *