Hongkong: kochaj, albo trzymaj się od niego z daleka

Hongkong. Miasto, znane w Polsce głównie z para-komediowych występów posła Gadzinowskiego, pod wieloma względami jest „naj”. Jest najbardziej pionowe i najgęściej wypełnione ludźmi na metr kwadrat na świecie. Ludzie ci – dodajmy – także są „naj”. Średnie IQ (109) jest tu najwyższe na naszej planecie, podobnie jak… cena za dwadzieścia minut jazdy pociągiem z lotniska do centrum.

50 złotych? Co to, to nie – pomyśleliśmy jak rasowe „Polaki cebulaki”. Choćbyśmy musieli nagniatać przez te mosty i tunele pieszo to nie stracimy na starcie naszego dziennego budżetu. Rowery niestety zostały w Chinach. Szukamy, kluczmy, grzecznie dziękujemy za taksówki, aż w końcu znajdujemy autobus. Jeden, a potem drugi, na szarym końcu lotniska. Jeździ rzadko, jeździ wolno i naokoło, ale za to kosztuje niecałą dychę. Bingo. Za kółkiem niespełniony Niki Lauda. Przelatując, na granicy przyczepności opon, przez wszystkie zakamarki strefy cargo błyskawicznie znajdujemy się w centrum.

hkk-29hkk-6Pierwsze przejście dla pieszych, „look left” i szok: kierowca samochodu zatrzymuje się. W Chinach to nie do pomyślenia. Niestety, tutejszy tłok, ścisk i szalone tempo życia też przebija lądowe Chiny i to z nawiązką. Gdzie do diabła ci wszyscy ludzie się tak spieszą i dlaczego są tu takie tłumy? Jest środek dnia, co tu się będzie działo po 17? Bum, trach, ałaaa, sorry… obijam się od kolejnych przechodniów. No tak, w brytyjskiej kolonii ruch lewostronny to świętość, także na chodniku. Tu absolutnie nie ma czasu, żeby na chwilę zatrzymać się, rozejrzeć i pokontemplować widok na kolejne drapacze chmur. W najbardziej newralgicznych punktach obsługa metra wywiesza nawet oficjalne zakazy „nieprzemieszczania się”. Usiąść w spokoju na ławce i czekać na autobus? Zapomnijcie. Wszyscy stoją w kolejkach, jak za meblościanką Irena za PRL-u. Nie minęła godzina, a w głowie już kłębią się myśli. Zabierzcie mnie stąd! Chcę z powrotem do Tadżykistanu! Mażna za to w swoim żywiole: nie spać zwiedzać, zdjęcia robić.

hkk-28hkk-25Jesteśmy w najbogatszej, finansowej części miasta. Wszędzie wokół bombardują nas wystawy kosmicznie drogich sklepów. Trochę śmieszne uczucie, będąc bezrobotnym od siedmiu miesięcy rowerowym brudasem, mieć na wyciągnięcie ręki, na rogu co drugiej ulicy zegarki za pół miliona. W sumie też przyjechaliśmy tu na zakupy, tylko nieco skromniejsze. Dzięki wizycie w Hong Kongu zakończyliśmy raz na zawsze wojny podjazdowe o laptopa. Dobra rada: jeżeli wybieracie się w długą podróż, podczas której Internet będzie pojawiał się rzadko, a jesteście od niego uzależnieni, bierzcie od razu po jednym na głowę.

hkk-1hkk-2hkk-30Uzbrojeni w dwa komputery ruszamy dalej w miasto. Szukać Wi-Fi, a jakże. I tutaj spora niespodzianka: wytropić coś względnie szybkiego jest tu bardzo, bardzo trudno. Owszem wszędzie aż roi się od sieci, sporo jest otwartych, ale żadna ilość hotspotów nie jest w stanie zaspokoić apetytu mieszkańców Hong Kongu i transfer szybko spada praktycznie do zera. W końcu upatrzyliśmy sobie jeden – w miarę spokojny – kawałek chodnika z zagubionym otwartym Internetem, gdzie przesiadywaliśmy godzinami. Wszyscy patrzyli się z politowaniem. Uśmiechnęła się tylko jedna jedyna osoba – buddyjski mnich.

Buddysta podbił serca, Sikhowie podbili żołądki. W każdą niedzielę w ich świątyni można najeść się do syta za darmo. Indyjskie, wegetariańskie specjały, serwowane na tacki chochlą z wiadra, może nie są nazbyt fotogeniczne, ale zapewniam was, smakowały doskonale. Poza tym stać nas było głównie na MacDonald’s i zestaw z Big Makiem, który jest tutaj najtańszy na świecie – w przeliczeniu około 8PLN. Nie straciliśmy jednak zbyt dużo, bo tutejsza kuchnia do najsmaczniejszych nie należy. Zdecydowanie lepiej, a już z pewnością taniej można napchać się w Chinach.

hkk-14hkk-23hkk-22Gdzie spaliśmy? Oczywiście Couchsurfing, przy tutejszych cenach jest to jedyny ratunek. Niestety, chętnych na darmową kanapę jest zdecydowanie więcej niż „hostów”, więc lepiej szukajcie z wyprzedzeniem. Aby znaleźć dwie osoby musieliśmy wysłać około czterdziestu wiadomości. Nasz pierwszy gospodarz okazał się typowym, wymęczonym pracą (także w soboty) „mrocznym Azjatą”. Niespecjalnie miał ochotę na dłuższe pogawędki, co nie zmieniało faktu, że był dla nas bardzo miły. Zabrał nas nawet na przyjemy folkowo-jazzowy koncert. Lokal w typowo „hongkońskim” stylu, z ludźmi upakowanymi jak sardynki w puszce dosłownie na każdej wolnej przestrzeni. Gdy jeden z muzyków chwycił za puzon, na pierwszy rząd widowni padł blady strach. Wracając z koncertu zwiedziliśmy tutejsze SOHO, w każdy weekend opanowane przez imprezujących do utraty tchu brytyjskich kolonistów. My dodatkowo trafiliśmy na Halloween, działo się…

hkk-12hkk-13Z ciekawostek, wpadliśmy też na tutejszą rowerową masę krytyczną. Strasznie szkoda, że nie mieliśmy naszych osakwionych jednośladów, bo zawyżylibyśmy frekwencję o jakieś dwadzieścia procent. Oj, ciężkie jest w tym mieście życie rowerzysty. Narzekający warszawiacy i łodzianie – zawsze możecie mieć gorzej. Niby legalnie (poza autostradami) można tutaj jeździć ulicą, ale pasy są niesamowicie wąskie i zatłoczone. Jazda chodnikami to szaleństwo, człowiek ledwo mieści się idąc pieszo. Do tego wszędzie autostradowe ślimaki, przejścia podziemne, kładki, tunele, strome schody, dróg rowerowych brak.


hkk-10

hkk-21

Rower odpada, na pocieszenie możecie sobie tutaj tylko pobiegać. W kilku parkach udało się jeszcze wygospodarować na taką aktywność trochę miejsca. Właśnie, parkach. O ironio najpiękniejszy park, powstał tutaj w miejscu dawnego nielegalnego i ekstremalnie przeludnionego osiedla Kowloon. Niegdyś kontrolowane przez chińskie triady, siedlisko zła, brudu, przestępczości, prostytucji i narkotyków zmieniło się teraz nie do poznania.

hkk-18hkk-19hkk-20Bardzo przypadł mi też do gustu Victoria Park. To jedyne miejsce względnie w centrum Hong Kongu, gdzie można legalnie rozłożyć się na trawie i odetchnąć, podobnie jak w nowojorskim Central Parku. Jednak nawet tam jest dość ciasno, więc ciężko zupełnie odciąć się od innych ludzi. Biegać np. możecie tylko w jednym kierunku, aby nie dezorganizować ruchu. Rower? Oczywiście, że nie. Szukając uparcie chwili spokoju, powędrowaliśmy więc na pobliskie Wzgórze Wiktorii. Widok, jaki rozpościera się stamtąd na centrum miasta, można opisać tylko jednym słowem – re-we-la-cja.

hkk-17

hkk-16Podobnych wrażeń i obrazków zostaje w głowie po sześciu dniach w Hong Kongu mnóstwo. Miasto jest bajecznie fotogeniczne, nie trudno natknąć się tu na plan kolejnej hollywoodzkiej superprodukcji. Wystarczy tylko wczuć się w rytm życia tego przeludnionego, kapitalistycznego kolosa i wyjść poza najbardziej utarte ścieżki. Nie wczuwajcie się tylko za bardzo, bo potem żal będzie wsiadać w samolot w drugą stronę.

hkk-4 hkk-32 hkk-31hkk-3hkk-24hkk-26hkk-27hkk-9hkk-7hkk-11

8 odpowiedzi do “Hongkong: kochaj, albo trzymaj się od niego z daleka”

    1. Tak, nawet ci napotkani miejscy rowerzyści – mimo wszystko – nie chcieli stamtąd uciekać. Mówili, że w tym mieście można zrobić wszystko co tylko ci się zamarzy, o ile oczywiście masz na to czas i pieniądze. To ostatnie nie jest problemem, widzieliśmy ofertę dla pakowacza towaru na lotniskowym cargo za niecałe 6K PLN/miesiąc. Z czasem gorzej, praca 11h/dziennie nawet podczas tajfunu…

  1. Ładne zdjątka 🙂 A na upartego to i za 6 zł można dojechać. Wystarczy wziąć bezpłatny hotelowy (Mariott) autobus do Tung Chung, dalej MTR do stacji Kowloon, kawałek pieszo i promem Star Ferry do Central. Jeśli wysiadka będzie w Kowloon to będzie jeszcze taniej, ok 5zl.
    Ogólnie wszystko może być taniej, wystarczy trzymać się z daleka od centrum i firmowych sklepów oraz targować się na bazarkach 🙂

    Pozdrowienia
    Blaz
    http://go2hk.pl/

  2. Że w Chinach można najeść się taniej- owszem. Że kuchnia w Hong Kongu jest słaba? Nigdy w życiu! Dzięki miksowi kulturowemu można spróbować dań z wszystkich chińskich prowincji, tajskich, filipińskich, malezyjskich, indyjskich i oczywiście europejskich. A jak się wie gdzie skręcić w labiryncie wąskich uliczek to i człowiek przy okazji nie zbankrutuje 😉

    Fajny wpis, pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *