Khiva – zabytkowa perła Uzbekistanu

khiva1Turkus, błękit i kolor pustynnego piasku. Minarety, kopuły i mozaiki ułożone z ręcznie malowanych kafelków. Oto Khiva. W tym momencie czujemy, że wróciliśmy na Jedwabny Szlak.

Khiva to obowiązkowy punkt niemal wszystkich wycieczek do Uzbekistanu. Świetnie zachowane stare miasto, które otoczone masywnymi błotnymi murami, uniknęło wchłonięcia i przebudowania pod wpływem rozrastającej się nowej zabudowy.  Od kilkudziesięciu lat miasto ma dodatkową ochronę pod skrzydłami UNESCO, i funkcjonuje jako rodzaj muzeum pod gołym niebem.

Po prawej - podobno najwyższy minaret w Uzbekistanie
Po prawej – podobno najwyższy minaret w Uzbekistanie
Jedna z kilkunastu medres
Jedna z kilkunastu medres

khiva-kopuly

Kilkakrotnie przebudowywane mury miasta - błotno-słomiana konstrukcja
Kilkakrotnie przebudowywane mury miasta – błotno-słomiana konstrukcja

khiva-panorama1

Schowane za murami miasta, ścisłe centrum – Ichan Kala – aż roi się od starannie odnowionych zabytków pamiętających często dziesiąty wiek. Pierwsza rzuca się w oczy gigantyczna błękitna beczka – wieża. W założeniach miał to być minaret, z którego Khan mógłby doglądać żon w swoim haremie. W realizacji ambitnych planów przeszkodziła mu jednak śmierć, budowli nie udało się także ukończyć jego następcy (choć gdyby się to udało, byłaby to w tamtych czasach najwyższa budowla na świecie). UNESCO zrobiło tutaj dobrą robotę, pilnując poprawnej renowacji zabytków. Najwyraźniej nie dopilnowało jednak takich szczegółów, jak iluminacja – kuriozalne kolorowe podświetlenie skutecznie szpeci miasto w nocy. Razi również tandetna betonowa kostka (ale przynajmniej dobrze się jeździ po niej na rowerze).

Khiva nocą...
Khiva nocą…

Niestety, całe miejsce sprawia – zwłaszcza poza kwietniowo-majowym sezonem – bardzo smętne wrażenie. Część budynków-muzeów jest zamknięta – dobrze się stało, że nie zapłaciliśmy po 12 dolców na głowę za pakiet wejściówek. Na pojedynczych turystów w każdej uliczce polują niezliczeni sprzedawcy pamiątek. Tylko w odtworzonych przy wsparciu UNESCO warsztatach produkujących jedwabne dywany i meble nieustannie trwa praca. Poza tym nie dzieje się tutaj dosłownie nic. No, prawie – akurat trafiliśmy na plan zdjęciowy filmu promocyjnego Khivy z wesołą ekipą aktorów, udających grę na tradycyjnych instrumentach.

khiva-ensemble

Pamiątki i obowiązkowy wielbłąd
Pamiątki i obowiązkowy wielbłąd
A może pamiątkowe zdjęcie z tygryskiem?
A może pamiątkowe zdjęcie z tygryskiem?

Tak naprawdę stare miasto ożywa dopiero wieczorem, kiedy ustaje niemal piędziesięciostopniowy upał, a turyści odjeżdżają busami czy chowają się w swoich hotelach. Opanowują go wtedy spacerujące lokalne rodziny oraz zgraje miejscowych dzieciaków, bawiących się w chowanego, czy jeżdżących po jego zakamarkach na rowerach.

khiva-dzieci

Jeśli chce się odnaleźć za dnia prawdziwe życie Khivy, należy wyjść poza mury zabytkowego miasta, wokół którego w ciągu stuleci powstała gęsta, niska zabudowa glinianych domeczków z labiryntem wąskich uliczek – historycznie Dichan Kala. To tutaj już w nieco mniej imponujących meczetach, schowani przed turystami, modlą się nieliczni praktykujący muzułmanie. Tutaj też, jak w każdym szanującym się uzbeckim miasteczku, kipi życiem wielki, głośny bazar – swoją drogą zlokalizowany dokładnie w miejscu, gdzie jeszcze kilkaset lat temu prężnie funkcjonował targ niewolników. Mieszkańcy mają tu już pełną swobodę w zagospodarowaniu historycznych budynków, i tak w jednej ze starych medres powstała dyskoteka. Popijając alkohol, imprezuje tutaj uzbecka młodzież.

khiva-disko

Odpoczynek pod pałacem
Odpoczynek pod pałacem

khiva-uliczka1

W Khivie początkowo mieliśmy spędzić jeden dzień, ale skończyło się na trzech – udzieliła się nam spokojna, leniwa atmosfera tego miejsca, a ponadto trafiliśmy na sympatyczny guest house. Dziś znów wsiadamy na rowery – przed nami pustynia, oddzielająca nas od kolejnych miast Jedwabnego Szlaku – Bukhary i Samarkandy.

8 odpowiedzi do “Khiva – zabytkowa perła Uzbekistanu”

  1. Siema, piszę tutaj, bo na blożku jakoś nie idzie. Enyłej, już miałem się czepiać „kazachskiego”, ale ostatecznie olałem (yo – „kazaski” is the real thing). Noale teraz to już nie wytrzymałem. Transkrypcja przez „kh” jest dla tych biednych ludów co nie mają stosownej głoski, ale tak się składa, że Polacy do nich nie należą i mogą spokojnie mówić Chiwa, ewentualnie żeby w zapisie zostać zrozumianym to cyrylicą Xiva. To spolszczenie tak się składa funkcjonuje w polszczyźnie od setek lat i jest wierne w brzmieniu (w przeciwieństwie do Phenianu który jest spolszczeniem Pjongjangu, ale nie z koreańskiego a francuskiego i dlatego jest do d.).

    Keep on truckin’

    1. Hej Kaspero, dzieki za info, faktycznie nie zwrocilam uwagi na transkrpcje, bo z polskim zapisem nigdy wczesniej nie spotkalam sie – korzystalam tylko z materialow anglojezycznych, i tak mi sie utrwalila ta nazwa. Zreszta, w tych okolicach, w ktorych obecnie jestesmy, jezyki sa bardzo przemieszane, i tak np. w Kazachstanie inne nazwy miast sa na mapach, inne na znakach – raz po kaza(ch)sku, raz po rosyjsku, czasem cyrylica, czasem w alfabecie lacinskim (taki uklon dla turystow, ktory czasem wcale nie pomaga…). My tymczasem kombinujemy jak sie da, by jako tako te nazwy przeczytac i dogadac sie z miejscowymi.
      Btw, wiesz, ze Uzbekowie wypowiadaja nazwa tego miasta dokladnie tak, jak my wypowiadamy polskie slowko „kiła”? 🙂

    2. No wlasnie cos pomiedzy naszym „ch” a „k”, bardziej w strone „k”, ale brakuje mi kompetencji, zeby to ocenic czy dobrze opisac. Z kolei „ł” brzmi bardziej miekko, jak „u”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *