Dogoniła nas jesień

jarzebinaWstaję rano (no dobra, 10-11) i ruszam na bazarek 50 metrów obok hostelu. Kupuję pomidory, szczypiorek, lepioszkę prosto z pieca. Potem obijamy się godzinami, czas mija na niekończących się pogaduchach. W końcu knajpiano-wizowa rundka po mieście. Tak wyglądał każdy z naszych 16 dni w Biszkeku. Odwykliśmy od rytmu rowerowej podróży i przegapiliśmy, że w Kirgistanie nadeszła jesień!

Tak, najprawdziwsza na świecie, mieniąca się wszystkimi odcieniami żółci i czerwieni, jesień. Wpadliśmy na jej trop dopiero 40km na południe od Biszkeku, w Parku Narodowym Ala Archa. To taka Dolina Kościeliska, tyle że położona na 2400m n.p.pm., więc na nasze rozleniwione tyłki czekała całkiem konkretna wspinaczka. Jednak nie ma, że się nie da, dojechaliśmy do samego końca asfaltu, sforsowaliśmy kilka kamienistych strumieni i znaleźliśmy perfekcyjne, romantyczne miejsce do kampowania. Cisza, spokój, cała mieniąca się jesiennymi barwami dolina dla nas. Tak przynajmniej było w sobotni wieczór. W niedzielę do naszego zacisza, nie zważając na dwa szlabany i trzy rzeki, jakimś cudem dotarło chyba z pięć samochodów, a w nich rodziny z dziesiątkami wrzeszczących dzieciaków. Cóż, Kirgistan…

turysta-vs-auto

cala-dolinka

jesienna-dolinka

droga-gorki

drzewka-gorki

Lubicie jesień za miastem? Ja już kilka lat temu, gdy zacząłem nagniatać biegowe kilometry w podłódzkich lasach, pokochałem letnio-jesienny przełom miłością nieskończoną. Dlaczego? Jesień jest przytulna, szeleszcząca liśćmi pod butami czy kołami roweru. Jesień zaskakuje z dnia na dzień zmianami przyrody, a ich obserwowanie wciąga. Coraz bardziej rozzłocone kolory, chłodniejsze powietrze, łagodniejsze słońce. Do tej pory nie mieliśmy wiele okazji, by wyskoczyć gdzieś dalej w tej porze roku. Teraz, jadąc leniwym tempem rowerami, będziemy mogli przyglądać się nadciągającej jesieni dzień w dzień, do woli. Już nie mogę się doczekać! Z kompletem kazachsko-chińskich papierów jutro w końcu ruszamy w drogę na serio: z Kirgistanu przez Kazachstan, Ałma-Aty, Kanion Czaryn, a potem przez całe Chiny z przystankiem w Hong-Kongu. Obyśmy dotarli do Azji Południowo-wschodniej na czas, przed zimą.

lisc

10 odpowiedzi do “Dogoniła nas jesień”

  1. No tak, bo poza Kirgistanem to rozwrzeszczanych dzieciaków nie ma… A poza tym czego chcecie od dzieci? Że dorośli na ogół z blazą na ryju chodzą, to jeszcze nie znaczy, że nie można się życiem cieszyć.

    A na jesień też się cieszę, do nas od tygodnia już nieśmiało puka. Babie lato jakoś takie krótkie w tym roku, czekam na rude za oknem.

    1. Janek akurat napisał o dzieciakach, ale dorośli nie byli „lepsi”. Pomijając już fakt pakowania się samochodem w środek parku narodowego, i puszczania głośnej muzyki, która raniła uszy, dlaczego musieli grać w zbijaka tak, że piłka co rusz leciała w stronę naszego namiotu, i dlaczego próbowali ukraść nasz sznurek? 🙂

      1. Po prostu pewnie chcieli pograć z Wami i to był taki mało wyrafinowane zaproszenie 😀
        Co do sznurka nie mam koncepcji. Sama pomagałam Kirgizce szukać sznurków, bo jej były potrzebne do pętania koni, ale były to sznurki niczyje, pozostawione przez turystów, juz zupełnie samotne i zapomniane:(

  2. Macie zupełnie inne wrażenia z tego Kirgistanu niż my z Jackiem (przeczytałam jakaś wcześniejszą, dość negatywna notkę). Byliśmy tam 2 miesiące, ale nikt w nas kamieniami nie rzucał. Ogólnie bardzo przyjazny kraj, Kirgizi wiele razy ratowali nas od śmierci głodowej lub przymusu zjedzenia resztek niedobrej kaszy; cwaniactwo, sępienie i chęć zarobku nie różniły sie od tych w Polsce, Czarnogórze i Rumunii (jak dla mnie). Co do kierowców, bardzo mało jeździliśmy po asfalcie, ale tu akurat wrażenia sa podobne – napierają jak wściekli, zwłaszcza kierowcy marszrutek.

    pozdr

  3. Dziesiątki dzieci na kilka samochodów – no, no, no ;). Ja z trójką mam problem z upchnięciem w całkiem sporym kombi.

    Piękne klimaty jesienne. Oj pojechałbym do Was.

  4. Marta: nam pod względem ludzkim Kirgistan raczej nie przypasował (przyroda piękna!). Sympatyczne, szczerze zainteresowane rozmową osoby, które spotkaliśmy przez te 1500km i ponad dwa tygodnie w Biszkeku, możemy policzyć na palcach jednej ręki. Różnych drogowych nieprzyjemnych akcji raczej się nie doliczę.

    Zaraz po przekroczeniu granicy z Kazachstanem, facet zgarnął nas z drogi i ot tak zaprosił do knajpy na herbatkę i samsy. Siedział z nami przy stoliku i szczegółowo wypytywał o wszystko po rosyjsku. Marzył, że jak w końcu odłoży ten tysiąc Euro to też pojedzie sobie rowerem, na zachód 😉 Na tym nie koniec, zostawiłem przy stoliku wszystkie rzeczy: paszport, karty, forsę. Zorientowałem się może po godzinie, zawróciłem, oczywiście już mnie wypatrywali z całym pakunkiem.

    Następnego dnia, może dwadzieścia kilometrów dalej, gość zatrzymuje się i oferuje jabłka i gruszki, ot tak. Ludzie z co drugiego samochodu machają, odgrywają fanfary klaksonami. W tej chwili, jesteśmy po wjeździe do Alma-Aty, 15km główną arterią przez środek miasta i zero starć z kierowcami. Kulturalnie jak w EU, tylko chaos trochę większy. Ofert na Couchsurfingu i Warmshowers do wyboru do koloru, niektóre zapowiadają się naprawdę czadowo… A to dopiero dwa i pół dnia w Kazachstanie. Dla nas Centralna Azja – Uzbekistan, Tadżykistan, Kazachstan – TAK! Kirgistan – niekoniecznie 😉

  5. Jan Piętek: martWa, nie Marta. MartWa, czyli nieżywa, ok?:)

    Akurat nas czesto obdarowywali Kirgizi, a zliczyc nie moge tych sympatycznych i szczerych zainteresowanych osób , bo było ich wiele. Byliśmy tam dwa miesiące, więc jakis tam ogląd mamy.:) Ot takich zaproszeń na arbuza, herbatę tez nie zliczę. Nie odbierając tego, że akurat Wy mieliście nieprzyjemne doświadczenia. Wierzę że mieliście, jednak nas takowe nie spotkały, albo nie spotkały w ilociach takich żeby przeważyły te miłe.
    Myślę, że zagadka tkwi może w trasie, którą zapewne mieliśmy zupełnie inną. Na zadupiach ludzie są zazwyczaj duzo zyczliwsi.

    Kirgizi czasem(a w sumie nawet często) z początku albo udawali obojętnych, albo byli obojętni, natomiast zagadani przez nas po rosyjsku, otwierali się, zaczynali rozmawiać itp. i wtedy już była zupełnie inna historia.

    Pozdrawiam,
    martWa wiewiórka

    1. O kurcze, od początku nie widziałem tego „W” 🙂 Z Kirgistanem mam taką teorię, że trzeba pewnie wjechać głębiej w środek kraju i uciec z asfaltu, żeby było fajnie. U nas to był bardziej tranzyt. Chcieliśmy jak najszybciej po Pamirze dotrzeć do Biszkeku ogarnąć wizy, a to co dzieje się przy i na głównej drodze już za fajne nie jest.

  6. Przypuszczalnie teoria jest słuszna, my trzymaliśmy się z daleka od asfaltu i głównej drogi i stad zupełnie różne wrażenia. Generalnie od jakiegoś czasu w ogóle staram sie trzymać z dala od asfaltu. Ale taka długodystansowa podróż to jednak inna para trampków.
    Zastanawia mnie jeszcze, czy ten Niemiec Wolfgang którego spotkaliście, to nasz Wolfgang…Jechał do Australii?
    Pozdrawiam! Bloga śledzę dalej z zainteresowaniem.
    martwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *