Kirgistan: przybij piątkę albo oberwiesz kamieniem

Kirgistan to kraj, który pozostawił nam w głowach niebezpiecznie wybuchową mieszankę wrażeń i chyba dopiero po drugim dniu odpoczynku możemy napisać coś o nim na spokojnie.

Przez Kirgizję lecieliśmy od góry do dołu dość szybko, goniąc za wizami (jak się potem okazało zupełnie niepotrzebnie), a odczucia względem Kirgistanu i Kirgizów zmieniały się równie szybko co wskazania wysokościomierza. Dość powiedzieć, że dwukilometrowe różnice wzniesień to tutaj norma – skoków adrenaliny, wkurzenia i złej karmy tak łatwo zmierzyć się już nie da.

Zaczęło się jednak jak w bajce. W końcu, w kontraście do pamirskiej pustyni, pojawiła się zieleń. Najprawdziwsza, soczysta, radująca oczy zieleń. Malownicze zbocza gór, jurty, konie, rzeki, gdzieś w dali jeszcze ośnieżone szczyty siedmiotysięczników – raj na ziemi. Pierwszy zgrzyt: już w miejscowości Sary Tash niedaleko tadżyckiej granicy. Trudno było się tam dogadać. Niby wszyscy, jak to w Azji Centralnej, mówią po rosyjsku, ale z Uzbekami czy Tadżykami jakoś łatwiej było złapać nić porozumienia. Może po prostu nie mieliśmy szczęścia.

Posterunek kirgijskich pograniczników. Biwakowaliśmy przy nim razem z rosyjskimi alpinistami. Zwinęli się szybko z rana, a my dogorywaliśmy w namiocie do południa. Na dowód polsko-rosyjskiej przyjaźni znaleźliśmy przed wejściem do namiotu dorodnego arbuza. Miłe, zwłaszcza po Pamirze, gdzie o owocach morzna było pomarzyć.

Dwieście kilometrów dalej, już nie zgrzyt, ale pierwsza duża złość. Przy drodze stoją sobie dzieciaki i wygłupiają się. Da się to zrozumieć, to już trzeci misiąc wakacji, a w kirgijskich wioskach nie mogą narzekać na nadmiar atrakcji. Czekać przy drodze, aż w końcu nadjedzie rower i wrzeszczeć „Heeeelooo, Tuuuuriiiist!” – zawsze jakieś zajęcie. Przybijają piątkę, czy bawią się w tchórza, kto pierwszy ustąpi miejsca na drodze. Na tym niestety się nie kończy. Jak tylko ich mijamy i jesteśmy do nich zwróceni plecami, w naszym kierunku lecą kamienie. Nas? Bohaterów? Kamieniami?! Dobra, nie rzucają żeby zabić, kamienie nie są jakieś szczególnie duże, ale i tak nie jest to miłe uczucie. Zwłaszcza, że nie jest to – jak w Tadżykistanie – jednostkowa rzecz, ale częsty problem i to nie tylko nasz, ale wielu innych rowerzystów.

Jak reagować? Niektórzy – jak my – wściekają się, gonią skurczybyków i próbują zlokalizować rodziców. Niestety obie te czynności są równie ambitne, co niewykonalne. Sprawcy w mig chowają się w krzakach, rodzice w jurtach i każdy konsekwentnie wypiera się problematycznych dzieci. Najlepsze wyjście miał chyba jeden z naszych drogowych znajomych – Johanes. Pełen relaks, nawet jak dzieci jest setka, z każdym przybijać piątkę. Wtedy problemów z kamieniami jest jakby mniej – dzieciaki często szukają po prostu desperacko uwagi. Cóż, anielska cierpliwość i super pozytywne nastawienie do świata procentuje, ale nie wszyscy to mają…

Dzieci, dziećmi, ale jest też niestety drugi – nieco już poważniejszy problem. Tak, Kirgizi już na dobre zeszli z koni i przesiedli się na konie mechaniczne. Trzymają je na gigantycznym pastwisku pod Biszkekiem i dystrybuują potem na cały kraj. Jedne konie dotarły do Kirgizji z Europy, inne z Japonii. Jedne mają kierownicę z prawej strony, drugie z lewej. Wszystkie: taki sobie stan techniczny i łyse opony. Na domiar złego ich jeźdzcy nie przeszli żadnego dodatkowego przeszkolenia. Nie potrafią zmieniać biegów, wyprzedzać, jechać prosto, patrzeć na drogę. Serio. Wcześniej narzekaliśmy trochę na kierowców w Gruzji; to co dzieje się tutaj mocno przesunęło nam granicę tolerancji. Solidny kij, wystający minimum na metr w lewo z widoczną z daleka flagą, to tutaj absolutnie obowiązkowe wyposażenie roweru!

Żeby jednak nie było już tak zupełnie na smutno – są fajne momenty w tym Kirgistanie, a od aut zawsze można uciec, zjeżdżając z głównej drogi. O, np. tutaj przed wjazdem na przełęcz, dostaliśmy zaproszenie do jurty. Po 60km podjazdu i przed kolejnymi kilkoma kilometrami stromej ścianki, naprawdę można docenić taki gest. Same widoki, przełęcze, górskie jeziora, serpentyny, strome granie, niekończące się zjazdy (podczas których prędkość nie spada poniżej 40km/h) robią niesamowite wrażenie. Gdyby tak zamknąć tę drogę na tydzień dla samochodów i uzbrojonych w kamienie nieletnych kibiców? Zrobić tutaj Tour de Kirgistan? Pomarzyć, dobra rzecz.

jurta

karakol

slimak

W Kirgistanie mocno czuć, że otwarcie granicy i zniesienie wiz dla Europy ma tak samo dobre, jak i złe strony. Turystów latem jest tu na pęczki. Samych rowerzystów w hostelach, czy na trasie spotykamy już dwucyfrowe liczby. Dużo turystów, to i potencjalnie dużo ich interakcji z Kirgizami. Praktycznie wszystkie krążą już niestety tylko wokół pieniędzy. Trudno się dziwić, kiedy lokalni odkrywają na każdym kroku, że w tym całym zgniłym kapitalizmie chodzi głównie o wykorzystywanie krajów biedniejszych, przez bogatsze i, że to oni są po tej gorszej stronie barykady. Ile zarabiasz? Jak to odłożyłeś sobie na podróż? Płaci ci rząd za jeżdzenie tym rowerem? (Panie Tusku, czy pan słyszy? Świetny pomysł!). Jedna kirgijska rodzina na szczycie przełęczy, z pięć minut męczyła mnie, żebym wyciągnął z sakwy i pokazał im „ajfona”. Jak to, nie masz? Przecież wszyscy turyści mają! Kłamiesz! (serio, serio). I tak drążyli wątek, a ja już naprawdę miałem ich dość, a mój stary popsuty Samsung uparcie leżał na dnie sakwy i nie chciał przemienić się w „ajfona”.

Nie chcemy was zupełnie do Kirgistanu zniechęcać. To cały czas piękny kraj, świetna bezwizowa baza wypadowa; a jak się dobrze poszuka, znajdzie się w nim jeszcze fajnych ludzi, otwartych – tak po prostu – na przybyszów ze świata. Jednak w całej Azji Centralnej mieliśmy wcześniej dużo lepsze chwile. Uzbekistan ze swoją gościnnością, zabytkami, miastami, czy Tadżykistan z równie świetnymi ludźmi i opustoszałymi pamirskimi drogami postawił poprzeczkę naprawdę, naprawdę wysoko.

Tymczasem, jedźmy na wschód. Tam musi być jakaś cywilizacja! Trzymajcie kciuki za wizę do Chin.

3 odpowiedzi do “Kirgistan: przybij piątkę albo oberwiesz kamieniem”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *