Turcja: Kocham ten kraj!

Kocham ten kraj! Mieliśmy takie momenty na trasie, gdzie aż chciało się wykrzyczeć to zdanie. Zdarzało się, że lało, było zimno, wiatr w mordę, pod górę, zapadała noc, do najbliższej wioski kawał. I tak dwa dni z rzędu w podobnej sytuacji jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zatrzymywał się samochód.

Raz, do swojego domu w pobliskim miasteczku podrzucił nas swoim pick-upem Hasan, kierowca-elektryk. Ugościł, nakarmił, udostępnił wszystko co miał, jakbyśmy byli częścią jego godziny. Rodziny, z którą widuje się już tylko od czasu do czasu. Z żoną się rozwiódł, dzieciaki w Stambule, miał problemy z alkoholem, do dziś odpala papierosa od papierosa – to wszystko cierpliwie nam opowiedział, mimo że po Turecku znamy parę słów na krzyż i ratujemy się jedynie słownikiem.

Hasan
Hasan
Turish trudny języka jest
Turkish trudny języka jest

Drugim razem, zatrzymał się Ergun.

– Na początek sakramentalne: skąd jesteście?

– Polonya.

– Ach, tak, mój syn tam wyjechał, pracuje jako spawacz. Poznał Polkę, zrobił jej dziecko, a tymczasem tutaj czeka żona. Ci młodzi ludzie, zawsze popełniają błędy.

Potem nastała chwila niezręcznej ciszy… Ergun nie uprzedził się jednak wcale do Polaków. Zaproponował nam nawet nocleg w swoim drugim domu, który dał nam praktycznie na własność.

– Zostańcie do piątku. Nie ma problemu! Są fatalne prognozy pogody, jak będziecie jechać, to się przeziębicie!

Pożegnaliśmy się po jednym dniu, dziękując po stokroć, ale kilometry same się nie zrobią! Jednak ciężko opisać, jak miło zrobiło nam się na tak serdeczną propozycję. Domek był obok pasieki, Ergun był domorosłym pszczelarzem. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że w tym roku miał już problemy z niedźwiedziami. Ups.

 

Ergun
Ergun

pasieka

Na szczęście w domu w razie czego była dubeltówka („nie nabita, ale naboje gdzieś znajdziecie” ;). Był też piec, do którego dostaliśmy wielki wór drewna. Wygrzaliśmy się jak nigdy i tym razem sami przygotowaliśmy sobie wielki czajnik herbaty.

grzeje-lapki

Z chatą był tylko jeden mały problem – nie było w niej prądu, ale mimo naszych protestów („nie trzeba!!!”), Ergun na szybko zmajstrował akumulator samochodowy i inweter…

akumulator

Bardzo, bardzo cieszymy się, że tym razem ruszyliśmy w trasę rowerem. Dwa lata temu, obskakując na szybko większość tureckich atrakcji turystycznych autem, nie mogliśmy nawet liczyć na odrobinę takiej gościnności i wszędzie było tylko „Heloł maj friend, mani, maniii!” Fajnie było poznać ten kraj z zupełnie innej perspektywy. Choć oczywiście i tym razem natykaliśmy się na typowych cwaniaków-wyłudzaczy, ale mając w pamięci takie historie, człowiek nawet specjalnie się tym nie wkurza, tylko macha ręką i po prostu jedzie dalej!

Jedna odpowiedź do “Turcja: Kocham ten kraj!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *