Laos: proszę, nie spiesz się

laos-3Lao P. D. R., czyli Please Don’t Rush – to hasło z Wiki Travel doskonale podsumowuje ten kraj, bo ani ta republika do końca ludowa, ani tym bardziej demokratyczna.

Wszyscy za to są tutaj totalnie wyluzowani, nigdzie się nie spieszą, snują się leniwie po wioskach, słuchają muzyki, czasem tańczą, a po robocie leniwie drzemią sobie w hamakach. Wczuliśmy się w klimat. Pierwszego dnia w Laosie zasiedliliśmy bambusową altankę, w której w sezonie odpoczywają zbieracze bananów. Namiot zwinęliśmy spod niej następnego dnia o szesnastej. Ile przejechaliśmy tego dnia kilometrów – wstyd pisać.

laos-1laos-12laos-17Tylko jak tu się spieszyć? Wreszcie nie goni termin wizy, a przyroda wokół jest tak piękna. W końcu nikt przeraźliwie nie trąbi, nikt się nie pędzi, tak jak w Wietnamie, czy w Chinach. Laotańska droga krajowa do Savannakhet jest prawie pusta, tylko garstka obywateli ma środki finansowe i transportowe przystosowane do dalekich wojaży. Można nagniatać środkiem drogi obok siebie, rozmawiać, wyluzować się. Można stać na środku głównej arterii i rozglądać się po okolicy. Samochody poczekają i to nawet w większym mieście jakim jest Savannakhet. W Hanoi byłoby to samobójstwem.

laos-7Poza miastem, które i tak wygląda bardziej jak przerośnięta wioska, wszędzie wokół dzicz i las. Od deszczowej dżungli, po wypalony słońcem żółto-pomarańczowo busz wyrastający z soczyście czerwonej ziemi. Ach, przypomina się Australia, do której tym razem pewnie nie uda nam się już dotrzeć. A my przecież dokładnie tego potrzebujemy – pięknych miejsc do rozbicia namiotu, czekających na nas za każdym zakrętem. Kiedy wieczorem na owym namiocie pojawia się gruba warstwa wilgoci, nasza radość jest nieskończona. Jak mawia stary góral Janek, oznacza to wyż, słońce i niebieskie niebo. Sprawdzało się nad polskim morzem, sprawdziło się i w Laosie. Piękna słoneczna, wyżowa pogoda przywitała nas następnego dnia i jak na razie nie odpuszcza. Odpukać! Już raz w północnym Wietnamie cieszyliśmy się, że uciekliśmy zimie i z Hanoi wysłaliśmy większość naszych ciepłych rzeczy. Następnej nocy zaczęły się boje o jeden ostały śpiworek. Było pięć stopni. Do tego pochmurnie i deszczowo.

Po dwóch miesiącach walki z deszczem mamy już go serdecznie dość. Zamiast cieszyć się drogą zastanawialiśmy się, jak schować się przed kolejną ulewą. Nawiasem mówiąc, ostatni nocleg pod mostem zaliczyliśmy pod jedną z nielicznych wietnamskich obwodnic. Towarzyszyło nam dwoje sympatycznych młodych ludzi. Poczęstowaliśmy ich mandarynkami. Sądząc po porozrzucanych tu i ówdzie strzykawkach, byli amatorami laotańskiej heroiny. Drodzy rodzice, nie tacy ci narkomani straszni. Nie zjedli nas, nie okradli, a nawet wskazali zejście do pobliskiego jeziorka, dzięki czemu mogliśmy znaleźć kolejne dziury w naszych sfatygowanych rowerowych dętkach.

W Laosie nie musimy się już chować pod mostami, zresztą nie mają ich tutaj zbyt wiele. Nie ma tu także zbyt dużo fabryk, przemysłu i innego smrodu. W końcu można oddychać pełną piersią i czuć zapach pobliskiego lasu. Laos momentami przypomina nam Azję Centralną – Tadżykistan, Uzbekistan czy Kazachstan. To uczucie podróżniczego luzu i wolności! Zasypiasz po kolejnej sesji gawędzenia przy ognisku, o tym jak to będzie po powrocie i jak fajnie jest teraz. Zanim zaśniesz, wsłuchujesz się w coraz to bardziej egzotyczne ptasie śpiewy. Budzisz się widząc przemykające obok namiotu łasice, czy szturmujące nasz biwak stado bawołów. Wcale nie chcesz szybko się zwijać i jechać dalej, tylko pobuszować trochę po okolicy pieszo, podglądać przyrodę i trzaskać kolejne zdjęcia.

laos-8laos-14laos-16W jednym z takich pięknych miejsc zasmakowaliśmy też niestety radosnego laotańskiego naciągactwa i korupcji. Jednej nocy o północy obudziły nas reflektory samochodu. Samochodu dodajmy cywilnego, z którego wysiadło trzech równie cywilnie ubranych mężczyzn. Po angielsku znali tylko „We Lao Police. Papers Please”. Byłem tak zaspany, że nie wiedziałem w ogóle co się dzieje. Na szczęście zawsze czujna i ogarnięta Mażna zbyła panów jednym zdaniem „Hey, but you don’t look like policemen”. Usłyszawszy to cała wesoła gromada momentalnie wpakowała się do auta i odjechała. Muszą jeszcze popracować nad naciąganiem białasów metodą „na policjanta”.

Acha i byłbym zapomniał. Powolny temperament i wieczny buddyjski spokój Laotańczyków może też wkurzać. Zwłaszcza, gdy wejdziecie do przydrożnej garkuchni naprawdę ujechani i wygłodzeni. O nie proszę państwa, Laos to nie McDonald’s. Tutaj, żeby obsługa w ogóle się nami zainteresowała, trzeba się nieźle napocić i naprosić. A i tak wszystko na marne, bo za chwilę zapomną o tym, że coś zamawialiśmy.

laos-6laos-18To jednak oczywiście mało istotne pierdoły. Decyzja, aby nie przedłużać wizy wietnamskiej i czmychnąć na zachód do Laosu, jest jedną z lepszych podczas tego wypadu. Laos jest dokładnie taki, jaki zapamiętałem z pewnej fotki zrobionej przez znajomych. Ciepły, skąpany w słońcu, pozytywny i cudownie leniwy. Oby tak dalej do granicy z Kambodżą. Już raz rozpływaliśmy się tak parę dni po przekroczeniu granicy chińsko-wietnamskiej, a po miesiącu miny nam trochę zrzedły. Może to już po prostu lekki przesyt Azją i podróżowaniem? Mam nadzieję, że nie, i dalej w ten Laos naiwnie wierzę.

laos-13laos-4

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *