Pamir. Jesteśmy w rowerowym raju

moje-goryJedziesz, jedziesz, ciągle w górę, mijasz setny tego dnia zakręt i nagle pojawia się on. Pamir. Majestatyczny, śnieżno-lodowy masyw. Tego momentu na trasie nie zapomnę długo.

Od razu człowiek dostaje wiatru w żagle – podjechać jeszcze kawałek, zobaczyć jeszcze lepszy widok. W uszach cover Knockin’ On Heaven’s Door, na łydkach ciarki, w oczach łzy. I w końcu jest – perfekcyjny kadr na tę długo wyczekiwaną świątynię natury.

Usiadłem na kamieniu, zdjąłem słuchawki. Wszędzie dookoła ciiisza, jak makiem zasiał. Nasłuchuję dobrą minutę. Ocho, gdzieś niedaleko przeleciała mucha, a pamirskie świstaki już mnie wypatrzyły z oddali i charakterystycznym gwizdem ostrzegają siebie nawzajem przed intruzem. Układam się wygodniej na krawędzi kamienia. To moje prywatne, najlepsze kino na świecie, mimo że akcji niewiele i kadr wciąż ten sam. Siedzę w bezruchu i gapię się tak dobre półtorej godziny – szczęśliwy, nie trzeba mi nic więcej.

mazna-janek

 

swistak

 

rowerki
Potwierdzamy: nie ma ciszy i spokoju w tych górach. Wszędzie ci rowerzyści!
mazna-konstanty-przelecz
Maruderzy wjechali na przełęcz 😉

6 odpowiedzi do “Pamir. Jesteśmy w rowerowym raju”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *