Powrót do rzeczywistości

A co tam u nas po powrocie? Którą drogą poszliśmy i czy już się ogarnęliśmy? – pytają nas wszyscy przez ostatnie miesiące. Czasem z lekkim przekąsem. Co tu dużo gadać, nie jest to najprzyjemniejszy temat dla powracających z długiej podroży. No, ale spróbujmy.

Będąc w drodze przyzwyczailiśmy się do życia chwilą. Ile to mieliśmy dni, gdy po prostu rajcowaliśmy się otaczającą nas przyrodą, słońcem i największą naszą troską było to, gdzie wieczorem rozbijemy namiot. I nagle po 474 dniach w drodze znaleźliśmy się w rodzinnych domach. Z dachem nad głową, jedzeniem na talerzu, w środku całkiem ładnego polskiego lata. Każdy dzień mijał tak samo. Największą atrakcją był wypad na pobliską górę albo do lasu. Rany, jak tu pięknie i zielono! Wystarczy wyskoczyć kawałek za miasto na rowerze, uwalić się w krzakach i czytać książkę, albo po prostu patrzeć w niebo. Super – nic więcej nie trzeba. „- Masz pieniążek, zrób coś ze sobą, kup sobie coś. – Nie trzeba, ja przecież wszystko mam!” I tak po tygodniu znajdowałem pieniążek nietknięty w kieszeni.

Tylko ile można tak bimbać w środku miasta, nie ruszając się nigdzie? Ja, w stanie niczym niezmąconej bezproduktywności, wytrzymałem trochę ponad miesiąc. Dobry to był czas, nie żałuję. Mogłem dobrze sobie wszystko przemyśleć, spróbować kilku opcji i przekonać się, że rzeczy, które w drodze bardzo się idealizuje, już na miejscu wcale takie fajne nie są. Wszystko jednak bez nerwów, powoli. Mażna z kolei od razu skoczyła na głęboką wodę przez co zderzenie z rzeczywistością miała nagłe i dużo bardziej bolesne. Nie próbujcie tego w domu. Po dłuższej podróży lepiej wracać do „życia”na spokojnie.

W końcu jednak i na mnie przyszła kolej, aby wziąć się za coś konkretnego. Gdy już się wróci, to przecież „nie wypada” nie robić nic. Na każdym kroku ma się to uczucie, że wszyscy patrzą na ciebie dziwnie, a już z pewnością mało kto ciebie rozumie. I nie chodzi tu tylko o pracę, ale chyba o ogólne podejście do życia. Po powrocie mamy problem z odnalezieniem się w nowym – starym otoczeniu. Chciałoby się stanąć na środku ulicy i krzyknąć: patrzcie, jak bardzo dzięki tej podróży się zmieniłem! Ile widziałem, czego doświadczyłem, ile teraz wiem o świecie! Pytanie tylko, kogo to obchodzi. My tu robimy dzieci, PKB, kupujemy samochody, mieszkania, zajmujemy się poważnymi sprawami.

1148976_10152452703117741_1390294157980446936_n

No dobra, czas się więc dostosować i też trochę na nowo ucywilizować. Chyba największym motywatorem, aby w końcu pójść do pracy, był fakt, że chcieliśmy w końcu na nowo wynająć wspólne mieszkanie. Tak, mieszkanie. Już nie namiot pod mostem. I tutaj pojawiło się magiczne słowo: płacić. A skoro płacić, to trzeba też zarobić. We wrześniu z mizernym skutkiem próbowałem pracować z domu, aby po kolejnym miesiącu trafić za biurko. Przeprosiłem się z branżą, w której da się zarobić jakieś godziwe pieniądze (hello IT!) i z dnia na dzień wylądowałem znów w starym sprawdzonym schemacie praca-dom.

I co, warto było się tak szarpać z wyjazdem na 16 miesięcy, skoro i tak wracamy potem do punktu wyjścia? Ha, dobre pytanie. Warto! Chyba warto… Choćby dla tego, co zostaje w głowie. Dla dystansu, spokoju ducha i uśmiechania się na polskie codzienne „wielkie problemy”. Teraz częściej myślimy: „a co to dla nas, nie takie rzeczy się robiło”. Dzięki podróży wiemy też dobrze, co tak naprawdę najbardziej nas w życiu kręci. A, że nie ma to żadnej namacalnej wartości i nikt tego nie rozumie? Cóż, gdy ktoś mocno zafiksuje się na podróże, raczej nie uniknie łatki outsidera.

Jedno jest pewne: gdy już w to wdepniesz, będziesz chciał uciec od codzienności jeszcze raz, i jeszcze raz… I nie musi być to od razu jakaś wielka wyprawa. Godzina w parku codziennie w drodze do pracy może zdziałać cuda, a weekend spędzony w lesie daje najlepszą ulgę po całym tygodniu jaką tylko możemy sobie wymarzyć. A czy myślimy o kolejnych dalszych wypadach? Pewnie, ale raczej nie aż tak długich. Gdzie to my już nie byliśmy palcem po mapie? Północ Kanady, Kazachstan, Syberia, Mongolia, Norwegia, Namibia, Altiplano. Na jednej ścianie mamy wielką mapę świata, na drugiej Uluru, a na trzeciej księżycowy krajobraz Pamiru. Łatwiej będzie nam przezimować w takim otoczeniu. I oby, proszę państwa, do wiosny!

A na koniec trochę słońca i kolorków. Tak się jakoś dziwnie złożyło, że tylko z jednego wiecznie słonecznego kraju. Dla odmiany od wszechobecnej ostatnio szarości. Prosimy nie regulować monitorów.

outback-australia-zachodnia-pilbara outback-australia-zachodnia-czerwono-zielona outback-australia-zachodnia outback-australia-highway

pilbara-australia-outback
australia-zachodnia-karijini-national-park australia-outback-niebieskie-niebo australia-busz-terminitera

28 odpowiedzi do “Powrót do rzeczywistości”

  1. No właśnie tak sobie czasem myślę, jak to jest po powrocie.. chwila radości a potem tęsknota.
    A w tym kraju ze zdjęć to nie planowaliście trochę pozarobkować?

    1. Myśleliśmy intensywnie, zwłaszcza jak zobaczyliśmy centrum Perth… Nie chcieliśmy jednak roboty w knajpie, czy na farmie gdzieś w outbacku. Załatwić coś konkretniejszego w Perth już tak łatwo nie jest, a ofert wcale nie ma tak dużo. Najwięcej w branży wydobywczej. Spotkaliśmy jednego Polaka, który dostał robotę w IT z wizą na zaproszenie (to ma też jedną wadę – wiąże silnie z jednym pracodawcą, który ma nasz los w swoich rękach). Załatwienie tego zajęło mu długie miesiące rekrutacji i formalności. Wymaga to już raczej decyzji o emigracji na poważnie.

  2. Zbieramy się i zbieramy by też o tym napisać ale niestety, jak sami wiecie, nie jest to takie łatwe.Teraz jesteśmy w fazie ogarniania świata i próbowania nowych rozwiązań i pomysłów na życie, jak wyjdzie zobaczymy później :). Jedno wiemy – ta podróż nieźle namieszała nam w głowach a jej skutki są tylko pozytywne! A tak w ogóle to zgadzamy się z Waszymi przemyśleniami i doświadczeniami w 100% 😀 Cieszymy się, że nie tkwimy w tym sami. Trzymajcie się!!

    1. Marcin – no dobra, smaczkiem jest np. to, że przez pierwsze dni, jak się człowiek nie wyjeździ albo nie wybiega, to za nic w świecie nie można zasnąć. Trzecia, czwarta nad ranem i nic. Potem 10h przed kompem skutecznie leczy tę przypadłość 😉

  3. Hah, mam to samo za każdym razem jak wracam. Co prawda to tylko 2 vs Wasze 16 miesięcy, ale i tak czuję się dziwnie w swojej starej-nowej rzeczywistości. Trzy dni w domu i chce jechać znowu i znowu, ale do pracy iść trzeba, ale jechać się chce, ale do pracy trzeba, ale… Masakra … 🙂

  4. nie poddawajcie się czarnym myślom, jeżeli kogoś gna po świecie, to już gnać będzie, to da się leczyć tylko po co 🙂
    dzięki za australijskie widoczki… jak dożyję to będę tam pod koniec lutego… z rowerem oczywiście
    pozdrawiam

  5. Rozumiem ból. Sądzę, że wszyscy, którzy dotknęli bakcyla podróży na rowerze go mają. Nie można nie mieć.
    Taaaa… to jest ta Australia, której mi TEŻ brakuje. Fajne fotki, bardzo motywujące. Wracam tam… ! 😉

  6. Od prawie lol roku jestem w Polsce. Wróciłam po 3.5 roku w Azji gdzie mieszkałam, pracowałam i podróżowałam. Miałam zostać tylko na 3-4 miesiace a tu w perspektywie jeszcze 2 przede mną. Wszystko dzieki urzędom imigracyjnym i przepisom wizowym.
    Wrócić do ‚normalnej’ rzeczywistości było cieżko a jeszcze ciężej zdać sobie sprawę ze teraz tak trzeba regularnie funkcjonować. I czasem w natłoku spraw, pracy i obowiązków gdzieś uciekają te wspomnienia z podróży. Czasem spotykając sie ze starymi znajomymi łapie sie na tym ze oni nie do końca rozumieją przez co przechodzę będąc na ‚odwyku podróżowym’ albo nie do końca rozumieją o czym ja w zasadzie mowię gdybopowiadam o podrozach. Ale tak jak mowisz, było warto i tego nikt Man nie zabierze. Zatem pozostaje nam pielęgnować wspomnienia i planować nowe 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *