Tysiąc szklanek herbaty – recenzja książki

DSC02618sPamiętacie takie książki, dzięki którym można było przeżywać przygody na drugim końcu świata, nie ruszając się z fotela? Pewnie uzbierało by się tego trochę. Seria Alfreda Szklarskiego o dzielnym Tomku w krainie kangurów, na czarnym lądzie, na tropach Yeti, potem Juliusz Verne – ach, to były historie, wciągały bez reszty. Czytając te książki w dzieciństwie, myślałem sobie – kurcze to musi być strasznie fajne tak włóczyć się po świecie. Teraz jesteśmy o krok od spełnienia tych dziecięcych marzeń, zdecydowaliśmy się, aby postawić wszystko na jedną kartę, a pomogła nam w tym też jedna szczególna książka.

Na „Tysiąc szklanek herbaty” Roberta Maciąga natknęliśmy się, zanim jeszcze ustaliliśmy trasę naszej podróży. I co tu dużo mówić, książka zainspirowała nas do tego, by pojechać jego i Ani śladami. Lektura ma w sobie to coś, dzięki czemu momentami mogliśmy poczuć się jak Marco Polo, wędrujący w XIII wieku wzdłuż Jedwabnego Szlaku, traktu handlowego łączącego Europę z Dalekim Wschodem. Co kilka stron schodziliśmy jednak na ziemię, uświadamiając sobie, że przecież to się działo całkiem niedawno, a główni bohaterowie to para zakręconych ludzi z Polski, którzy brną przez pustynię nie na wielbłądach, tylko na rowerach. Łatwo wczuć się w ich skórę, nie wydali przecież fortuny na hotele i prywatnych kierowców, jak wielu autorów uznanych reportaży.

„Tysiąc szklanek” pomaga nam też chwilę później, gdy pojawia się strach i mnóstwo wątpliwości. Dowiadujemy się np. jak mimo wszędobylskich upierdliwych tajniaków, policjantów i urzędników na karku rozbić namiot w środku parku, w jednym z syryjskich miast. Lektura „Tysiąca szklanek herbaty” przywraca wiarę w to, że ludzie z natury są dobrzy. Potrzebujesz wody na środku irańskiej pustyni? Pokaż pustą butelkę nadjeżdżającemu kierowcy, a oprócz niej dostaniesz jedzenie, propozycję podwózki, zaproszenie na herbatę czy nocleg. Nawet w najcięższych tarapatach w końcu znajdzie się ktoś, z kim damy radę się dogadać i wszystko skończy się dobrze. Taką przynajmniej mamy nadzieję.

Szczególnie ujmujący jest rozdział, który opisuje spotkania z mieszkańcami Pamiru, najwyżej położonego i najbiedniejszego regionu Azji Centralnej. Najbiedniejszego, ale i najbardziej gościnnego, mimo iż jego mieszkańcy nie mają wiele do zaoferowania ponad tradycyjną „lepioszkę” i tytułową szklankę herbaty. W książce przeczytacie też, jak Ania i Robb rewanżowali się za tę gościnność, i nie chodzi tutaj o proste wręczanie gotówki, co tym bardziej pokazuje, że autorzy „czują” tamte rejony świata. Dzięki temu, oprócz wciągającej relacji z podróży, dostajemy też porcję historycznych ciekawostek i własnych przemyśleń. To wszystko bez zbędnego nadęcia czy podróżniczego snobizmu, od którego czasem aż ociekają mocno promowane serie książek znanych podróżników-celebrytów. Właśnie to, jest w książce Robba najlepsze. Jego opowieści nie potrzebują „podkręcania” i sztucznego pompowania niesamowitości. Zamiast tego, znajdziecie w nich pokaźną dawkę dystansu i poczucia humoru. Nie będziemy spalać konkretnych anegdotek, ale serio – momentami śmialiśmy się do rozpuku.

„Tysiąc szklanek herbaty” czytaliśmy wspólnie wieczorami, na głos, prawie jednym tchem. I z pełnym przekonaniem rekomendujemy właśnie to rozwiązanie: czytanie na głos! Absolutnie genialny jest sposób, w jaki Robert Maciąg rozmawiał z napotkanymi ludźmi, a także – jak te rozmowy udokumentował w książce. Świetnie czyta się nie tylko odtworzone z pamięci dialogi, ale przede wszystkim kwestie, które Robert umiejętnie wplótł między wierszami. A to już dowód na to, że autor jest naprawdę świetnym obserwatorem, potrafiącym wychwycić sens wielu pozornie nieistotnych słów czy gestów.

Krótko mówiąc: „Tysiąc szklanek herbaty” gorąco z Marzeną polecamy, ale i ostrzegamy – książka bardzo pozytywnie nakręca i może się okazać, że po ukończeniu też będziecie się zastanawiać, skąd wyczarować przynajmniej pół roku urlopu…

3 odpowiedzi do “Tysiąc szklanek herbaty – recenzja książki”

  1. Bardzo trafna recenzja, miałam te same wrażenia i odczucia czytając ją. A film Pieśń o pamirze pomogł przetrwać ciężką zimę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *