Namiot na długą podróż – jak wybrać i jak dbać? Poradnik

Jak dotąd dwa razy mierzyliśmy się z tym trudnym wyborem. Potem – już w podróży – mieliśmy mnóstwo czasu i okazji, by z konsekwencjami tego wyboru się mierzyć, i namiot testować, testować… W tym wpisie zebraliśmy wszystkie nasze obserwacje na temat naszych dotychczasowych dwóch lekkich namiotów Vaude Taurus i MSR Hubba Hubba.

Na wstępie – czego oczekujemy od naszego namiotu?

Każdy musi zadać sobie to podstawowe pytanie. Jaki ma być charakter naszej podróży? W jakich warunkach będziemy rozbijać namiot? Jakie są nasze priorytety, a w jakich sprawach jesteśmy gotowi iść na kompromis?

W naszym przypadku wyglądało to tak: nasza podróż miała być aktywna, wielomiesięczna, warunki pogodowe – zmienne. W związku z tym szukaliśmy namiotu trzysezonowego, wytrzymałego  i dobrej jakości. To miał być nasz tymczasowy dom, zapewniający możliwie dużo komfortu, stabilności i bezpieczeństwa bez względu na okoliczności przyrody. Mieliśmy w nim odpoczywać i spokojnie spać, a nie drżeć o trwałość konstrukcji przy byle podmuchu. Wreszcie – zapewniając te wszystkie cechy, namiot na naszą długą podróż miał być lekki i składać się do niewielkich rozmiarów pakunku.

Wybierając namiot od razu odrzuciliśmy wszystkie o wadze powyżej 2 kilogramów – i co się z tym ściśle wiąże – wszystkie modele o cenie poniżej 1000 zł. Wielkie, ciężkie konstrukcje zostawmy osobom podróżującym samochodem, dla których waga i gabaryty nie mają aż takiego znaczenia, jak w przypadku podróży z plecakiem czy na rowerze.

Nasze namioty:

Vaude Taurus Ultralight UL

namiot Vaude Taurus Kirgistan

namiot Vaude Taurus Chiny bambusowy las

To był nasz pierwszy porządny namiot. Po przesiadce ze starego, topornego, ważącego tonę iglo, byliśmy zachwyceni tym, jaki postęp dokonał się przez lata w turystycznym szpeju. Ultralekki stelaż, sprytna konstrukcja, kosmiczny, cieniutki materiał, z którego wykonany był tropik i podłoga – wow!

Ten zielony namiot przejechał z nami Azję i kawałek Australii. Przeżył ulewy, płynące pod nami potoki, silne wiatry na stepie, cyklon. W Wietnamie jacyś ludzie wycieli w nim kilkucentymetrową dziurę. (Zakleiliśmy – a jakże! Taśmą!) Po 16 miesiącach nadal nadaje się do użytku, jeździmy z nim po Polsce, ale jest już mocno sfatygowany.

W jakim stanie jest namiot po 16 miesiącach?

Tropik:
Cudowny, ultralekki materiał długo zachwycał nas swoją wodoodpornością. Niestety nic nie trwa wiecznie. O ile na początku woda spływała po powierzchni wielkimi kroplami jak po kaczce, o tyle z czasem materiał tracił swoje właściwości, i zaczął chłonąć wodę. Po tylu miesiącach materiał z zewnątrz wygląda na sfatygowany, są lekkie przetarcia, ale nadal nic się nie podarło.

Podłoga:
Początkowo nie przeszkadzały jej płynące pod nami potoki wody. Ale po roku, w czasie jednej z ulew w Tajlandii, gdy rozbiliśmy się na jakimś nieodprowadzającym wodę podłożu, w środku dosłownie pływaliśmy i wszystko mieliśmy mokre.

Stelaż:
Po kilku miesiącach zauważyłam, że końcówki rurek zaczęły lekko pękać i kruszyć się – profilaktycznie oklajstrowałam je mocną taśmą. Skuteczne, ale do czasu. Zmęczenie materiału nastąpiło po roku.  Którejś bezwietrznej (!) nocy w Tajlandii obudziło nas ciche “trach” . Na szczęście właśnie dla takich chwil wieźliśmy dołączony do namiotu kawałek zapasowej rurki. Z tak naprawionym stelażem namiot przetrwał jeszcze australijski cyklon…

jaki-namiot-na-dluga-podroz-6

Ekspres w drzwiach do sypialni:
Po około roku zaczął się psuć. W Malezji poszliśmy z tym do krawcowej, która wszyła nowy. Szczelnie zamknięta sypialnia to przecież podstawa przetrwania w Australii…

Śledzie:
Cóż, wszystkie mocno się powyginały 🙂

Zalety:

  • Niska waga! (1,8 kg)
  • Ekspresowo się stawia – połączenie sypialni i tropiku. Ogromna zaleta, gdy trzeba się rozbijać na wietrze czy w deszczu!
  • Odporność na wiatr – ale tylko, gdy namiot stoi przodem do wiatru
  • Zielony, maskujący kolor (ale intryguje trawożerne zwierzęta hodowlane…)
  • Ciepły, szczelny – tropik prawie dotyka ziemi. Dobrze sprawdza się tam, gdzie jest zimno
  • Dość wysoki – w środku swobodnie można siedzieć
  • Dobre wykonanie, wysokiej jakości materiały
  • Ekspresowo schnie – zarówno na wietrze, jak i na słońcu
  • Ciekawa konstrukcja stelaża. Stelaż zabezpieczony i poprowadzony w materiałowej osłonce
  • Grzyboodporność 😉 Raz przez nieuwagę zapomnieliśmy wysuszyć namiot, i leżał zmoczony w sakwach przez 10 dni (!) w czasie, gdy byliśmy w Hong Kongu. Po wyciągnięciu okazało się, że owszem, namiot jest mocno zatęchły, ale grzyb zalągł się tylko na drzwiach do sypialni, wykonanych z jakiegoś “zwykłego” materiału. Na szczęście dało się to wyprać. Podłoga i tropik były nietknięte, grzyb najwyraźniej nie trzyma się tych kosmicznych materiałów.

Wady:

  • Konstrukcja gorzej znosi boczne wiatry
  • Kiepska wentylacja, siatka tylko na połowie drzwi od sypialni, brak przewiewu, w tylnej części namiotu często gromadziła się wilgoć
  • Nie można zdjąć tropiku i spać w samej sypialni
  • Ciemny tropik + kiepski przewiew = piekarnik w gorącym klimacie. To nie jest namiot na Tajlandię! W tropikach ratowaliśmy się, śpiąc przy otwartym wejściu
  • Nie jest w stu procentach wolnostojący (ale wystarczy kilka kamieni)
  • W środku mało miejsca na bagaż – duże sakwy czy plecaki nie zmieszczą się
  • Niewielki przedsionek – tutaj też niewiele można schować

MSR Hubba Hubba NX

namiot msr hubba hubba islandia

namiot hubba hubba islandia

To bardzo popularny namiot, który już wcześniej rozważaliśmy przed naszym długim tripem, jednak wtedy zdecydowaliśmy się na propozycję firmy Vaude. Hubbie daliśmy drugą szansę, planując wypad na Islandię, bo nasz stary sfatygowany namiot mógłby sobie nie poradzić. I chociaż jak dotąd Hubbę Hubbę używaliśmy tylko przez miesiąc, to jednak islandzka pogoda zapewniła nam naprawdę “dobre” warunki do testów w postaci choćby lejącego całą noc deszczu czy silnego, porywistego wiatru.

Zalety:

  • Niska waga (1,7 kg)
  • Bardzo dużo miejsca w środku, przestronnie, mieści się dużo bagażu
  • Dwa wejścia! Nigdy więcej deptania sobie po głowie w czasie operacji wchodzenia do namiotu!
  • Dwa przedsionki – jeszcze więcej miejsca na rzeczy!
  • Wersja z jasnym tropikiem – sprawia, że w środku jest dużo światła (producent proponuje też maskującą wersję zieloną)
  • Duża odporność na wiatry wiejące z różnych kierunków
  • Możliwość oddzielenia sypialni od tropiku – tej opcji bardzo, bardzo brakowało nam w poprzednim namiocie!
  • Bardzo dobra wentylacja, ściany sypialni niemal w całości z siatki – namiot świetny na gorący klimat, choć na chłodnej Islandii też dawał radę
  • Konstrukcja wolnostojąca

Wady:

  • Wersja z jasnym tropikiem – kiepsko się kamufluje, tropik nie chce szybko schnąć na słońcu
  • Dłużej się rozstawia, niż konstrukcja firmy Vaude. Jedna osoba musi się nagimnastykować, najlepiej robić to we dwójkę
  • Aż tak dobra wentylacja w chłodniejszym klimacie jest jednak wadą – do środka wpada więcej wiatru. Oczywiście dobry śpiwór to podstawa, ale widzieliśmy kiedyś zmarźlucha-desperata, który doszył do tych siatek kawałki materiału…
  • Tropik nie przylega do ziemi, za to miejscami przylega do podłogi sypialni! Efekt – zacinający deszcz pada bezpośrednio na podłogę. Po miesiącu w takich newralgicznych miejscach namiot zaczął nam przeciekać…
  • Tropik rozciągnięty bezpośrednio na stelażu bardzo trzeszczy na wietrze. Potencjalnie – po długim czasie użytkowania materiał może się przetrzeć w miejscach styku
  • Po zaledwie miesiącu użytkowania końce rurek stelaża są już lekko wyszczerbione!

Jaka rekomendacja?

Nie ma konstrukcji idealnych. Każdy model ma swoje wady i zalety, ale oba są bardzo przyzwoite. Są dobrze wykonane, z podobnych materiałów. Osiągnięcie tak niskiej wagi obu modeli jest niesamowite, ale chyba powoli dochodzimy do granicy – czy można dalej odchudzać stelaż, zachowując jednocześnie dobrą wytrzymałość? Z kolei magiczne, opatentowane, niemal przeźroczyste tkaniny nigdy nie będą w 100% wodoodporne, jak kawał grubej folii czy innego pancernego (i ciężkiego) pokrycia.

Nasz zielony Vaude Taurus jest już starą konstrukcją – w międzyczasie firma Vaude wypuściła nową wersję tego modelu, wprowadzając kilka ulepszeń i jeszcze nieco schodząc z wagą. Byliśmy ciekawi, jak zaprezentuje się ulepszony model, ale ostatecznie pokusiliśmy się na MSR Hubba Hubba.  Przeprowadzka bardzo pozytywnie nas zaskoczyła – przy niższej wadze – jeszcze więcej miejsca w środku! Nasza Hubba Hubba to już kolejna, chyba trzecia wersja tego bestsellerowego modelu.  Ma jednak kilka słabych punktów, jak choćby tropik przylegający w kilku miejscach do podłogi.

Na koniec kilka biwakowych rad

W długiej podróży, w trudnych warunkach, nawet najlepszy namiot będzie się zużywać. Jak przedłużyć żywotność namiotu?

Koniecznie dodatkowa podłoga!
Zabezpiecza delikatny materiał przed nieprzyjaznym podłożem i daje dodatkową ochronę przed wodą. Każdy z producentów oferuje własną podłogę dopasowaną do modelu namiotu. My jednak wybraliśmy opcję “po taniości” – za dodatkową warstwę służyły nam najpierw… pocięte ruskie torby, a potem – grubsza folia budowlana. Przy rozkładaniu folii warto pamiętać o drobnym szczególe – jej brzegi zawijamy i wsuwamy pod namiot, bo inaczej deszcz wpłynie między folię a sypialnię, i zrobi się jeziorko.

Impregnat
Gdy materiał zaczyna tracić swoje cudowne właściwości, warto się wspomóc impregnatem w sprayu. Niestety impregnat też się wyciera, więc regularnie trzeba nakładać kolejną warstwę.
Dokładne suszenie namiotu
Współczesne namioty robione są z materiałów, które dość szybko schną i nie łapią łatwo grzyba, ale lepiej nie badać granic ich wytrzymałości 🙂 Nawet jeśli rano trzeba się zwijać w deszczu, w ciągu dnia warto znaleźć chwilę by go przewietrzyć.

jaki-namiot-na-rowerowa-podroz-4
Pierwsze krople deszczu na naszym pachnącym nowością namiocie

Uważne wybieraj miejsce na namiot
Warto dokładnie podreptać po okolicy i sprawdzić, skąd wieje wiatr, poszukać miejsca możliwie osłoniętego. Dobrze jest poznać mocne i słabe strony konstrukcji i ustawiać namiot względem wiatru tak, by namiot lepiej sobie radził. Lepsze namioty przetrwają nawet bardzo silne podmuchy, ale po pierwsze – warto oszczędzać sprzęt, by dłużej był jak nowy, po drugie – trudno się zasypia w namiocie tarmoszonym przez wiatr. Wybierając miejsce, koniecznie trzeba też uważać na ostre kamienie i roślinki – na przykład na takie sympatyczne mimozowate azjatyckie pnącze, które ma gałązki pokryte bardzo ostrymi kolcami.

jaki-namiot-na-rowerowa-podroz-3
Na tej przełęczy w środku Islandii nie było to trywialne, ale udało się! Znaleźliśmy jedno jedyne spokojniejsze miejsce – ta kupa kamieni całkiem dobrze chroniła przed strasznym wiatrem!

A wy?

Testowaliście te same konstrukcje, czy polecacie zupełnie inne? Jakie są Wasze opinie?

A może macie już swój idealny namiot?

W takim razie życzymy samych komfortowych nocy i samych zachwycających miejscówek 🙂

23 odpowiedzi do “Namiot na długą podróż – jak wybrać i jak dbać? Poradnik”

  1. Bardzo dobry tekst o namiotach. Nieźle sie czyta a takie szczegóły jak zwrócenie uwagi na pracujący tropik na stelażu oznacza niezłe doświadczenie 😉
    i standardowa folia pon namiot 😀 ( zwiększa co prawda wagę ale czy miescie sie w opakowaniu tych namiotów czy już jakoś inaczej to wozicie? )

    1. właśnie zastanawiałem się nad takim rozwiazaniem z dłuższymi plecakowymi wędrówkami… bo stety, niestety podłogi w nowych namiotach są strasznie cieńkie wręcz delikatne ale za to duzo lżejsze…

  2. My testowaliśmy willę namiotową;) Ale przy rozmiarach 2×2,40 m, waga niecałych 3 kg daje radę. I co najważniejsze mieści czterech rozbrykanych osobników i dwumetrowca, który może w nim spokojnie usiąść, a chyba nawet klęknąć. My również stosowaliśmy system podwójnej podłogi „po taniości”, co niestety zaowocowało plantacją grzyba, którą zahamowaliśmy, niemniej jednak coś się na podłodze wykluło… Ale tak czy siak, po 7 miesiącach, dzień w dzień rozbijania (w sumie pewnie koło 100 razy), ciężkich testach nie tylko wiatrowych, ale również ostrych skoków po ścianach w wykonaniu Kajtka, to to, że nadal go używamy i jest w bardzo dobrym stanie Big Agnes model Jack Rabbit 4 poradził sobie z nami!:) A wkrótce i u nas tekst o namiocie, więc jeśli ktoś szuka większych rozmiarów zapraszamy:)
    Dzięki za wpis.

    1. Całkiem niezła waga jak na taką willę! Gotowaliście też w środku?
      Jak to się stało z tym grzybem, i dlaczego to efekt taniego rozwiązania? Nasza podłoga to była połać całkiem porządnej folii budowlanej, trudno mi sobie wyobrazić, by cos miało na miej wyrosnąć? A może użyliście jakichś folii biodegradowalnych? 🙂

    1. Będą zdjęcia, filmy, dźwięki. Montuje się po nocach do 3-4, ale to sama przyjemność 🙂 Z dziećmi przy lajtowym doborze trasy i wsparciu dzielnych bike-friendly islandzkich busów da radę. Mary w plecaku, prawda?

    2. potwierdzamy! dzieci kochają Islandię. dla nich akurat deszcz nie jest zmartwieniem (nawet gdy przyczepka przecieka 😉 ). za to lodowy plac zabaw to jest dopiero wypas. że nie wspomnę o pokrytych mchem polach lawy. spokojnie kupujcie bilety na przyszłą wiosnę! zresztą, co to dla was taka tam Islandia….

  3. Przyjemnie się czyta 🙂

    Trochę dziwi mnie ten tropik w MSR Hubba Hubba. Czuję, że jeden z patentów (aluminiowe płytki, w które wkłada się pałąki) jest trochę naszym dzieckiem, bo zgłosiliśmy pomysł na takie udoskonalenie w Cascade Designs (i parę innych). A już drugi raz słyszę o problemach z tropikiem. W poprzedniej wersji Hubby Hubby (nie HP) nie było z tym najmniejszych kłopotów. Z doświadczenia polecam namioty Hilleberga (cena mrozi) – to majstersztyk składany w Estonii – każdy egzemplarz od A do Z przez jedną osobę, której imię i nazwisko jest wszyte w środku 🙂

    Trzymajcie się dzielnie – jestem ciekaw Islandii bo ciągnie w zimne!

    1. Patent z wkładaniem końcówek stelaża do tych płytek z dziurkami jest bardzo udany, więc jesli mieliscie udzial w realizacji tego pomyslu, to gratulacje!
      A co do tropiku – on trzeszczy zwłaszcza w miejscach, w których opiera się na tych plastikowych hakach trzymających sypialnię. Podejrzewam, że takie stałe ocieranie się po kilku miesiącach użytkowania może skutkowac przetarciami albo przynajmniej osłabieniem materiału w tyvh miejscach. Będziemy obserwować 🙂

      A ta firma Hilleberg – pierwsze słyszę. Ceny faktycznie mrożą, od razu człowiek przestaje się czepiać swojego dotychczasowego namiotu 🙂

      1. Ale mi nie chodziło o tarcie tropiku o stelaż tylko przyleganie tropiku do sypialni = kondensację. Tytuł wpisu może trochę wprowadzać w błąd, bo Zarówno ten Vaude jak i Hubby przeznaczone są na krótkie wycieczki na lekko (czemu przeczą doświadczenia wasze i setek innych rowerzystów na całym świecie). Razem z Agą w trakcie przejazdu przez Andy używaliśmy… 3 namiotów. Pierwszy był najlżejszy – MSR Fury. Teoretycznie namiot ekspedycyjny ale po 6 miesiącach w Patagonii nadawał się do wymiany (zamki, pęknięty pałąk, wypadające oczka do mocowania pałąków). Nasz drugi wybór to jeden z najpopularniejszych namiotów używanych w górach wysokich – Mountain Hardwear Trango 2. Pięć pałąków (!) potężny przedsionek (gotowanie) i… 5kg. Pomimo wagi i gabarytów myślę, że to wspaniały model – wytrzymał wszystkie zamiecie śnieżne w Andach – czuliśmy się w nim naprawdę bezpiecznie (a namiot dla mnie = bezpieczeństwo i niezawodność). Niestety trafił do nas wadliwy egzemplarz ze złuszczonym podklejeniem szwów w podłodze. Poza tym kilkanaście dziur po rakach też zrobiło swoje 🙂 Ostatni model to Tarra marki Hilleberg. konstrukcja zbliżona do MHW – 4 pałąki o średnicy 10mm i perfekcyjne wykonanie. Dojechał do końca i czeka na kolejne wyprawy. O tym jak wydobywaliśmy go z urzędu celnego w Peru moglibyśmy napisać krótką książkę.

        Używaliśmy też namiotów Marabuta, Marmota, MacPaca, The North Face, Ferrino, Fjallravena – trochę tego było.

        Podsumowując – w długich podróżach rowerowych namiot ma być pancerny – waga schodzi na dalszy plan.

        Zazdroszczę tej Islandii!

        1. A z jakim namiotem jechałeś na Canning Stock Route?
          Z nami to było akurat tak zabawnie, że na początku planowaliśmy naszą podróż jako plecakową, stąd nacisk na ultralekkość. A gdy już mieliśmy ten ultralekki szpej, zdecydowaliśmy się na rowery 🙂
          Wiadomo, że na rowerze ten jeden kilogram więcej nie robi AŻ TAKIEJ różnicy. Ale szczerze mówiąc byłam zaskoczona, że nasz poprzedni namiot tak długo przeżył i jeszcze niejedno z nami przejedzie.
          Co do pancerności i wytrzymałości – faktycznie, mam wrażenie, że nasz MSR na Islandii był tak na granicy wytrzymałości i cieszymy się, że dwie największe wichury spędziliśmy pod dachem, bo takich podmuchów raczej by nie przetrwał. Podejrzewam, że przy nastawieniu się na takie cięższe warunki, np. właśnie w wysokich górach, warto brać pod uwagę bardziej pancerne konstrukcje, a za tym już musi iść większa waga.

          1. Na Canningu miałem ze sobą trumnę The North Face Mica 1 (1kg) ale to była bardzo specyficzna wyprawa 🙂 A jak byliśmy z Agą w 2013 roku to zabraliśmy MSR Hubba Hubba.

    2. Hillebergi są spoko, ale żeby od razu tu taką nachalną reklamę robić? Nic tak bardzo nie zniechęca jak czytanie takich pierdół. Rozumiem, że Hilleberg was sponsoruje, że macie jakieś tam zobowiązania ale wylewanie tego poza swoim blogiem który już z definicji staje się słupem reklamowym to śmiecenie w internecie.
      Jak ktoś będzie chciał to kupi, jak nie to nie kupi. Wszędzie gdzie się logujesz wspominasz o Hillebergu i jego zaletach (robiony ręcznie w Estonii, niezniszczalny, samo się naprawiający, ekskluzywny). Może najwyższa pora, żeby potraktować Pana jako spamera i zbanować?
      Równi i równiejsi?

      1. Drogi Piotrze,

        najpierw trollujesz Łukasz Supergana za jego rzekomo coraz to bardziej reklamowy blog. Potem trollujesz mnie za niby reklamy producenta namiotów. Gdy Ci wykładam wszystko kawa na ławę na forum o podróżach rowerowych to prosisz administratorów o usunięcie swojego konta, i zmianę nicka na zupełnie inny by pozacierać ślady swojej nieporadności. Nie szkoda Ci czasu? Idź na rower. Przewietrz głowę. A jak Ci się blog nie podoba to… nie zaglądaj. Proste, nie?

  4. Zima jest niesamowita. Też ciągnie 🙂 Spotkaliśmy faceta, który jeździł trochę z biegówkami zapakowanymi na przyczepkę. Dobry patent, bo ujechać wszystkiego na kołach raczej nie sposób. Odśnieżanie dróg F raczej słabo im idzie poza sezonem… A jazda po zamarzniętej tafli jeziora z najczystszą wodą na świecie i widocznością 30m w dół? Kosmos!

  5. Witam
    Proszę napisać,czy lecąc samolotem do Chin i podróżując po nich miesiąc można zabrać namiot? czy jest bezpiecznie tak rozkładać go gdzieś na poboczach? I jeśli tak to czy do samolotu można zabrać taki okrągły samorozkładający się namiot? Może to wiecie ? jeśli tak to proszę o pomoc.I jeszcze pytanie,odbywają się jakieś spotkania z Wami w Łodzi? świetnie się Was czyta ,pozdrawiam 😉

    1. Pani Jolanto,

      Szczerze mówiąc jestem sceptyczna wobec Pani pomysłu, a na pewno warto temat dokładnie przemyśleć, bo jeśli ma to być miesięczna, wymarzona podróż, to na pewno chce Pani, by wszystko przebiegło bez problemów. Kilka myśli ode mnie:
      1. Chiny, zwłaszcza te centralne i południowe, były dla nas jednym z trudniejszych krajów pod względem szukania miejsca na namiot! (A mieliśmy już za sobą kilka miesięcy w drodze i byliśmy już przyzwyczajeni do niewygód i dziwnych sytuacji…) Składa się na to kilka czynników: w tych rejonach Chin jest górzysty teren, bardzo duża gęstość zaludnienia i każdy najmniejszy kawałek gruntu jest w jakiś sposób zagospodarowany, prawie wszędzie rosną jakieś warzywa. Z reguły unikaliśmy spania na widoku, więc czasem trzeba było mocno się natrudzić, by znaleźć takie miejsce. A Chińczycy nie zawsze życzyli sobie, byśmy rozbijali się na ich polu…
      2. Do samolotu można zapewne zabrać taki okrągły samorozkładający się namiot, trzeba tylko sprawdzić w regulaminie linii lotniczych dopuszczalne wymiary bagażu (również tego rejestrowanego). Pytanie tylko, co po wyjściu z tego samolotu? Takie wielkie koło kiepsko nosi się w plecaku… Moim zdaniem ten rodzaj namiotu jest wygodny przy podróży samochodem. Nie jestem pewna, czy w Chinach tak łatwo można samochód wynająć…
      3. Jak Pani planuje się przemieszczać po Chinach i na czym chce się Pani skupić? W każdym dużym mieście i przy popularnych atrakcjach jest rozbudowana infrastruktura turystyczna – są hotele i hostele i w przypadku miesięcznej, wymarzonej podróży myślę, że spokojnie można na tej infrastrukturze polegać.

      1. Bardzo dziękuję .I takie rady z pewnością pomagają.Więc namiot odpada.Tak też myśleliśmy,że to nie najlepszy pomysł.Skupimy się na hotelach i hostelach.Teraz przerabiamy temat -plecaki.I to też wcale nie łatwe. Trzeba mieć niezłą kondycję aby nosić te ciężary ; ) Pytania się mnożą:jakiej firmy,jakie funkcje plecaka,jak spakować,co spakować,jakie buty (bo jeśli góry to czy zabrać jakieś traperki)co zrobić aby mądrze i lekko się spakować,aby nie dźwigać zbędnych rzeczy itd.Jejku jakie to wszystko skomplikowane; ) a to dopiero namiastka.I oszczędzanie cały rok i za własną kaskę jeszcze tyle męczarni 😉 Ale siła wyższa.Teraz wiem ile kosztowało Was to pracy,zachodu,silnej woli,wytrwałości. My już mamy chwile zwątpienia .Wielki szacun i podziw.
        Pozdrawiam serdecznie.Jesteście wielcy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *