(Nad)ludzka strona Islandii: turyści, elfy i północna gościnność

Islandia: 325 tysięcy ludzi i już ponad milion turystów rocznie. Do tego drugie tyle ludzi ukrytych, elfów, troli i nadprzyrodzonych stworów. Podpowiadamy jak się w tym wszystkim odnaleźć. Próbujemy też odpowiedzieć na pytanie jacy są Islandczycy i czy jadąc tam na wakacje można jeszcze z nimi ot tak, po ludzku, pogadać.

Na początek skojarzenie, które od początku pobytu na Islandii nie mogło wyjść nam z głowy. Australia północy. Tak niektórzy mówią o tej wyspie i rzeczywiście coś w tym jest. To właśnie w Australii zrobiliśmy w naszej długiej podróży długą pauzę. A teraz, po roku przerwy, czekała nas kolejna przeprawa przez pustkowia, ale zanim wskoczyliśmy na rowery, znów trafiliśmy w gościnne progi lokalnej Polonii. I znów spędziliśmy długi wieczór przy stole i z wypiekami na twarzy słuchamy islandzkich opowieści naszych gospodarzy.

Islandia + ogień = …

Cała masa anegdotek krąży wokół turystów, a konkretnie ich nieskończonej fantazji. Tegorocznym hitem jest pewien hiszpański rowerzysta, który chciał być ekologiczny i po załatwieniu się w przyrodzie swoją kupę wraz z papierem toaletowym… podpalił. Pomysł może i dobry, ale nie na wyspie, na której zawsze wieje i prawie całe wybrzeże jest porośnięte łatwopalnym mchem. Skończyło się na telefonie pod 112 i wielkiej akcji strażaków. Na Islandii obowiązuje bezwzględny zakaz rozpalania otwartego ognia!

islandia-mech

islandia-mech-wybrzezeIslandczycy dokładnie tak samo jak Ozi uwielbiają, gdy wszędzie wokół jest czysto i estetycznie, a turyści załatwiający się po krzakach są dla nich wrogiem publicznym numer jeden. Na pierwszych stronach piszą o tym gazety, opowiadają telewizje, ale nikt nie ma pomysłu jak sobie z tym problemem poradzić. Przez 1750 km drogi poza miasteczkami, stacjami benzynowymi, czy knajpami znaleźliśmy słownie jedną – nieczynną – publiczną toaletę. W 2016 roku wyspę odwiedzić może już nawet półtora miliona turystów. To już naprawdę ostatni dzwonek, aby wzorem Antypodów w każdym punkcie widokowym, czy miejscu postojowym postawić biodegradowalny kibelek.

islandia-toaletyDo listy rzeczy, których na Islandii nie należy robić, dopisujemy jeszcze: „nie rozbijać namiotu na plaży podczas odpływu”. Jedni turyści obudzili się następnego dnia rano na wyspie… Tutaj też skończyło się na telefonie alarmowym i kilku chwilach wstydu. Jak opowiadał nam potem Islandczyk Simon, akcje ratowników-ochotników są tutaj ciągle bezpłatne, chociaż może zdarzyć się, że za przejaw wyjątkowej głupoty przyjdzie nam już zapłacić.

namiot-pole-lawy-islandia

islandia-biwak-przelecz-goryCo jeszcze na każdym kroku przywodziło nam na myśl Australię? Płoty! Wszędzie płoty. Na Islandii wcale nie grodzi się tylko pastwisk dla owiec czy koni. Grodzi się wszystko jak leci. Nawet ładne miejsca przy drodze, gdzie jadąc rowerem miło byłoby się na chwilę zatrzymać i odsapnąć (bez skakania przez drut kolczasty). Upór budowniczych płotów jest tak ogromny, że ogrodzone bywają nawet spękane pola lawy. Dobrze, że nasze wprawne oko prędzej czy później zawsze wypatrzy kawałek (jeszcze) publicznej przestrzeni. W nielicznych miejscach można też trafić na takie kładki.

islandia-plot-kladka

islandia-plot

Islandury, Skalniaki, czyli islandzki styl bycia

Naszych gospodarzy podpytujemy też o to jacy są w ogóle ci Islandczycy. W naszych podróżach zawsze instynktownie zapuszczaliśmy się na południe i na wschód, a nigdy jakoś nie ciągnęło nas na północ. Aż w końcu daliśmy się skusić surowym krajobrazem Islandii. Pytanie, czy równie surowi są tutaj ludzie? Przypomina mi się rozmowa z Michałem Sałabanem, który z norweskiego Przylądka Północnego jechał rowerem do Afryki i wspominał, że pierwszy raz zagadał go ktoś na… Litwie. A skoro Islandczycy to potomkowie Wikingów, to też nie mamy co liczyć na zbytnią wylewność.

Islandury, skalniaki, jak pieszczotliwie nazywa ich Tomek, są właśnie tacy są – wycofani względem obcych. Dopiero, gdy pomieszka się tutaj kilkanaście lat i nauczy się języka, to zaczynają traktować cię jak swojego. „Polonia to najbardziej liczna mniejszość na Islandii, jest nas tutaj już kilkanaście tysięcy. Przez lata powstało wiele negatywnych stereotypów i nie zawsze sprawiedliwych ocen Polaków. Ale spokojnie, gdy przychodzi co do czego, Islandczycy to bardzo w porządku ludzie. Gdy będziecie potrzebować pomocy, po prostu zapukajcie do drzwi najbliższego domu.”

Zapukać zdecydowaliśmy się już po pierwszym tygodniu jazdy. Po piaszczysto-deszczowej przeprawie przez Kjolur rower Mażny zaczął niedomagać. Na specjalnie przygotowanej dla rowerzystów mapie wyspy znaleźliśmy namiary na mechanika rowerowego-pasjonata. Pukamy, witamy się, opisujemy problem. Cały czas nie przechodzimy przez próg domu, ale stoimy na zewnątrz. Zaczyna lać. A my tak dalej stoimy, gadamy, a facet bardzo uprzejmie nie odmawia, ale argumentuje, że w sumie to nie ma żadnych narzędzi i tak naprawdę to on nie bardzo lubi naprawiać te rowery. Ja straciłem wiarę już po kilku minutach, ale Mażna usilnie próbuje coś wynegocjować. W końcu nasz mechanik-pasjonat decyduje się zajrzeć do garażu i przynosi nam smar w sprayu. Psikamy trochę pod uszczelkę piasty i jedziemy dalej. Ach, ten północny entuzjazm.

Dwa tygodnie później na południowym skraju wyspy znaleźliśmy się w identycznej sytuacji. Stoimy sobie przed domem, leje i wieje jak nieszczęście, a Islandczyk po drugiej stronie progu słucha nas z politowaniem i zupełnie nie wie, co w takiej sytuacji począć. Najpierw próbował znaleźć nam do przenocowania awaryjną chatkę. Nie wyszło. A my dalej dalej stoimy i uparcie nie chcemy sobie pójść. Proponujemy, że możemy rozbić namiot w stodole na owce. „Naprawdę, chcecie spać w takich warunkach?!” – dziwi się nam Islandczyk, a my uparcie przekonujemy, że tak. „No dobra, skoro chcecie, to proszę bardzo…” – mówi otwierając nam drzwi stodoły – „Życzę miłego pobytu”. Trzymało się go poczucie humoru. Później, gdy pytaliśmy go, co zrobiłby na naszym miejscu z rowerami w taką pogodę odparł: „Pojechałbym do Hiszpanii!”

islandia-stodola-na-owca

Z wizytą na owczej farmie Gröf

Tymczasem przenosimy się do stodoły. Co prawda trochę czuć tam owcą, ale co tam. Najważniejsze, że w końcu woda nie leje nam się na głowy i jesteśmy osłonięci od wiatru. Na wpół bezsenną noc spędzamy przy akompaniamencie walących rytmicznie drzwi i huczącego po dachu i ścianach huraganu. Nie narzekamy ani przez moment. Na zewnątrz porwałoby nam nasz namiocik na strzępy. W końcu zasypiam śniąc o bajkowych pomarańczowych zboczach pobliskich gór Landmannalaugar, które schowały się przed naszym wzrokiem w gęstej mgle.

Następnego dnia wystawiamy nos z naszej stodoły. Pada jakby trochę mniej, ale dalej nic nie widać i znów dylemat: jechać dalej w góry, czekać, czy zawracać. Pukamy do drzwi domu. Może to dlatego, że nie było akurat żony, ale nasz gospodarz tym razem jest o wiele bardziej przyjazny. Od razu pozwala nam przekroczyć próg domu i zaprasza nas na kawę.

Dowiadujemy się, że jesteśmy na farmie Gröf Skaftártungu, a człowiek nazywa się JonGeir Olafsson. Jak wszyscy w okolicy zajmuje się hodowlą owiec. Owce są na Islandii dosłownie wszędzie, gdzie znajdzie się choćby maleńka kępka trawy. Wspinają się na poziome zbocza, włażą na lodowce, ogrzewają się w gorących źródłach. Rekordzistki potrafią zapędzić się z południa wyspy na jej północny kraniec, pokonując po drodze cały interior. Jon żartuje, że w zeszłym roku jedna z owiec, która dokonała takiego wyczynu poszła w nagrodę na rzeź. Doszła tak daleko, że nie opłacało się już jej transportować z powrotem.

islandia-owcePod koniec lata radosna i niczym nieskrępowana owcza wędrówka musi się skończyć, poza farmami zwierzęta nie przeżyłyby zimy. Już we wrześniu pasterze organizują więc wielką akcję spędzania owiec z gór. Używają motorów, terenówek, rowerów… i małych, niesamowicie ruchliwych, zwinnych i szybkich piesków. To właśnie w hodowli i tresowaniu tych psów specjalizuje się nasz gospodarz. Owca na Islandii nie ma naturalnych wrogów, więc pies pasterski nie musi być wcale potężnym owczarkiem. Liczy się nie siła, a precyzja. Krążą legendy, że taki pies potrafi z powodzeniem zagonić kurczaka do słoika. Jon o swoich pieskach opowiadać mógłby godzinami. Jeśli będziecie przejeżdżać kiedyś ringiem to koniecznie odbijcie 10km drogą F208. W sezonie codziennie czekają tam na Was niezwykłe pasterskie pokazy. Całkiem niedrogie jak na Islandię, a Jonowi warto dać zarobić, bo ma całkiem dobre serduszko.

źródło: http://www.sheepdog.is/

Islandia: elfy, gnomy, trole i inne nadprzyrodzone stwory

A czy Islandczycy naprawdę wierzą elfy, gnomy, trole i inne nadprzyrodzone istoty? Oczywiście! Sagi to podstawowy element dziedzictwa kulturowego kraju. Uczy się o nich już w pierwszych klasach podstawówki – opowiadali nam Ula i Tomek. Szczególne miejsce w islandzkich legendach mają ukryci ludzie. Gdy na początku drugiego tysiąclecia kraj przyjmował chrześcijaństwo istniejące legendy o elfach trzeba było jakoś dostosować do nowego światopoglądu. I tak powstało kolejne podanie o tym jak Ewa, ukryła część swoich dzieci za piecem, bo nie zdążyła ich ubrać i odpowiednio przygotować na wizytę Boga w rajskim ogrodzie. Bóg oczywiście widzi wszystko, więc nie dał się nabrać na taki fortel. Więcej – zdecydował, że schowana za piecem grupka dzieci wraz z ich wszystkimi potomkami, już na zawsze pozostanie ukryta. I tak żyją sobie na Islandii do dziś, chowając się przed wzrokiem innych ludzi w skalnych zakamarkach. Podróżując po wyspie lepiej nie zakłócajcie ich spokoju, bo gdy ukryci ludzie się wkurzą, to nie przebierają w środkach.

islandia-ukryci-ludzie-legenda
Ludzie naruszyli spokój duszy islandzkiego władcy pochowanego wewnątrz zbocza wielkiej góry, kosząc porastające ją łąki. Zostali za to ukarani przez ukrytych ludzi, którzy pod osłoną nocy zabili wszystkie konie z pobliskiej stadniny.

islandia-kon isladnia-ukryci-ludzie-kopiec

Węże wodne, koty walenie i… król niedźwiedzi polarnych

Z duszą na ramieniu przejeżdżaliśmy też obok jeziora przy miasteczku Egilsstadir. Legenda głosi, że na jego dnie mieszka gigantyczny „wyrm”. Przerażający stwór wypełnia swoim cielskiem niemal cały zbiornik, ale dziś nad powierzchnią jeziora zobaczyć można czasami już tylko jego głowę. Wyrm został przyszpilony do dna przez bohaterskich Finów, którzy pomagali Islandczykom poskromić bestię, pożerającą regularnie konie i owce z pobliskich pastwisk. Podobnego potwora – węża wodnego zamieszkuje na Islandii co drugie jezioro. W morzach czyha na nas waleń-mysz, alternatywnie waleń-kot albo nawet wodny koń (względnie niegroźny). Na lądzie zbłąkanego turystę dopaść może kot ghul, czy mroczny baldur. No i na koniec nadprzyrodzony stwór numer jeden: król niedźwiedzi polarnych. Jest oczywiście znacznie większy niż przeciętny niedźwiedź, a z jego czoła wyrasta długi róg, którego koniec świeci w ciemnościach! Dzięki tej nadprzyrodzonej mocy król niedźwiedzi polarnych wyznacza w nocy bezpieczną drogę innym misiom. Jedno w tej legendzie jest prawdziwe: na Islandii rzeczywiście od czasu do czasu pojawiają się niedźwiedzie polarne, które przypływają na zachodnie fiordy na krach lodowych z pobliskiej Grenlandii.

 

islandia-waz-wodny
wąż wodny
kot-ghoul
Kot ghoul
krol-niedzwiedzi-polarnych
Król Niedźwiedzi Polarnych
walen-kon
Waleń koń
islandia-obok-egilsstadir
Właśnie tutaj zaraz za tym lasem było jezioro, a w nim wielki straszny wyrm. Brr.

Wyobraźnia Islandczyków robi wrażenie, prawda? Cóż, od wieków musieli sobie jakoś tłumaczyć fakt, że co rusz huraganowy wiatr, czy błotna lawina schodząca z lodowca w jednej chwili była w stanie uśmiercić całe stado owiec, czy koni. Do tego wszędzie wokół ten niesamowity krajobraz i szalenie zmienna aura. Choćby dla samego faktu jak mocno działa to na wyobraźnię, warto się tam wybrać. Gwarantuję, że po miesiącu spędzonym na wyspie sami wczujecie się w ten klimat. W mroczny pochmurny dzień w każdej skale wyłaniającej się z mgły zobaczycie posępne twarzy starych ludzi, troli, czy gnomów. W jeziorach wypatrywać będziecie wodnych węży. Na horyzoncie – łuny światła od rogu króla niedźwiedzi polarnych. Na łąkach w oddali  – elfich kręgów. I tak zaśniecie pod szeleszczącym od wiatru tropikiem namiotu w rytm ich tańca. Islandzkich snów!

Ciekawe, przydatne dla kogoś kto myśli o wycieczce na Islandię? Podziel się na FB!

Filmy, które warto obejrzeć, by lepiej zrozumieć islandzką duszę:

„Barany. Islandzka opowieść” (2015)

„Reykjavik 101” (2000)

„Anioly wszechswiata” (2000)

„Noi Albinoi” (2003)

 

Źródła, warto przeczytać:

Islandia – wiatr, deszcz i przygoda życia – nasza wcześniejsza relacja z przejazdu przez interior i nie tylko

„Powidoki” – Piotr Strzeżysz, a w nich niezwykłe rozdziały o Islandii.

„Islandia. Przewodnik Nieturystyczny” – Krytyka Polityczna. Darmowy ebook.

islandia-posepna-gora

16 odpowiedzi do “(Nad)ludzka strona Islandii: turyści, elfy i północna gościnność”

  1. Czytając wasz tekst doszedłem do wniosku, że mieliśmy niebywałe szczęście, że nie trafił się nam deszcz. Dla nas Islandczycy nie byli aż tak niechętni, w pierwszym kontakcie. Może dziecko na rękach miękczyło im serca :-).

    1. W sumie raczej nie niechętni, ale umówmy się – mało entuzjastyczni wobec faktu, że znowu jacyś rowerowi turyści zawracają im głowę. Przy tej skali turystyki i ich północnym stylu bycia to raczej zrozumiałe. Ale gdy już się taki umorusany rowerzysta „opatrzy” to na drugi dzień może być zupełnie inaczej 😉 Acha, no i zawsze można liczyć na mieszkających na wyspie Polaków! Są naprawdę niesamowici i kochani. Już nie mówiąc o tym, że na samym początku w Keflaviku bardzo nam pomogli, to potem w drodze co chwilę jakaś darmowa kawka, czy lepsze banany z zaplecza marketu… itd. itd. 🙂

  2. Hm, czytam tekst i niektóre rzeczy/historie wydają mi się abstrakcją. Ale chyba kraje północne mają do siebie te opowieści o trollach itp.Norwegowie też meczą ten klimat, a niektórzy z nich nawet ich przypominają 😛

  3. No mają w sobie to coś te islandzkie filmy. Oprócz Baranów przerobiliśmy jak na razie Reykjavik 101, Noi Albinoi, Angels of the Universe (o pensjonariuszach szpitala psychiatrycznego w Kleppur, mega!). Macie jeszcze jakieś dobre typy?

  4. Czy mogę prosić o informację jaki jest tytuł książki którą sfotografowaliście?
    Wygląda niesamowicie 🙂
    Przed kolejnym wyjazdem chciałabym się trochę zapoznać z wierzeniami, folklorem i tradycjami islandczyków i poszukuję książek na ten temat, polsko i angielskojęzycznych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *