Batumi. Nie rozumiem tego miasta

Trzy dni spędzone w Batumi w oczekiwaniu na wizę do Azerbejdżanu zdominowane były przez uczucie… hmmm, jak to określić  Zaskoczenia? Niedowierzania? To, co mieliśmy okazję zobaczyć, w szczególności zestawione z tym, co zobaczyliśmy w innych miejscach w Gruzji, sprawiało, że co chwila na naszych twarzach rysowały się pytania: „Ale o co chodzi?” „Po co?” „Dlaczego?” Czytaj dalej Batumi. Nie rozumiem tego miasta

Herbaciane sinusoidy

Herbaciane sinusoidy

Śmigaliśmy z Trabzonu szeroką, płaską jak stół drogą prosto w kierunku gruzińskiej granicy. Kilometry leciały jak szalone. W pewnym momencie minęliśmy skręt w prawo i tabliczki wskazujące na Kaçkar Mountains National Park. Był piątek rano, w konsulacie Azerbejdżanu w Batumi chcieliśmy pojawić się w poniedziałek, stwierdziliśmy więc, że po kilku dniach asfaltowej monotonii chcemy po raz ostatni zakosztować tureckiej pięknej przyrody. I dać sobie nieco w kość.

Czytaj dalej Herbaciane sinusoidy

Stambuł – Karasu

drzewa-drogaZa nami nasze pierwsze 250 kilometrów. Było fajnie, choć ciężko. Na północny-wschód od Stambułu i później wzdłuż Morza Czarnego krajobraz dominują niekończące się zielone pagórki, cały czas góra-dół-góra-dół. Najwyższy punkt to 330 m.n.p.m. Niby takie nic, a w sumie nagnietliśmy już 4 km przewyższeń. Warto jednak było wybierać bardziej pofalowane i kręte drogi. Każdy szanujący się Turek śmiga na złamanie karku autem po ekspresówkach, więc rowerzysta te drogi ma praktycznie w całości dla siebie.

Czytaj dalej Stambuł – Karasu

Rzucić wszystko: jak to właściwie się robi?

DSC02468s
To jest wyjątkowo osobisty wpis. Dotyka on spraw, które wyjaśniają, jakie były początki mojego dojrzewania do decyzji pt. „rzucam wszystko”. Mam pełną świadomość, że sformułowanie „rzucić wszystko” jest w moim przypadku bałamutne, ale ładnie ono brzmi, jest zuchwałe, po prostu podoba mi się. Nie chodzi o desperacką próbę ucieczki. W rzeczywistości tę decyzję przychodzi mi podejmować z dość wygodnej, bezpiecznej pozycji. Czytaj dalej Rzucić wszystko: jak to właściwie się robi?

Nie taki couchsurfing straszny

couchsurfingCouchsurfing – niby wszyscy, którzy spróbowali, potwierdzają, że to fajna sprawa, ale ja i Janek zawsze podchodziliśmy do niego z nieufnością i dystansem. Jednak planując kilkumiesięczną podróż, w czasie której chcemy lepiej poznać odwiedzane kraje i mieszkających w nich ludzi, oraz – bądźmy szczerzy –  nie mając na tę podróż worków pieniędzy, przyszedł czas na bliższe zapoznanie się z tym portalem. Pod koniec tego roku, mamy nadzieję mieć ogromny dług wdzięczności wobec osób, które przyjmą nas w swoje progi. Tak ogromny, że postanowiliśmy zacząć spłacać go z góry i zaprosić parę osób na naszą kanapę na warszawskiej Pradze. Po dwóch tygodniach, mamy za sobą miks chińsko-rosyjsko-portugalskich gości.  Czy było się czego obawiać? O tym poniżej.

Czytaj dalej Nie taki couchsurfing straszny