Australia, droga numer 95. Brzmi dobrze, ale o widokach niczym z Route 66 tym razem zapomnijcie. Dziewięćdziesiątkapiątka to prawdziwy Highway to Hell. Chyba najbardziej koszmarny odcinek drogi jakim jechaliśmy podczas całej naszej podróży i pomnik głupoty zachodniego człowieka.
Cholernie długa droga
700 kilometrów. Tyle musieliśmy ujechać od ostatniego marketu, w którym mogliśmy w sensownych cenach kupić jedzenie. „It’s a bloody long way” – powiedzieliby Australijczycy.
Singapur – miasto nie z tej ziemi
Singapur, Marina Bay. 18:00, przejście dla pieszych. Po drugiej stronie oni. Wystrzyżeni, wypachnieni i wylansowani do perfekcji. A my z naszymi rozczochranymi łbami jak zwykle pod prąd. Zielone. Pewnym krokiem ruszają prosto na nas. Ratuj się kto może!
Jak pozbyć się kartofla z głowy?
Kolejny już raz zasiedzieliśmy się w knajpce z Internetem. Rzut okiem na zegarek i – o cholera! Późno!
Widzieliśmy na drodze śmierć
Legendarne, niebezpieczne azjatyckie drogi. Mieliśmy kilkanaście tysięcy kilometrów nieustannych obserwacji. Byliśmy świadkami kilku niegroźnych stłuczek, widzieliśmy też sugestywne białe kształty. Aż któregoś dnia zobaczyliśmy na drodze śmierć. Czytaj dalej Widzieliśmy na drodze śmierć
Świat z dołkiem w klatce
Kim trzeba być, aby przejechać z jednego końca Azji na drugi na rowerze? Sportowcem, twardzielem, okazem zdrowia? Nic z tych rzeczy. Równie dobrze można być największym chuchrem jakie widział świat. Z kilkucentymetrowym dołkiem w klatce.
Druga strona malezyjskiego Cameron Highlands
Dwójka na czterech kółkach
Stało się. Przejechaliśmy pół świata oglądając swoje facjaty 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Po drodze udało nam się wzajemnie nie pozabijać i nie zwariować. Choć kilka razy było blisko.
Rok życia poza domem
„Wszystko byłoby ok, gdyby nie te tłumy”

Brzmi znajomo? Komu zdarzyło się tak powiedzieć choćby raz? Czytaj dalej „Wszystko byłoby ok, gdyby nie te tłumy”




