W cieniu Kamaza – czyli jak nam się jedzie po Kazachstanie i Uzbekistanie

kamazPo przepłynięciu Morza Kaspijskiego w naszej podróży coś się zmieniło. Na początku nie czuliśmy do końca o co dokładnie chodzi, ale po przejechaniu kazachskiego rejonu Mangyustańskiego i uzbeckiego Karakalpakstanu, chyba już wiemy. Z całą pewnością zmienili się ludzie, ich nastawienie do nas, jak i do całej otaczającej rzeczywistości.

Czytaj dalej W cieniu Kamaza – czyli jak nam się jedzie po Kazachstanie i Uzbekistanie

Na kazachskim stepie

step2Prom z Baku do Kazachstanu udało nam się złapać wcześniej, niż sądziliśmy, wysiadając w Aktau mieliśmy zatem 8 dni do zadeklarowanego na wizie momentu wjazdu do Uzbekistanu. Zamiast więc – jak pierwotnie zakładaliśmy – szybko pokonać kilkuset kilometrowy odcinek pociągiem, postanowiliśmy przejechać go na rowerach. Jeszcze tego samego dnia wjechaliśmy na step.

Czytaj dalej Na kazachskim stepie

W krainie błotnych wulkanów

drugie-mazna-paczyJesteście w Azerbejdżanie? Musicie koniecznie zobaczyć błotne wulkany –  sporo słyszeliśmy takich głosów, więc mimo, że „atrakcja” była nam kompletnie nie po trasie, uznaliśmy że pojedziemy ją odwiedzić. Ruszyliśmy 70 kilometrów na południe od Baku, wzdłuż Morza Kaspijskiego. Zaczęło się szybko i bezproblemowo, ale też głośno i śmierdząco, na szerokim poboczu czteropasmowej autostrady. Kiedy odbiliśmy szutrową drogą wgłąb lądu, zaczęły się przygody.

Czytaj dalej W krainie błotnych wulkanów

Azerbejdżan – mieszanka wybuchowa i kraj niespodzianka

azer-step-okladkaNa horyzoncie bezkresny, wypalony od słońca step. Pod kołami czarny, gładki jak szkło asfalt i stromy zjazd w dół. Porywisty wiatr we włosach i prawie osiem dyszek na liczniku. Tak zapamiętam Azerbejdżan, dla nas taki kraj niespodzianka, bo planowo mieliśmy przecież jechać zupełnie inaczej – przez Iran. Szalonych stu kilkudziesięciu kilometrów drogi przed samym Baku nie będziemy jednak żałować. Skutecznie podniosły nam poziom adrenaliny i endorfin.

Czytaj dalej Azerbejdżan – mieszanka wybuchowa i kraj niespodzianka

Jacy są Gruzini?

otwarte-drzwi
Jeszcze zanim tu wjechaliśmy słyszeliśmy i czytaliśmy, że to już nie będzie to samo co w Turcji. Gościnność tylko przysłowiowa, nikt sam z siebie nam nie pomoże itd.  Pierwsze chwile w Batumi trochę to potwierdzały,  ludzie okazali się dużo bardziej zdystansowani niż Turcy.

Czytaj dalej Jacy są Gruzini?

Batumi. Nie rozumiem tego miasta

Trzy dni spędzone w Batumi w oczekiwaniu na wizę do Azerbejdżanu zdominowane były przez uczucie… hmmm, jak to określić  Zaskoczenia? Niedowierzania? To, co mieliśmy okazję zobaczyć, w szczególności zestawione z tym, co zobaczyliśmy w innych miejscach w Gruzji, sprawiało, że co chwila na naszych twarzach rysowały się pytania: „Ale o co chodzi?” „Po co?” „Dlaczego?” Czytaj dalej Batumi. Nie rozumiem tego miasta