Po zejściu na ląd i udaniu się na posterunek „Migration Police” celem załatwienia bzdurnej formalności pt. „rejestracja”, od razu wsiedliśmy na rowery i wyjechaliśmy z miasta. Wystarczyło kilka, kilkanaście kilometrów, by znaleźć się na totalnym pustkowiu. Czytaj dalej Pierwsza noc w Kazachstanie, czyli kamping pod cmentarzem
Azerbejdżan – przyspieszona ewakuacja
Ile to się naczytaliśmy jak to będzie źle z wizami do Azji Centralnej, obowiązkową rejestracją w Azerbejdżanie i promem z Baku do Aktau w Kazachstanie. Obsługa niemiła, czekać trzeba długo, łapówki, problemy i inne straszności. Jak to wyszło w praniu? Cóż, ewakuować się z Azerbejdżanu musieliśmy naprawdę ekspresowo.
W krainie błotnych wulkanów
Jesteście w Azerbejdżanie? Musicie koniecznie zobaczyć błotne wulkany – sporo słyszeliśmy takich głosów, więc mimo, że „atrakcja” była nam kompletnie nie po trasie, uznaliśmy że pojedziemy ją odwiedzić. Ruszyliśmy 70 kilometrów na południe od Baku, wzdłuż Morza Kaspijskiego. Zaczęło się szybko i bezproblemowo, ale też głośno i śmierdząco, na szerokim poboczu czteropasmowej autostrady. Kiedy odbiliśmy szutrową drogą wgłąb lądu, zaczęły się przygody.
Azerbejdżan – mieszanka wybuchowa i kraj niespodzianka
Na horyzoncie bezkresny, wypalony od słońca step. Pod kołami czarny, gładki jak szkło asfalt i stromy zjazd w dół. Porywisty wiatr we włosach i prawie osiem dyszek na liczniku. Tak zapamiętam Azerbejdżan, dla nas taki kraj niespodzianka, bo planowo mieliśmy przecież jechać zupełnie inaczej – przez Iran. Szalonych stu kilkudziesięciu kilometrów drogi przed samym Baku nie będziemy jednak żałować. Skutecznie podniosły nam poziom adrenaliny i endorfin.
Czytaj dalej Azerbejdżan – mieszanka wybuchowa i kraj niespodzianka
Obrazki z Gruzji
Nocleg przed przełęczą Goderdzi, jakieś tysiąc sto wysokości Czytaj dalej Obrazki z Gruzji
Jacy są Gruzini?
Jak (niemal) wywołaliśmy konflikt polsko-gruziński
Tym razem będzie o tym, czym kończy się nadmierna gościnność, a także – jaki jest przepis na kaszę po gruzińsku. Na wstępie chcę jednak zaznaczyć, że:
1. Gruzja to szalenie gościnny i przyjazny kraj. O tym chcemy napisać osobno.
2. Gruzińscy kierowcy są beznadziejni! O tym też już niedługo napiszemy.
Czytaj dalej Jak (niemal) wywołaliśmy konflikt polsko-gruziński
Batumi. Nie rozumiem tego miasta
Trzy dni spędzone w Batumi w oczekiwaniu na wizę do Azerbejdżanu zdominowane były przez uczucie… hmmm, jak to określić Zaskoczenia? Niedowierzania? To, co mieliśmy okazję zobaczyć, w szczególności zestawione z tym, co zobaczyliśmy w innych miejscach w Gruzji, sprawiało, że co chwila na naszych twarzach rysowały się pytania: „Ale o co chodzi?” „Po co?” „Dlaczego?” Czytaj dalej Batumi. Nie rozumiem tego miasta
Gruzińskie rowerowe marzenia

Uf, jesteśmy w Tbilisi. Ostatni raz, miejski nocleg z Internetem mieliśmy w Batumi, patrzę w kalendarz – minęło ponad tydzień, a wydaje się, że o wiele, wiele więcej. Dopiero w Gruzji mogliśmy poczuć na ile byliśmy zieloni w jeżdżeniu po górach; ale po 2025 m n.p.m. na Goderdzi, 1800 przy mieście wykutym w skale przy Vardzia i 2184 w drodze przez środek kraju do Tbilisi, kolejnych górek w Azji Centralnej boimy się już trochę mniej. Jednak już tutaj w Gruzji, górka po górce czuję jak spełniają się moje rowerowe marzenia!
Czytaj dalej Gruzińskie rowerowe marzenia
Herbaciane sinusoidy
Śmigaliśmy z Trabzonu szeroką, płaską jak stół drogą prosto w kierunku gruzińskiej granicy. Kilometry leciały jak szalone. W pewnym momencie minęliśmy skręt w prawo i tabliczki wskazujące na Kaçkar Mountains National Park. Był piątek rano, w konsulacie Azerbejdżanu w Batumi chcieliśmy pojawić się w poniedziałek, stwierdziliśmy więc, że po kilku dniach asfaltowej monotonii chcemy po raz ostatni zakosztować tureckiej pięknej przyrody. I dać sobie nieco w kość.




