W krainie błotnych wulkanów

drugie-mazna-paczyJesteście w Azerbejdżanie? Musicie koniecznie zobaczyć błotne wulkany –  sporo słyszeliśmy takich głosów, więc mimo, że „atrakcja” była nam kompletnie nie po trasie, uznaliśmy że pojedziemy ją odwiedzić. Ruszyliśmy 70 kilometrów na południe od Baku, wzdłuż Morza Kaspijskiego. Zaczęło się szybko i bezproblemowo, ale też głośno i śmierdząco, na szerokim poboczu czteropasmowej autostrady. Kiedy odbiliśmy szutrową drogą wgłąb lądu, zaczęły się przygody.

Czytaj dalej W krainie błotnych wulkanów

Azerbejdżan – mieszanka wybuchowa i kraj niespodzianka

azer-step-okladkaNa horyzoncie bezkresny, wypalony od słońca step. Pod kołami czarny, gładki jak szkło asfalt i stromy zjazd w dół. Porywisty wiatr we włosach i prawie osiem dyszek na liczniku. Tak zapamiętam Azerbejdżan, dla nas taki kraj niespodzianka, bo planowo mieliśmy przecież jechać zupełnie inaczej – przez Iran. Szalonych stu kilkudziesięciu kilometrów drogi przed samym Baku nie będziemy jednak żałować. Skutecznie podniosły nam poziom adrenaliny i endorfin.

Czytaj dalej Azerbejdżan – mieszanka wybuchowa i kraj niespodzianka

Jacy są Gruzini?

otwarte-drzwi
Jeszcze zanim tu wjechaliśmy słyszeliśmy i czytaliśmy, że to już nie będzie to samo co w Turcji. Gościnność tylko przysłowiowa, nikt sam z siebie nam nie pomoże itd.  Pierwsze chwile w Batumi trochę to potwierdzały,  ludzie okazali się dużo bardziej zdystansowani niż Turcy.

Czytaj dalej Jacy są Gruzini?

Batumi. Nie rozumiem tego miasta

Trzy dni spędzone w Batumi w oczekiwaniu na wizę do Azerbejdżanu zdominowane były przez uczucie… hmmm, jak to określić  Zaskoczenia? Niedowierzania? To, co mieliśmy okazję zobaczyć, w szczególności zestawione z tym, co zobaczyliśmy w innych miejscach w Gruzji, sprawiało, że co chwila na naszych twarzach rysowały się pytania: „Ale o co chodzi?” „Po co?” „Dlaczego?” Czytaj dalej Batumi. Nie rozumiem tego miasta

Gruzińskie rowerowe marzenia

kanion
Uf, jesteśmy w Tbilisi. Ostatni raz, miejski nocleg z Internetem mieliśmy w Batumi, patrzę w kalendarz – minęło ponad tydzień, a wydaje się, że o wiele, wiele więcej. Dopiero w Gruzji mogliśmy poczuć na ile byliśmy zieloni w jeżdżeniu po górach; ale po 2025 m n.p.m. na Goderdzi, 1800 przy mieście wykutym w skale przy Vardzia i 2184 w drodze przez środek kraju do Tbilisi, kolejnych górek w Azji Centralnej boimy się już trochę mniej. Jednak już tutaj w Gruzji, górka po górce czuję jak spełniają się moje rowerowe marzenia!
Czytaj dalej Gruzińskie rowerowe marzenia

Herbaciane sinusoidy

Herbaciane sinusoidy

Śmigaliśmy z Trabzonu szeroką, płaską jak stół drogą prosto w kierunku gruzińskiej granicy. Kilometry leciały jak szalone. W pewnym momencie minęliśmy skręt w prawo i tabliczki wskazujące na Kaçkar Mountains National Park. Był piątek rano, w konsulacie Azerbejdżanu w Batumi chcieliśmy pojawić się w poniedziałek, stwierdziliśmy więc, że po kilku dniach asfaltowej monotonii chcemy po raz ostatni zakosztować tureckiej pięknej przyrody. I dać sobie nieco w kość.

Czytaj dalej Herbaciane sinusoidy